Pobierz całą gazetkę tutaj

RUCH ŚWIATŁO- ŻYCIE W DIECEZJI (1971- 1989)

RUCH

ŚWIATŁO-ŻYCIE

W DIECEZJI (1971-1989)

                                   Przedstawiamy Referat Ks. Kazimierza Mąkosy wygłoszony podczas I sesji Diecezjalnej Kongregacji Odpowiedzialnych /Radom, 19 lutego 1993 r./

            Aby mówić o Ruchu w diecezji trzeba sięgnąć do jego założycieli tj. do Ks. Franciszka Blachnickiego. Dlatego na wstępie podam pokrótce jego życiorys i nasze z Nim spotkania przez co Ruch dostał się do naszej diecezji.

            Ks. Blachnicki urodził się w Rybniku na Śląsku w r. 1921. Świadectwo maturalne otrzymał w   r. 1938 w Tarnowskich Górach. W czasie pobytu w szkole średniej interesował się harcerstwem, był zastępowym, drużynowym i organizatorem obozów, stąd w oazach elementy z życia harcerskiego. W latach 1938-39 służy w wojsku. W czasie wojny wzięty do niewoli, z której udaje mu się uciec. W czasie ukrywania działa w konspiracji. Zostaje aresztowany w 1940 r. w Zawichoście, gdzie się ukrywa. Zostaje wzięty do obozu w Oświęcimiu z numerem 1201. W obozie przebywa 14 miesięcy w tym czasie miesiąc w bunkrze, w którym zginął później O. Kolbe. W latach 1941-42 przebywa w więzieniu śledczym w Zabrzu i Katowicach. W marcu 1942 r. skazany na karę śmierci przez ścięcie za działalność konspiracyjną przeciw hitlerowskiej Rzeszy. Po 4 i pół miesiącach ułaskawiony, kara śmierci zamieniona na 10 lat więzienia.

            W więzieniu dokonuje się cudowne nawrócenie oraz osobiste przyjęcie Jezusa jako Zbawiciela i Pana połączone z decyzją oddania całego życia na Jego służbę. Dokonało się to 17 VI 1942 r. Od 1942-45 Ks. Blachnicki przebywa w różnych obozach i więzieniach. W kwietniu 1945 r. następuje uwolnienie obozu i wstępuje do Seminarium Śląskiego. W roku 1950 otrzymuje święcenia kapłańskie. Do roku 1955 pracuje na różnych placówkach duszpasterskich. Powstaje wtedy metoda Oazy Dzieci Bożych. W latach 1954-56 uczestnicy w „tajnej kurii w Katowicach” – biskupi są na wygnaniu. A tę pracę zmuszony jest później przez cały rok przebywać poza diecezją. Udaje się wtedy do Niepokalanowa i tam poznaje maryjność O. Maksymiliana Kolbego.

            W latach 1956-60 jest referentem Kurii Diecezjalnej w Katowicach. W tym czasie organizuje Krucjatę Wstrzemięźliwości, redaguje dodatek do Gościa Niedzielnego-Niepokalana Zwycięża. I tu rozpoczyna się nasz kontakt z Ks. Franciszkiem Blachnickim. Wielu kapłanów z naszej diecezji włączyło się w pracę na polu Krucjaty Wstrzemięźliwości. Ks. Blachnicki organizuje „Wczasy Maryjne” dla kleryków w 1959 r. w Koniakowie, w których uczestniczy Ks. Kazimierz Mazur a w następnym roku piszący te słowa. To było nasze pierwsze spotkanie z Ks. Blachnickim, to było zafascynowanie się jego pracą i jego ideą.

            W dniu wspomnienia ścięcia św. Jana Chrzciciela 29 VIII 1960 r. następuje likwidacja Krucjaty Wstrzemięźliwości. W r. 1961 w marcu następuje aresztowanie Ks. Blachnickiego pod zarzutem wydawania nielegalnych druków i „rozpowszechnianie fałszywych wiadomości o rzekomym prześladowaniu Kościoła w Polsce”. Przebywa 4 i pół miesiąca w więzieniu – w tym samym co w czasie wojny. Po sprawie otrzymuje karę 13 miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata.

            Po wyjściu z więzienia udaje się na studia na KUL i rozpoczyna pracę naukową po ich ukończeniu. W tym czasie opracowuje naukowo to co zaczynał w pierwszych latach kapłaństwa. Pisze pracę licencjacką na temat: „Metoda przeżyciowo – wychowawcza dziecięcych rekolekcji zamkniętych”. W tym czasie wydaje ok. 100 publikacji naukowych i popularnych.

            W latach 1964-80 działa na odcinku posoborowej odnowy liturgicznej w Polsce jako krajowy Duszpasterz Służby Liturgicznej. Odbywa się wiele spotkań z kapłanami i w naszej diecezji. Na lata te przypada wielki rozwój oaz wszelkiego typu w kraju. 10 XII 1981 r. Ks. Franciszek Blachnicki wyjeżdża z kraju i już do niego nie wraca. Umiera w Niemczech 27 II 1987 r.

            Jak już wspomniałem nasze kontakty z Ks. Blachnickim rozpoczęły się w r. 1959. Na rekolekcje oazowe dla kapłanów pojechał już w r. 1967 Ks. Kazimierz Mazur, w następnym roku ja, a w późniejszych latach wielu kapłanów z naszej diecezji. Były lata, że było ich tam najwięcej. Początkowo rekolekcje dla kapłanów trwały 10 dni. Pierwsza grupa młodzieży z naszej diecezji z Wierzbicy i od O.O. Bernardynów z Radomia wzięła udział w rekolekcjach oazowych w r. 1970.

            Rok 1971 to czas rozpoczęcia rekolekcji oazowych w naszej diecezji. Wielkim opiekunem oaz był Ks. Biskup Piotr Gołębiowski, który nie tylko popierał, ale wspierał finansowo. Przybywał na oazy, odwiedzał oazy i nigdy z pustymi rękoma. Początkowo się przypatrywał tej pracy ale po przekonaniu się że jest to dobre i Boże dzieło popierał całym sercem. Dowodem było to, że kapłani prowadzili oazy nie w ramach swoich urlopów, ale mieli zapewnione zastępstwa. Referentem Służby Liturgicznej w diecezji był wtedy Ks. Wiesław Wilk. To On organizował oazy i moderatorów do ich prowadzenia.

            Pierwsze oazy odbyły się, jak wspomniałem, w roku 1971 w Smardzewicach dla dziewcząt i w Dąbrówce dla chłopców. Początki były bardzo trudne. Spanie było na siennikach, które leżały na podłodze, nie było samochodów, aby dowozić żywność, najwyżej motocykl. Przeszkodą były bardzo często naloty Milicji, która wręczała moderatorowi pism, aby rozwiązać nielegalny obóz. Tak było szczególnie w Dąbrówce. Moderator Ks. Kazimierz Mazur udawał się do Sandomierza do Ks. Biskupa, a ten podnosił na duchu i kazał dalej prowadzić rekolekcje.

            Od 1973 r. Referentem Służby Liturgicznej został wyznaczony przez Ks. Biskupa Piotra Gołębiowskiego Ks. Kazimierz Mazur , ale przy jego boku wiele prac ja wykonywałem, ponieważ, miałem łatwiejsze poruszanie się po diecezji. Za zgodą Ks. Biskupa mogłem wraz z Ks. Janem Wojtanem dojeżdżać do Lublina na Studium Liturgiczno – Pastoralne dla moderatorów.

            Do roku 1978 na terenie diecezji były czynne następujące punkty oazowe: Dąbrówka, Wysokie Koło, Kurozwęki, Kazanów, Borkowice, Szewna. W roku 1980 dochodzi Janków, w 1981 Koprzywnica, Ryczywół, w 1983 Pawłów, 1984 Kałków.

Od 1973 roku oazy z naszej diecezji są prowadzone w innych punktach i tak II stopień – przez parę lat ma siedzibę w Barcicach koło Starego Sącza. III stopień – przez jeden rok jest w Trybszu koło Nowego Targu. Tam również była młodzież III stopnia i rodziny I stopnia.

KS. KAZIMIERZ MĄKOSA

Jestem sympatykiem oazy

Jestem sympatykiem oazy

Wywiad z J. E. Ks. Bp. Stefanem Siczkiem

-„Czeka nas droga”(CND): Księże Biskupie, na początku chcieliśmy przypomnieć ten pamiętny dzień 11 kwietnia ub. r., kiedy to Wasza Ekscelencja otrzymał sakrę biskupią-wtedy też odbył się Diecezjalny Dzień Młodych. Od początku więc biskupiej posługi był Ksiądz Biskup związany z młodzieżą, w tym też skupioną w Ruchu Światło-Życie. Chcemy zapytać o początki kontaktu Waszej Ekscelencji z oazą.

- Ks. Biskup Stefan Siczek: Początki były bardzo dawne, trudno mi tutaj operować datami, ale prawie od początku istnienia Ruchu w naszej diecezji. Dwaj moi koledzy kursowi: śp. ks. Kazimierz Mazur i ks. Kazimierz Mąkosa tworzyli Ruch w diecezji. Moje pierwsze kontakty z Ruchem miały miejsce poprzez tych kolegów. Kontakty te pogłębiły się, gdy wróciłem po raz drugi do Seminarium jako Ojciec Duchowny w 1972 r. Wtedy Ruch w naszej diecezji był już dość żywy. Moje związki z oazą były wtedy dosyć luźne. W Sandomierzu często odbywały się Dni Wspólnoty, zwłaszcza na Boże Narodzenie z opłatkiem – wtedy zwykle proszono mnie na to, abym poprowadził jakieś nabożeństwo, czy wygłosił konferencję. Niekiedy w czasie wakacji jeździliśmy z księżmi biskupami na Dni Wspólnoty – z ks. bp. P. Gołębiowskim, ks. bp. W. Wójcikiem czy z ks. bp. S. Sygnetem. Poza tym trzeba się było jakoś ustosunkować do oazy w związku z tym, że byłem Ojcem Duchownym alumnów i niektórzy z nich byli członkami Ruchu. Wtedy było w Seminarium różnie, niektórzy patrzyli na oazę, jak na jakąś sektę – w naszym Seminarium uniknęliśmy drastycznych tarć. Aby mieć lepszy pogląd na oazę, któregoś roku wybrałem się do Krościenka na oazę kapłańską. Nigdy nie włączyłem się w oazę jako członek, tylko tak, jak mnie jedna dziewczyna nazwała i tak zostało „sympatyk”. Pamiętam było takie spotkanie opłatkowe oazy w Domu Rekolekcyjnym, mówiłem tam jakąś konferencję, później uczestniczyłem w opłatku, i taka dziewczyna z Radomia mówi: „ksiądz, to członek czy sympatyk?”, ja mówię „Sympatyk”, i tak już zostało. Niektórzy śmiali się, że jestem sympatykiem. Zawsze zapraszano mnie na spotkanie powakacyjne, podsumowujące. W tych spotkaniach nie uczestniczyłem jako widz, ale były one związane z moją posługą. Mówiłem tam szereg konferencji, prowadziłem Godziny Biblijne, nabożeństwa. To były takie przejawy mojej łączności z Ruchem Światło-Życie. W Mariówce odwiedzały mnie grupy oazowe, szczególnie z Borkowic – moderatorzy ci byli moimi uczniami.

-/CND/: Pomimo wieku prac, które niesie ze sobą posługa biskupa Ekscelencja nada odwiedza oazy, wspomnijmy tylko III stopień w Sandomierzu, Dni Wspólnoty, Kamuzo i Koda, na którym Ksiądz Biskup mówił o zadaniach Ruchu w diecezji…

- Ksiądz Biskup: Ks. Roman Adamczyk pociąga mnie do tego i on jest reżyserem tych spotkań. Na Koda w Kozienicach mówiłem o włączeniu się oazy w Synod Plenarny. Oaza ma swój program, który realizuje, ale oprócz tego chodzi o to, żeby oaza nie znalazła się na „marginesie” Kościoła, ale w jego centrum. Jeśli Kościół w Polsce ma żyć przez szereg lat Synodem Plenarnym, to wszystkie Ruchy powinny się jak najbardziej włączyć. W zasadzie nie jest to trudne, bo przez samo istnienie oaza to robi. Samą istotą Synodu Plenarnego jest włączenie świeckich w aktywne, czynne życie Kościoła. Oaza może realizować również te tematy, które podsuwa się wszystkim świeckim, tj. problem Kościoła, Biblii, życia rodzinnego, powołań. Chodziło mi p uwrażliwienie na to, co się dzieje w Kościele w Polsce, żeby mieć tę świadomość, że jesteśmy w samym centrum Kościoła.

-/CND/:  W lutym odbyła się diecezjalna Kongregacja Odpowiedzialnych, jest to dla nas, tworzących ten Ruch czas szczególnego zastanowienia się nad charyzmatem. Jakie Ksiądz Biskup dostrzega potrzeby, zadania, braki w pracy oazy w naszej diecezji?

- Ksiądz Biskup: Podczas Mszy św. na DKO mówiłem o budzeniu się laikatu. Dzisiaj Kościół w Polsce musi ożywić jakieś Ruchy dla młodzieży, ale i dla starszych. Nie możemy żyć na modę duszpasterstwa masowego: pasterz i wierni. Coraz bardziej objawia się słabość takiego duszpasterstwa. Jest potrzeba budzenia laikatu, musi on jednak być do tego przygotowany, doprowadzony poprzez pracę w grupach. W tej chwili dopiero raczkujemy ze wszystkim: nowa diecezja, nowy jest też problem Ruchów w Polsce. W pracy tej obowiązuje łacińska zasada: „Pierwsze nie niszczyć” – jeżeli my, w tej chwili mamy tylko te Ruchy związane z osobą Ks. Blachnickiego, nie wolno tego niszczyć. Powiedziałem do moderatorów: „Musimy to podtrzymywać i rozwijać, bo to jest ta potrzeba dzisiejsza”. Dalej nie zatrzymamy się tylko na tym Ruchu, na oazie, będziemy starali się poszerzać krąg nowych stowarzyszeń. Ludzie wychodzący z oazy, mający za sobą pewną formację, być może będą jakimiś liderami nowych ugrupowań młodzieżowych. Obserwuję na przykład, że od lat duży procent alumnów dochodzi do Seminarium poprzez formację oazową. Zostają kapłanami i znowu prowadzą grupy.

-/CND/: Ekscelencjo, ostatnie pytanie: co chciałby Ksiądz Biskup przekazać Czytelnikom „Czeka Nas Droga”?

- Ksiądz Biskup: Życzyłbym, żeby byli wytrwali. Blisko już wakacje, przyjdą rekolekcje, życzyłbym, żeby w odpowiednim duchu do nich podeszli, żeby zachęcali innych w swoich parafiach. Na ogół na rekolekcje młodzież jeździ, ale chodzi o to, żeby po powrocie starali się trzymać grupy w parafii, aby praca trwała przez cały rok. Przynależność do ruchu nie może ograniczać się tylko do wyjazdu na wakacje, który może być potraktowany jako mile spędzone dwa tygodnie (chociaż i to jest jakaś wartość, jeżeli się przeżywa dwa tygodnie z codzienną Mszą św., lekturą Biblii, pouczeniami). Trzeba wejść w tę pracę tak poważnie i podtrzymywać ją przez cały rok. Nieraz jest trudno w parafii, jeśli jest mało osób, niech się wtedy trzymają w kręgu. Niech grupy pracują w parafiach niezależnie od tego, czy ksiądz może ich prowadzić, czy nie.

-/CND/: Księże Biskupie dziękując za rozmowę, chcieliśmy złożyć Waszej Ekscelencji najserdeczniejsze życzenia w związku z pierwszą rocznicą konsekracji biskupiej.

rozmawiali : G i P

CZŁOWIEK JAKO SPOTKANIE

CZŁOWIEK JAKO SPOTKANIE

/cd/

            Przejście od egoizmu do altruizmu jest pierwszym, ale nie jedynym warunkiem miłości. Warunkiem drugim jest zdolność do głębokiego poznania i rozumienia osoby, którą chcę kochać. Miłość to jest konkretny sposób postępowania, zachowania wobec drugiej osoby. Miłość dojrzała powinna więc być odpowiedzią na konkretną sytuację partnera. Tylko Bóg może kochać wszystkich, bo wszystkich zna w sposób bardo intymny. Ja mogę mieć dobrą wolę wobec wszystkich, ale kochać konkretnie mogę tylko tych, których bliżej poznaję. Miłość za każdym razem jest więc inna, bo inny jest każdy, kogo kocham. Jednego kocham, gdy cicho wsłuchuję się w jego słowa, drugiego gdy dodaję mu wiary w siebie, a trzeciego, gdy mówię mu twarde słowa prawdy i stawiam jasne wymagania . Poznanie jest więc warunkiem miłości, lecz jakże trudno jest poznać drugiego człowieka. Nie można go przecież zmusić, aby się przede mną otworzył. Nie powinno się tez snuć żadnych domysłów, bo świat naszych bliźnich jest zupełnie inny od naszych wyobrażeń. Mogę naprawdę poznać drugiego, gdy on zechce się otworzyć dobrowolnie i bez lęku. A to może stać się tylko wtedy, gdy ja potrafię uszanować jego odmienność, gdy potrafię go respektować i rozumieć zamiast osądzać i pouczać. To są więc kolejne warunki miłości. W tym świetle odsłania się też jeden z paradoksów miłości: jest ona niepowtarzalna, inna w każdej specyficznej sytuacji, a przez to prawdziwa miłość nigdy nie jest konkurencyjna. Cieszę się, gdy ktoś, kto kocha mnie, kocha także innych, bo to jest znak, że kocha mnie naprawdę oraz szansa, by uczył się kochać mnie dojrzalej.

            Gdy ktoś dorasta do takiej miłości, to wygrywa życie, bo wygrać życie można tylko przez miłość. Jeszcze większe zwycięstwo może być już tylko w jednym wypadku: gdy ktoś potrafi kochać i czuje się kochany. Taką sytuację wzajemnej miłości nazywamy przyjaźń. Jest ona słusznie uważana we wszystkich kulturach i cywilizacjach za największy skarb. Gdy ktoś wobec nikogo nie przeżywa tego typu więzów przyjaźni, ten przegrywa życie a świat uznaje za swojego wroga i źródło własnego nieszczęścia.

            Tak właśnie w największym skrócie mógłbym opisać, co oznacza  la mnie słowo miłość. I mógłbym na tym zakończyć tę refleksję, ale pozostał jeszcze „mały”  problem, który zasygnalizowałem na początku: są ludzie, którzy mogą zgodzić się nawet całkowicie z powyższym  opisem miłości, lecz nie wierzą, że ona istnieje. A to jest już znacznie trudniejszy problem.

            Nie można nikomu udowodnić , że miłość istnieje ani, że ktoś go kocha! On może to tylko sam odkryć i poczuć się kochanym. Dlaczego nie wszyscy dokonują takiego odkrycia? Jest to sprawa tak tajemnicza jak sama miłość. Nie więc tu łatwych odpowiedzi. Spróbujmy jednak ich szukać. Sądzę, że są dwa podstawowe powody, które podważają wiarę w miłość.

Pierwszy powód to życie w środowisku, w którym jest więcej nienawiści i obojętności niż miłości. Jeśli ktoś wzrasta w takim środowisku, to miłość jest dla niego pustym słowem. Do odkrycia miłości nie wystarczy mu nawet fakt, że Bóg go kocha, bo także miłość Boża potrzebuje ludzkiego pośrednictwa.

Istnieje jeszcze inny motyw, z powodu którego ktoś może nie wierzyć w miłość. W miłość nie wierzy nie tylko ten, kto nie jest przez innych kochany, lecz także ten kto nie potrafi sam kochać! Czasami mamy do czynienia z oboma tymi powodami na raz, ale nie jest to konieczne. Może być tak, że ktoś jest kochany, ale z różnych względów nie potrafi odpowiedzieć na miłość, nie potrafi kochać. Wtedy nigdy nie uwierzy, że inni go kochają! Nie może w to uwierzyć, tak jak nie wierzy człowiek nieuczciwy, że inni mogą być uczciwi, jak nie wierzy człowiek przerażony, że inni są szczęśliwi i że w ogóle szczęście istnieje.

W tym miejscu dochodzimy do granic możliwości tej refleksji. Może ona pomóc w rozumieniu, czym jest miłość i jakie są jej warunki, ale nie ma mocy udowodnienia komuś, że miłość istnieje i że on sam jest kochany. Taka moc tkwi jedynie w spotkaniu między dwoma osobami, gdy jedna po prostu kocha, a druga doświadcza dwóch rzeczy jednocześnie: że czuje się kochana i że zaczyna kochać. Nie można kochać, nie czując się kochanym ani nie można czuć się kochanym, gdy samemu nie kocha się innych.

Życie możemy wygrać jedynie poprzez miłość. Każdy z nas potrzebuje więc spotkań, które rodzą się z miłości i które rodzą miłość. Spotkania te mogą mieć potrójny wymiar: mogą być spotkaniami z Bogiem, z drugim człowiekiem i z samym sobą. Miłość i przyjaźń doświadczana w jednym z tych wymiarów umacnia miłość i przyjaźń w pozostałych wymiarach. Musimy natomiast bardzo strzec się spotkań opartych na agresji, przemocy, wykorzystywaniu. Pięknie, jeśli możemy własną postawą dać szansę innym na rośnięcie i upiększanie swego świata. Ale jeśli widzę, że mój kontakt z daną osobą czy grupą nie pomaga jej rosnąć, a obniża jakość mojego świata, to powinienem się wtedy wycofać. Jestem bowiem najpierw odpowiedzialny za własne życie. Współodpowiedzialność za innych wyraża się najpiękniej przez to, że buduję w sobie szlachetny i piękny świat, dając świadectwo, że także w tym trudnym świecie jest możliwe wygranie życia.

Wygrać życie można więc tylko wtedy, gdy jest ono tak piękne, bogate, pełne miłości i wolności. Tylko wtedy przynosi ono satysfakcję i radość głęboką. Jeśli natomiast żyje ktoś w świecie zbyt małym, by mógł on zadowolić własne serce, to przychodzi coraz większy ból, niepokój, rozgoryczenie, rozpacz. Bo jest w człowieku jakaś siła, moc, która nie chce się pogodzić z porażką, z życiem prymitywnym i powierzchownym. I ta siła alarmuje, krzyczy, nie daje spokoju. Krzyczy zwłaszcza poprzez emocje. Mamy wtedy dwie możliwości:

1)    Usłyszeć krzyk i zmienić życie tak, aby zacząć je wygrywać lub

2)    Próbować zagłuszyć wewnętrzny krzyk i uciec z własnego świata

W tym drugim przypadku ucieczka oznacza sięgnięcie po alkohol, po papierosa, po leki czy inne sposoby ułatwiające ucieczkę i iluzję. Ale wtedy wchodzimy na drogę samobójstwa. Gdy ktoś sięga po alkohol jako nastolatek to już nawet po dwóch, trzech latach może stać się alkoholikiem, czyli uzależnionym od alkoholu. Pojawią się mechanizmy chorobowe: uzależnienie emocji i myślenia od alkoholu oraz dramatyczny sposób przeżywania siebie. By z tego wyjść trzeba zwykle mnóstwo wycierpieć i zadać mnóstwo bólu innym, zwłaszcza najbliższym, a potem poddać się bardzo trudnej terapii a także całkowicie zmienić własne życie, by warto je było odtąd przeżywać na trzeźwo.

Młodość jest okresem, w którym decydują się granice i jakość mojego świata, w którym wchodząc na drogę wygrania lub przegrania życia. By wygrać życie potrzebna ciągła refleksja, cisza, potrzeba przyjaźni z Bogiem, z drugim człowiekiem i z samym sobą. Potrzebna jest też konkurencja zainteresowań, wartości bo inaczej zadowolę się tym, co najłatwiejsze chociaż powierzchowne. Muszę stawiać sobie wymagania, uczyć mądrego decydowania, być wytrwałym i silny, trzeba ciągle poszukiwać czegoś nowego i większego. Trzeba jak Mały Książę nieustannie ryzykować wyruszenie w większy świat i stawianie coraz trudniejszych pytań a także odważne, uczciwe szukanie odpowiedzi. To SA trudne reguły gry. Ale nie znam innych reguł gry prowadzących do wygrania życia. Życzę każdemu tego najtrudniejszego i najpiękniejszego ze zwycięstw: zwycięstwa nad tym co jest we mnie małe i słabe, aby wygrać życie.

KS. MAREK DZIEWIECKI

Wyższe Seminarium Duchowne

ul. Młyńska 23, 26-600 Radom

I SESJA DIECEZJALNEJ KONKREGACJI ODPOWIEDZIALNYCH

I SESJA DIECEZJALEJ KONGRAGACJI ODPOWIEDZIALNYCH

            Diecezjalna Kongregacja Ruchu Światło – Życie odbyła się w dniach 19 – 20. 02. 1993 r. w kościele Matki Bożej Miłosierdzia w Radomiu. Zgodnie z określeniem Założyciela Ruchu ks. Blachnickiego. Kongregacja była swoistym zgromadzeniem cząstki Kościoła Diecezji Radomskiej utworzonym przez wspólnotę odpowiedzialnych ruchu Światło – Życie, aby „wsłuchiwać się w to, co Duch Święty mówi… do nas w tej godzinie, aby ukazać nam, aktualne zadania”.

            Pierwszą część tego spotkania wypełniły: referat wygłoszony przez ks. kanonika Kazimierza Mąkosę na temat historii Ruchu w naszej Diecezji i praca w grupach. Treść referatu zostanie przytoczona w całości. Warto zatem zatrzymać się nad treścią sprawozdań z poszczególnych grup roboczych. Praca każdej z nich koncentrowała się wokół tematu: Bogactwo Ruchu Światło – Życie dla formacji indywidualnej i eklezjalnej. Wśród wypowiedzi, dotyczących znaczenia Ruchu dla formacji indywidualnej, podkreślono  wpływ na wybór życiowej drogi, przyjętego stylu życia i hierarchi wartości. Dla wielu Ruch stał się źródłem siły płynącej z bycia we wspólnocie, a co za tym idzie okazją do nawiązywania głębokich przyjaźni, uczenia się właściwych postaw w relacji chłopak – dziewczyna. Wspólnotowość dawała wielu okazję uczenia się postaw, które ułatwiają kontakt z ludźmi i zakładają takie cechy jak: cierpliwość, otwartość, odpowiedzialność, wczuwanie się w potrzeby innych, tolerancję. Program formacyjny Ruchu opiera się w całości na Ewangelii, i to daje możliwość kształtowania życia według zasad nauki Chrystusowej, wzrastania w wierze, przemiany od człowieka cielesnego do człowieka duchowego, trwania w łączności z Bogiem i przyjmowania Jego woli w sytuacjach trudnych. Charakter przeżyciowy rekolekcji oazowych zakłada łączenie poznawanych prawd ewangelicznych z konkretną praktyką, czego owocem jest postawa: „ja jestem przyjacielem innych”. Również członkowie Kościoła Domowego dostrzegali zmiany w życiu małżeńskim i rodzinnym dzięki formacji w Ruchu. Dla wielu oznaczały one odejście od nałogów, większy spokój w rodzinie, życzliwość, ofiarność, dostrzeganie wzajemnych potrzeb. Także na płaszczyźnie duchowej  mówiono o nowym spojrzeniu na relację „ja - Bóg”, „my - Bóg”, na praktykę codziennej modlitwy małżonków i całej rodziny, życie sakramentalne.

            Druga część wypowiedzi podczas podsumowania racy w grupach w ramach I sesji dotyczyła formacji eklezjalnej. Zauważono większą świadomość Kościoła, możliwość ewangelizacji poprzez podejmowanie we wspólnocie parafialnej różnych diakonii. Wzrost życia duchowego członków Ruchu pomnaża świętość Kościoła, a ich zaangażowany udział w liturgii, czyni tę liturgię bogatszą, pozwala odkryć wartość modlitwy wspólnej i jedność całego Ludu Bożego pomiędzy sobą i z Chrystusem. Postawy ewangeliczne tych, którzy przyjęli Chrystusa w sposób świadomy stały się okazją powoływania nowych żywych członków Kościoła. Formacja eklezjalna ma swoje odbicie także w wymiarze służebnym wobec Kościoła lokalnego i we wzajemnych relacjach w ramach samych wspólnot Ruchu.

            Podsumowując przedstawione powyżej wnioski – wyniki refleksji członków Ruchu Światło – Życie, można dostrzec bogactwo formacji naszego Ruchu w wymiarze indywidualnym i eklezjalnym. Należy zatem dziękować Bogu za dar wielu lat istnienia Ruchu w naszej Diecezji, bo wychował on wielu członków do życia i realizacji powołań oraz dopomógł im odnaleźć swoje miejsce we wspólnocie Kościoła.

s. MAŁGORZATA SELIGA

moderatorka diecezjalna, sekretarz DKO

CZEKA WAS DROGA

CZEKA WAS DROGA

Minął już rok od tego pamiętnego Diecezjalnego Dnia Młodych. Ojciec św. Zaprosił młodzież całego świata, aby zgromadziła się w Niedzielę Palmową wokół swego Pasterza. Czasu na przygotowania nie było zbyt dużo… Pamiętam jak na marcowej oazie modlitwy Ks. Roman Adamczyk zaprosił nas do siebie i poinformował o planach na ten dzień, zaczęliśmy przygotowania… plakat – no, dobrze – ale jeszcze nie ma hasła tego dnia! Ktoś zaproponował, aby były nim słowa Jana Pawła II wypowiedziane kiedyś do młodzieży „Czeka was Doga”. Na wszystkich więc plakatach widniały te słowa. Kilka dni później spotkaliśmy się w Radomiu na ul. Sienkiewicza 13, u ks. Sławka Fundowicza i tu miała miejsce ostatnia próba, wyjaśnianie wszelkich nieścisłości. Dzień11 kwietnia – rano jesteśmy znów u ks. Sławka, idziemy do kościoła przy ul. Struga. Ostatnie powtórki, ustawianie mikrofonów… Prowadzący ten dzień: Ania Szwajkowska i Maciek Munnich wprowadzają uroczyście Pasterza Diecezji Ks. Biskupa Edwarda Materskiego. W kościele jest obecnych ok. 1500 młodych ludzi, którzy witają swojego Biskupa śpiewem „Bądź pozdrowiony Gościu nasz”. Po krótkim przemówieniu Ks. Biskupa odbywa się montaż nt. drogi człowieka powołanego do życia w Kościele, przygotowany przez Monikę Drążyk. Następnie ks. Sławek Fundowicz omawia orędzie Ojca św. Skierowane do młodych całego świata. Ostatnim punktem spotkania w kościele MB Miłosierdzia jest medytacja biblijna opierająca się na fragmencie Ewangelii wg św. Marka o bogatym młodzieńcu. Następnie idziemy ulicami Radomia z księgą pisma św. do katedry. Tam sprawowana jest uroczysta Msza św. podczas której sakrę biskupią otrzymał ks. Stefan Siczek. Mszy św. przewodniczy Prymas Polski ks. Kard. Józef Glemp. Fakty te są może bardzo suche, dla każdego z nas pozostaną jednak połączone ze wspomnieniami tego wspaniałego Dnia Jedności i zamanifestowania swojej wiary. Hasło tego dnia jest ciągle aktualne… Podczas jednej z kolejnych oaz modlitwy zastanawialiśmy się nad tytułem naszego diecezjalnego czasopisma oazowego ktoś zaproponował te same słowa. Została tylko zmieniona forma „was” na „nas”, jako że to my podejmujemy to wezwanie zadane nam przez Papieża. Miał to być miesięcznik, były jednak i są nadal pewne trudności, dlatego od tego numeru będzie to dwumiesięcznik. Będziemy spotykać się rzadziej, ale mamy nadzieję, że systematyczniej. Pamiętajmy ciągle o słowach Jana Pawła II: „Czeka was droga”…

<Piotr>

Dzieje się:


9.03-11.03 SA
16.03-18.03 Ewangelizacyjna OM

23.03-25.03 SA Diecezjalnego

Więcej terminów: KALENDARZ

Oazy Wakacyjne

Bank Modlitwy

Czeka Nas Droga

W sieci