Pobierz całą gazetkę tutaj

Z naszej biblioteczki

Z naszej biblioteczki

 

            Żyjemy wśród ludzi – chcemy, czy nie i czy tego pragniemy, czy nie – musimy się jakoś do innych odnosić i przyjąć ich stosunek do nas. Zapewne najlepiej byłoby, byśmy spotykali samych przyjaznych nam ludzi, byli lubiani i nie przysparzali sobie wrogów.

            O tym co robić, by tak było pisze Alan Loy McGinnis w książce o iście amerykańskim tytule: „Sztuka przyjaźni czyli: Jak zbliżać się do ludzi na których Ci zależy”, która to książka stała się ostatnio dość popularna. Ponieważ ja nie przepadam za dziełami, które pouczają mnie na każdej stronie, w jaki sposób mam postępować, z pewnymi oporami sięgnęłam i po to. Ale już po przeczytaniu pierwszych rozdziałów mogłam się przekonać, że ogromne doświadczenie autora, pracującego w poradni i duża liczba przykładów wziętych z życia ludzi wielkich i małych zachęcają do lepszego wgłębienia się w treść tej lektury. A jest ona skierowana do wszystkich, zarówno do samotnych i zakompleksionych, jak i tych, którzy są tzw. „duszą” towarzystwa. Autor podkreśla głównie ogromną wartość przyjaźni. A jest to rzecz – myślę, że każdy zgodzi się ze mną – bezcenna w naszym życiu. I tylko chwilami nam się wydaje, że można żyć bez przyjaciół. W praktyce jest to niemożliwe. Przyjaźń jest nieodzowną towarzyszką każdego dobrego małżeństwa, duchownych, ludzi samotnych, młodych i starszych. Przyjaciół i znajomych mamy w życiu prawdziwych i takich tylko lekko zaangażowanych. Ich stosunek do nas zależy jednak przede wszystkim od nas samych. Parafrazując: takich będziemy mieli przyjaciół, na jakich zasługujemy. Nasze stosunki z ludźmi, cóż tu dużo kryć, głównie my kształtujemy. Nasze zachowanie, otwarcie, zaufanie, sposób podejścia do człowieka stojącego obok, wpływają na to, jak będziemy odebrani przez niego.

            Myślę, że amerykański psycholog może pomóc niektórym z nas w nawiązaniu kontaktów, w umacnianiu ich, w zapobieganiu negatywnym uczuciom do bliźnich. Jego wskazówki, choć może zbyt „łapotologiczne” wyłożone, gdy postaramy się je zastosować w życiu, mogą być podstawą do lepszego otwarcia się i bardziej optymistycznego podejścia do ludzi. Gdy popracujemy trochę nad sobą, także w oparciu o „Sztukę przyjaźni…”, może szybciej dostrzeżemy błędy i zalety naszych stosunków interpersonalnych. Może uwierzymy, że prawdziwa przyjaźń wniesie w nasze życie wiele radości i szczęścia.

            Czego wszystkim życzę

 

Brzydula

 

„… jeżeli jest oaza, to znaczy, że niestety jest pustynia, bo oaza ma rację bytu tylko na pustyni. Tam, gdzie nie ma pustyni, nie ma oaz. /…/ To oczywiste, że jest pustynia. Nie może nas ona jednak zniechęcać, może nas tylko zachęcić, ażeby było jak najwięcej oaz. Pustynia jest bowiem tylko wtedy groźna, jeżeli na niej nie ma oazy, jeżeli oazy są bardzo rzadko, bardzo daleko”.

 

kard. Karol Wojtyła

Z Księgą Rodzaju w Namiocie Spotkania

Z Księgą Rodzaju w Namiocie Spotkania

 

            Już wieczór, światła pogasły. Siedzisz w swoim fotelu i wyciągając rękę po Biblię rozpoczynasz swój codzienny Namiot Spotkania. Który fragment wybierzesz? Ewangelię? Psalm? A może sięgniesz wraz ze mną po Księgę Rodzaju? Otworzysz ją zapewne na samym początku, przeczytasz i… zdziwisz się, bo oto okaże się, że Bóg dwa razy to wszystko stworzył, a na dodatek za każdym razem inaczej. Jak więc było naprawdę?

            Aby to zrozumieć pozwól, że powiem Ci kilka słów o powstaniu Biblii. Wiesz już zapewne, że Pismo św. nie zostało spisane przez jednego człowieka. Co więcej, pisało je wielu ludzi różniących się spojrzeniami na pewne sprawy. Wyobrażasz sobie, że o tym samym pisze Kochanowski i powiedzmy Witkacy. Prawda, że każdy z nich zapisałby tę samą treść w różny sposób? I podobnie było wtedy, gdy powstawała Biblia. We fragmencie, który nas nie interesuje, czyli w pierwszych dwóch rozdziałach dotyczących stworzenia możemy rozróżnić dwie tzw. tradycje. Pierwsze opowiadania /Rdz 1,1 – 2,4/ powstało wśród kapłanów żydowskich podczas uprowadzenia ich do Babilonu w V w. przed narodzeniem Chrystusa. Należy ono do tradycji kapłańskiej, będziemy oznaczać ją literą „P” /od niem. Priesterkodex/. Natomiast drugie opowiadanie jest starsze. Ułożono je być może już podczas panowania króla Salomona, o którym na pewno coś słyszałeś. Panował on w południowej części państwa żydowskiego, w Judzie mniej więcej w połowie X w. p.n.Chr. Należy ono do tradycji jahwistycznej /w skrócie „j”/ nazywanej tak, ponieważ Boga określa się tam Jego własnym imieniem – Jahwe, a nie jak np. w „P” – Elohim. Zresztą do nazwania Boga jeszcze wrócimy. Tak więc widzisz, że ktoś kto pisał drugie, starsze opowiadanie, żył o ponad 400 lat wcześniej niż kapłan, bądź kapłani, którzy spsiali pierwsze opowiadanie. Zupełnie jak Kochanowski i Witkacy. Na dodatek Jahwista – tak umownie nazywamy tego, kto pisał „J” – żył we własnym, silnym państwie, a ktoś kto tworzył „P” był tylko wygnańcem z dala od ojczyzny. Na szczęście dwie pozostałe tradycje /inaczej nazywane dziełami lub pismami/ elohistyczna /”E”/ i deuteronomistyczna /”D”/ nie występują w naszym fragmencie, bo pomyśl co by było gdyby do Kochanowskiego i Witkacego dodać Słowackiego i Sienkiewicza, a później ich utwory o tej samej tematyce wymieszać. Zupełny galimatias.

            Popatrz teraz na pierwsze opowiadanie – znasz je od dawna: Bóg przez sześć dni pracuje, a siódmego odpoczywa. Uczyłeś się już zapewne, że ziemia powstawała przez miliardy lat, a nie sześć dni. Skąd więc taki „błąd” w piśmie natchnionym przez Ducha św.? Rzecz tak naprawdę jest zupełnie prosta. Posłuchaj, czy znasz się na komputerach? Ja zupełnie nie. Dlatego gdyby ktoś chciał mi wytłumaczyć podstawowe zasady działania tego urządzenia, musiałby mówić do mnie językiem bardzo prostym, nie naukowym, nie mógłby wdawać się w szczegóły. I tak też było 2500 lat temu. Ten, kto pisał „P” chciał przekazać podstawową zasadę, prawdę: Bóg stworzył dobry świat. Nawet gdyby znał historię powstania ziemi /choć jest to niemożliwe/ i zaczął mówić, że po Prekambrze był Paleozoik, Mezozoik i Kenozoik nikt by go nie rozumiał, tak jak ja nie zrozumiałbym, gdyby ktoś zaczął mi opowiadać o bajtach, układach scalonych itd. Aby tamci ludzie mogli zrozumieć tę podstawową prawdę stworzenia, musieli ją mieć podaną w prosty, jasny sposób. Stąd też podobieństwa pomiędzy pierwszym opisem stworzenia w Biblii, a innymi pozabiblijnymi opowiadaniami o powstaniu świata /czyli kosmogoniami/, np.: w znanej ci mitologii greckiej „… Na początku był Chaos…” w Biblii świat też „..był bezładem i pustkowiem…”, a ciemność była nad bezmiarem wód. Podobnie wierzyli starożytni Sumerowie i Akadowie: uważali, że z pierwotnej masy wód wyłoniła się bogini Tiamat, zaś w egipskiej mitologii z Heliopolis, na początku wyłonił się pagórek.

            Wszędzie zaczyna się od wód i ciemności. Z tego pierwotnego chaosu wynurza się jakieś bóstwo, bierze ono z niego początek i tylko w Biblii Bóg jest od zawsze – On się nie zaczyna, jest wieczny. Dla pierwszych Izraelitów – ludzi bardzo konkretnych – było to trudne wyobrażenia. Dlatego, aby łatwiej mogli to pojąć, autor Księgi Rodzaju posłużył się obrazem, który już znali z innych religii.

 

Chudy

/c.d.n./

 

* * *

 

O Mateuszowa Ewangelio

prosta jak osiem błogosławieństw

i dziesięć przykazań.

Oczywista jak miasto na górze,

konsekwentna jak jota w prawie,

pełna miłości jak Magdalena.

O Mateuszowa Ewangelio,

chlebie prostych,

nie nazbyt trudna

dla każdego.

O owco zabłąkana,

o ziarno gorczyczne,

o dłużniku nielitościwy,

o perło, o skarbie,

o słowo serdeczne,

w sercu kiełkujące –

- przyjdź do mnie,

gdy światło już gaśnie

i rozświetla mroki zwątpienia,

mądrości, co tak się nadęła,

że całkiem zgłupiała.

Daj prostą drogę,

bez żadnych „ale”, „a może”…

O Mateuszowa Ewangelio

 

Anna

Liturgia

Spotkanie z Liturgią

 

LITURGIA –

            to słowo zna każdy z nas. Wielu podczas rekolekcji wakacyjnych brało udział w szkole liturgicznej. Starsi pamiętają temat pracy rocznej z 1987 roku powtarzany przy wielu okazjach: „LITURGIA – ŹRÓDŁO I SZCZYT”. A „serce liturgii” – Eucharystia? Wydaje się nam, że wszystko o Niej wiemy. Uczestniczymy w Niej często, znamy na pamięć formuły odpowiedzi, włączając się aktywnie w Jej liturgię /a może tylko od „wielkiego dzwonu”?/, nazywamy Ją dumnie i paradoksalnie zarazem „Mszą oazową”. A więc spytajmy się jeszcze raz: czym jest dla mnie Liturgia? Czy starasz się ją poznać i zrozumieć? Czy Eucharystia, świadomi, czynnie i pełnie przeżywana jest dla mnie ŹRÓDŁEM I SZCZYTEM? A może nam spowszechniała? A może najważniejsze jest dla nas to, czy ksiądz powiedział ładne kazanie, służba liturgiczna nie popełniła rażących błędów?

            W naszych spotkaniach będziemy zastanawiali się nad liturgią, nad wszystkim co ją stanowi, wyraża, pamiętając o tym, że jest ona jednym z głównych charyzmatów Ruch Światło-Życie. Ruchu, w ramach którego jako uczestnic, animatorzy i moderatorzy tworzymy KOŚCIÓŁ. „Dotykamy” tajemnicy poprzez parafie, czyli Kościół lokalny; w Nim poprzez liturgię odnowioną, pięknie sprawowaną i ubogaconą, możemy dopełniać dzieła ewangelizacji, przybliżając ludzi do Boga.

            Treść naszych rozważań zależy w dużym stopniu od Was. Dlatego nadsyłajcie propozycje tematów, które chcielibyście, aby były podejmowane, piszcie o swoich „wątpliwościach liturgicznych”, a także o tym, jak u Was w parafiach staracie się ubogacać liturgię.

            Liturgia w swoich działaniach posługuje się elementami naturalnymi. Prawie wszystkie one były używane w religiach pogańskich, a potem w kulcie Starego Testamentu. Przejmując je do liturgii chrześcijaństwo podkreśla ich godność i poszerza symbolikę.

 

ŚWIATŁO –

            Jest stworzeniem Boga /Rdz 1,3/. Biblia używa słowa „światłość” jako symbolu Boga. Bóg jest Światłością /J 1,5/ mieszka w światłości /1 Tm 6,16/. Prorocy zapowiadali „wielkie światło”. Starzec Symeon nazywa Chrystusa „Światłem na oświecenie pogan” /Łk 2,32/. Sam Zbawiciel nazwał siebie „Światłością świata” /J 8,12/. Światłość jest elementem, w którym przebiega i rozwija się życie chrześcijanina znajdując swoje wypełnienie w wieczności /Ap 21,23; 22,5/. W Credo wyznajemy, że Chrystus jest „Światłem ze Światłości”. Bogate znaczenie światła otwierało drogę do symbolicznego traktowania go w liturgii. W Starym Testamencie duża rolę odgrywały lampy, świeczniki, w Namiocie Spotkania płonęła lampa /Wj 27,20; 1 Sm 3,3/. Chrześcijanie od początku używali światła podczas nabożeństw odprawianych późnym wieczorem, nocą i przed świtem. Miało to zastosowanie użytkowe. Światło i życie określały istotę Boga. Antyczni chrześcijanie syryjscy utworzyli z tych słów greckich /światło = fos; życie = dzoe/ formę krzyża i znaczyli nim drzwi swoich domów. Dzieje Apostolskie /20,8/ podają wzmiankę o lampach palących się w Troadzie podczas Eucharystii. Symbolika światła rozwinęła się w końcu IV, a szczególnie na początku VI wieku. Światło /zgodnie z najstarszym świadectwem św. Hieronima/ w liturgii jest symbolem radości i znakiem świętej obecności, a także zaproszeniem do modlitwy. Światło pojawiły się na grobach męczenników /synod w Elwirze – 306 r./, w bazyliach przed ołtarzem, na ołtarzu /od X w./, przed ikonami, a najpóźniej przed Najświętszym Sakramentem. Najczęściej światło jest obecne Chrystusa /płonące świece są znakiem gotowości na przyjęcie Pana – Mt. 25,1-12/. Światło w etykiecie dworskiej oznaczało eskortę. Zwyczaj ten był stosowany w odniesieniu do biskupa i stąd pozostał w formie niesienia dwóch świec przez akolitów. Stosuje się to w procesji z krzyżem czy Ewangelią. Za ważniejszych ”rytuałów światła” należy wspomnieć:

  1. Lucenarium tj. obrzęd zapalenia światła i dziękczynienia za nie. Z tego obrzędu wywodzi się zapalenie paschału /symbol Chrystusa Zmartwychwstałego/ w Wigilię Paschalną i śpiew hymnu „Excultet”;
  2. Zapalenie paschału w czasie pogrzebu;
  3. Zapalenie świecy od paschału w sakramencie chrztu;
  4. Błogosławienie świec w święto Ofiarowania Pańskiego;
  5. Światło w formie lampy stosuje się przed Najświętszym Sakramentem jako symbol obecności Chrystus i modlącej się wiary chrześcijan.

Liturgia posługuje się także ogniem. Obwieszczenia on obecność Chrystusa – Światłości. Ogień jest miejscem spotkania pomiędzy Bogiem a człowiekiem /zawarcie przymierza Boga z Abrahamem/. W liturgii ma znaczenie „ogień czuwania” rozpalany na początku Wigilii Paschalnej jako dawca światła dla paschału Oczyszczająca moc ognia wyczuwa się w popiele sporządzanym w ubiegłorocznych palm, którym w Środę Popielcową posypuje się głowy wiernych.

 

<Paweł>

 

„… każdy obchód liturgiczny, jako dzieło Chrystusa – Kapłana i Jego Ciała, czyli Kościoła, jest czynnością w najwyższym stopniu święta, a żadna inna czynność Kościoła nie dorównuje jej skuteczności z tego samego tytułu i w tym stopniu.”

 

Konstytucja o Liturgii /KL 7/

Wstęp

            Rozpoczął się już rok szkolny, akademicki i rozpoczyna się praca formacyjna – rozpoczyna się kolejny etap Drogi.

            Bardzo cieszymy się, że możesz wziąć do ręki ten pierwszym numer „CND”. Jednocześnie pragniemy Cię przeprosić za to, że niestety wbrew zapowiedziom nie ukazał numer wrześniowy.

            Pragniemy, abyśmy wszyscy uzmysłowili sobie jedno – jest to nasze pismo, nasze – ludzi oazy, a więc i Ty jesteś za nie odpowiedzialny. Nadsyłaj więc swoje propozycje, uwagi. Adres podany jest na przedostatniej stronie. Pismo nasze można nabywać w Redakcji, jak również na comiesięcznych Oazach Modlitwy i Szkołach Animatora.

 

<Piotr>

Jeżeli żyć – to żyć na całego.

Jeżeli żyć – to żyć na całego.

Rozmowa z Ks. Gabrielem M.

 

            Gdy w grupie moich kolegów, którzy nawiasem mówiąc nie znają mojego życia „oazowego”, rozmawialiśmy kiedyś na temat idoli w moim życiu, ktoś w pewnym momencie stwierdził – „GABRYŚ”. I choć ja wtedy uśmiechnąłem się to jednak jest faktem, iż Ks. Gabriel Marciniak jest dla mnie osobą, którą bardzo cenię. Dlatego, gdy przebywaliśmy w sierpniu w górach razem z przyjaciółmi z Końskich, porozmawialiśmy z Nim o Nim.

 

- „Czeka nas droga” /CND/: Życie Księdza jest bardzo bogate, aktywne. Co chciałby Ksiądz zostawić po sobie ludziom?

-Ks. Gabriel /x.G./: Dobro. Jak najwięcej, ile się da po sobie zostawić. Bo żyjemy po to, by być dobrymi. Nasze życie ma sens, o ile jest umiłowaniem Boga i człowieka.

-/CND/: Dlaczego jednak Ksiądz to robi? Czy zdarza się, że ma Ksiądz jakąś satysfakcję z tego, że może być dobry?

-/x.G./: Najlepiej to było widać na katechezie. Jeżeli już ktoś zaczął się zastanawiać czy Bóg istnieje. Chociaż jeden człowiek. Przez katechezę, konferencje, homilie. Jeżeli ktoś inaczej zaczął żyć, myśleć poprzez moją posługę i to czasem uczynioną nieświadomie. Nieraz wystarczy, by komuś pomóc, by tylko być kapłanem. Nic więcej.

-/CND/: Czy to był świadomy wybór, że właśnie na drodze kapłaństwa stara się Ksiądz służyć innym?

-/x.G./: Z usposobienia jestem cholerykiem i nie potrafię długo być w jednym miejscu. Nie lubię monotonii, zamknięcie w schematach. I musi być wokół mnie dużo ruchu, dużo aktywności. Tylko jako kapłan mogłem być dla większej liczby osób. Dawać siebie tak całkowicie im. Życie w małżeństwie zamykałoby mnie na pewną określoną grupę ludzi i nie pozwoliłoby być dla wielu. Kapłaństwo daje mi swobodę, wolność działania, możliwość służenia większej liczbie osób.

-/CND/: Czy te idee, z którymi startował Ksiądz, o których mówi nie zatraciły sensu, nie zatarły się?

-/x.G./: Takie niebezpieczeństwo istnieje zawsze. W pewnym momencie człowiek może pójść w niewłaściwą stronę. Jeżeli człowiek zatraci Ducha Bożego, zapomni komu naprawdę służy, zapomni o Bogu – to niebezpieczeństwo to będzie zawsze istniało. Dlatego kapłaństwo jest z jednej strony piękne, a z drugiej trudne. Niech człowiek nie zapomina komu ma służyć. Niech nie zapomina, że ma służyć Bogu, a nie zaufać sobie. Ta granica jest bardzo płynna i nie wiadomo, kiedy ją człowiek przekracza. Dlatego chyba każdy kapłan się tego boi – i ja też. Dlatego też cenię Ruch Światło-Życie, który pozwala mi – jak to określić – żyć ideałami Chrystusa i Ewangelii, pozwala mi być dla inny, pozwala znaleźć swoje miejsce w życiu Kościoła. Człowiek musi mieć środowisko życiowe, które pozwala mu lepiej żyć, funkcjonować i być sobą.

-/CND/: Ruch Światło-Życie Czy długo Ksiądz w nim działa?

-/x.G./: Właściwie dzięki Ruchowi zostałem kapłanem. Zaszczepił mi on ideały, wzorce. Spotkałem księdza, który był dla mnie wzorem, był moderatorem oazowym. Jego życie kapłańskie sprawiło, że może odczytywałbym powołania, patrzył na życie inaczej, szukał czego innego. Dzięki Ruchowi odnalazłem swój własny model kapłaństwa, model służby i budowania Nowego Człowieka. O tym nie mogę zapomnieć. Dlatego jak najdłużej będę chciał trwać w Ruchu. Jak już policzyłem byłem ok. 15-tu razy na oazach, i dopóki będę mógł coś dawać młodym, innym ludziom, będę chciał trwać w tym Ruchu.

-/CND/: Ma Ksiądz specyficzny sposób zachowywania się. Ciekawi mnie, czy nie wydaje się Księdzu, że ten właśnie sposób zachowania się denerwuje czasami innych, że trudno im, jest żyć razem z Księdzem?

-/x.G./: Wydaje mi się, że tak jest. Ale w końcu – jak powiedział kiedyś papież Jan XXIII do aktorki Brigitte Bardott – „konklawe to nie wybór miss”. Tak samo i moje bycie kapłanem nie jest dla podobania się ludziom, tylko dal służenia Chrystusowi. Dlatego jeżeli głoszona przeze mnie prawda Boża komuś nie pasuje, będzie i mnie różnie oceniał. Ja natomiast jestem idealistą i stawiam wysokie wymagania sobie i innym. To też może ludzi do mnie zrażać, ale uważam, że JEŻELI ŻYĆ – TO ŻYĆ NA CAŁEGO. Jeżeli być kapłanem, to bez reszty oddanym Chrystusowi. Nie można życia dzielić na publiczne i prywatne. I to, że czasem komuś trudno ze mną wytrzymać z pewnością nie sprawi, iż będę starał się zmienić, aby mu się przypodobać.

-/CND/: Odnoszę wrażenie, że Ksiądz odstrasza swoją powierzchownością, a w gruncie rzeczy to chciałby Ksiądz wszystkim nieba przychylić, dla wszystkich być naprawdę dobrym, jak to było mówione na początku.

-/x.G./: To nie moja wina, że ludzie mnie nie potrafią zrozumieć i że mnie źle odczytują. Ci co bliżej mnie znają i wiedzą, że jestem gwałtowny i szybki nie przerażają się tym. Nie sprzeciwia się temu, by być lubianym przez niektórych ludzi.

-/CND/: Czy są takie osoby, którym Ksiądz jest szczególnie za coś wdzięczny?

-/x.G./: Tak. Jak wcześniej powiedziałem z pewnością tą osobą był jeden kapłan, który opiekował się mną jako ministrantem. Wielu kapłanów – moich kolegów. Może to zabrzmieć śmiesznie, ale też pewna siostra zakonna, która uczyła mnie modlitwy. Jest też pewnie wiele, wiele innych osób, które spotkałem w życiu i zostawiły one na mnie swój znak w tym sensie, że mnie ubogaciły.

-/CND/: Z jakim typem ludzi szczególnie dobrze Księdzu współpracuje się?

-/x.G./: Z ludźmi pracowitymi, którzy wiedzą czego w życiu szukają. Jaki jest cel ich życia. Z ludźmi potrafiącymi mnie zrozumieć, nawet bez słów, potrafiącymi domyśleć się moich intencji. Nie lubią zaś ludzi nieodpowiedzialnych, unikających pracy, chamów /…/ i ludzi fałszywych, którzy co innego czynią, a co innego mówią – po prostu „prawdziwków”.

-/CND/: Chciałabym zadać jeszcze jedno bardziej osobiste pytanie. Jakie są Księdza marzenia?

-/x.G./: Trudno powiedzieć. Tzn. chciałbym, co jest oczywiście nierealne, żeby moje bycie kapłanem, moja posługa słowa, sakramentów wszystkich ludzi przyciągnęły do Boga. Szczególnie tę młodzież, którą katechizuję w szkole. Są z nią różne problemy. Jaka jest nasza młodzież wszyscy wiedzą. I chciałbym, aby i oni poznali jedyną Prawdą, jedyne Dobro, jedyne światło jakim jest Bóg. Ale z drugiej strony wiem, że to się nigdy nie uda i że będą ludzie, którzy mimo głoszonej nauki i mimo dawnego świadectwa dalej będą żyli tak, jakby Boga nie było. I taka prawda jest dla mnie – kapłana najtrudniejsza.

-/CND/: Pod koniec jedno z bardziej stereotypowych pytań. Jakie jest księdza hobby?

-/x.G./: Moje hobby… Tak właściwie to nie mam jednego hobby. Mogę powiedzieć o moich słabościach: pływanie i piłka nożna – rzeczy, którym nie potrafię się oprzeć. A na hobby po prostu nie mam czasu.

-/CND/: A jaką muzykę lubi Ksiądz najbardziej.

-/x.G./: Elektroniczną. Jean Michel Jarre, Vengelis, Kitaro, Oldfield – muzyka, która przeraża grozą, a jednocześnie przybliża do Boga.

-/CND/: Ponieważ jesteśmy w górach zapytam się jeszcze o to, jak się Księdzu tutaj z nami podoba?

-/x.G./: Bardzo. Czuję się swobodny, nieskrępowany. Jest fajnie. Czuję się potrzebny. W górach odnajduję spokój, równowagę psychiczną i w pięknie spotykam Boga.

-/CND/: Dziękuję bardzo, za to, że zechciał Ksiądz podzielić się z nami częścią swojej osoby i udzielił tych kilkunastu odpowiedzi.

Dla mniej wtajemniczonych dodam, że Ksiądz Gabriel Marciniak pochodzący z parafii św. Łukasza w Radomiu na Michałowie, rozpocznie drugi rok kapłaństwa. Pracuje w parafii Wszystkich Świętych w Starachowicach, gdzie jest m.in. moderatorem oazowym.

rozmawiała: Brzydula

 

„Kapłaństwo byłoby zbezczeszczone, gdyby stało się czymś innym niż służbą”

Kard. Józef Ratzinger

Więcej artykułów…

  1. Św. Krzyż ‘92

Adresy ośrodków

Bank Modlitwy

Czeka Nas Droga

W sieci