Pobierz całą gazetkę tutaj

Miłujcie Waszych Nieprzyjaciół

Amate I Vostri Nemici, Vengo Presto!

Miłujcie waszych nieprzyjaciół, Niebawem przyjdę!

Mt 5, 44 Ap 22, 7

 

 

 

 

W nowy okres liturgiczny wszedłem nieświadomie. Po prostu straciłem rachubę czasu i nagle w I Niedzielę Adwentu zdałem sobie sprawę, że już nadszedł czas przygotowań do Bożego Narodzenia. Piszę te słowa w ostatnią niedzielę listopada po wysłuchaniu Ewangelii i homilii o nadchodzącym Królestwie Niebieskim: „Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka, jak potrzask”. Acha, pobudka, coś nie w porządku działo się ze mną w ostatnich dniach. Gdzieś pojawił się błąd. Świadomie ze względu na ewangeliczne „troski doczesne” zrezygnowałem z andrzejkowych zabaw. Droga nie była słuszna. Zabrakło mi „normalności”, która pomogłaby mi wejść w etap adwentowych przygotowań: oto po okresie zabaw przychodzi w życiu czas rozmyślań. Ewangelia obudziła we mnie czujność. Żeby dobrze przeżyć Boże Narodzenie jest potrzeba radosnych przygotowań. Podpowiedzi do pracy nad adwentowym wyciszeniem polecam szukać w artykule na stronie XXX.

 

                Postać św. Wojciecha świetnie koresponduje z patronem poprzedniego numeru naszego czasopisma – św. Andrzejem Bobolą. Pierwszy polski męczennik, misjonarz, patron Polski. Nierozerwalnie związany z polską historią. Bardzo mocno wspominam moją spontaniczną podróż do Gniezna przed kilkoma laty, która przypadkowo stała się pielgrzymką do miejsc, które tworzą naszą narodową tożsamość. Wizyta w gnieźnieńskiej katedrze. Zachwyt nad rolą miejsca, ołtarzy, przedmiotów liturgicznych. Podniosłość chwili i historii. Tutaj znajdują się relikwie św. Wojciecha, tutaj koronowało się pięciu królów Polski, tutaj polskość nabierała znaczenia. Z przyjemnością odsyłam to artykułu o św. Wojciechu na stronie XXX.

 

                W listopadzie szczególnie mogłem doświadczyć bogactwa Kościoła. W czwartek poruszyła nas informacja o wypadku św. pamięci ks. Jana Wojtana – oazowego moderatora. W piątek diecezje naszej filii spotkały się w Dąbrówce na Oazie Modlitwy. W sobotę odbył się ingres bp. Henryka Tomasika do naszej katedry, a wieczorem w Dąbrówce spotkanie z Moderatorem Generalnym ks. Adamem Wodarczykiem. Dzięki tym wydarzeniom da się poczuć jedność w naszej wspólnocie. Jesteśmy jednym ciałem, pamiętamy o sobie w potrzebach, modlimy się za towarzyszy, zmierzamy do jednego.

Ksiądz Prałat Wiesław Wilk

Ks. Prałat Wiesław Wilk

 

Poproszono, żebym napisał do CND o ks. prał. Wiesławie Wilku... Nie jest to łatwe zadanie, przynajmniej z dwóch powodów: jak w kilkunastu linijkach ująć bogactwo jego życia, a poza tym jest przecież wielu innych „bardziej uprawnionych” do wypełnienia tego zadania. Niech więc niniejszy tekst stanowi jedynie zaproszenie do zapoznania się z bogactwem życia „Wuja” (tak go przecież nazywamy, a „upublicznił” to bp Stefan Siczek w homilii z okazji jego złotego jubileuszu kapłaństwa).

Ks. prał. Wiesław Wilk pochodzi z miejscowości Czarna w parafii Sucha. Liceum ogólnokształcące ukończył w Pionkach, a potem wstąpił do sandomierskiego seminarium duchownego. 17 VI 1956 r. przyjął święcenia kapłańskie z rąk bp. Franciszka Jopa. Zaraz potem został skierowany na studia z filologii polskiej na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Kierunek studiów był jego wymarzonym. W czasie pierwszych kapłańskich wakacji pomagał w Chybicach, u podnóża Świętego Krzyża. Tam zorganizował koło ministrantów. Z tego grona pochodził między innymi niedawno zmarły tragicznie ks. prał. Jan Wojtan. W 1961 r. ukończył studia uzyskując tytuł magistra. Potem biskup sandomierski mianował go wikariuszem parafii Wszystkich Świętych w Starachowicach. Tam też zaznaczyła się jego miłość do młodych ludzi – chociażby w czasie katechizacji w trudnych warunkach, jak też w organizowaniu wycieczek i obozów. Jego praca wikariuszowska w Starachowicach przypadła na czas Soboru Watykańskiego II. Przygotowywał więc, a następnie rozsyłał proboszczom dekanatu „biuletyn soborowy”. W 1966 r. mianowany został diecezjalnym duszpasterzem młodzieży, ministrantów i służby liturgicznej. Trzy lata później podjął wykłady w seminarium  sandomierskim. W tym też okresie, w latach 1968-1973 odbył studia na KUL-u w zakresie teologii pastoralnej. Z tej też dziedziny doktoryzował się. W 1973 r. został dyrektorem Wydziału Duszpasterskiego Kurii Diecezjalnej w Sandomierzu. Jest twórcą teatru seminaryjnego w Sandomierzu, jest też wybitnym znawcą i miłośnikiem literatury polskiej. W swym dorobku naukowym ma kilka książek i ponad 200 innych publikacji. Wykłada na wyższych uczelniach. Jest też kapelanem honorowym Jego Świątobliwości i dziekanem Kapituły Katedralnej w Sandomierzu.

Kapłaństwo stanowi drogę codziennego spełniania się Księdza Prałata. On sam wyznawał po półwieczu od święceń, że ma przeświadczenie, iż „życia i daru kapłaństwa nie zmarnował”. Szukał okazji, by służyć Panu Bogu i ludziom – zawsze posłuszny głosowi Kościoła. Szukał więc młodzieży i wskazywał im drogi Ewangelii. Rozumiał, że trzeba z mocą w trudnych czasach „związywać” ich ze wspólnotą Kościoła. Szukał możliwości pracy duszpasterskiej w diecezji, kierując kurialnym wydziałem i wykorzystując dostępne wówczas środki techniki. Stał się przewodnikiem, przyjacielem i autorytetem dla wielu, także dla wielu kapłanów – świadczy o tym chociażby ponad trzydzieści kazań prymicyjnych, które wygłosił. Sam zapatrzony był w trzy drogowskazy świętości, jakimi są dzisiejsi Słudzy Boży: bp Piotr Gołębiowski, ks. Wincenty Granat i ks. Franciszek Blachnicki.

Wspominał po latach: „postanowiłem cały swój wysiłek i pomysłowość skierować na uaktywnienie zespołów służby liturgicznej w diecezji. Głównie chodziło mi o ministrantów ze szkoły średniej”. Była to wówczas praca pionierska. Naprzeciw jego oczekiwaniom wyszła propozycja stylu pracy, jaki zaproponował ks. Franciszek Blachnicki. Jako prefekt w seminarium sandomierskim ks. Wiesław Wilk przyczynił się do powstania tam grupy alumnów-animatorów. Jako dyrektor Wydziału  Duszpasterskiego był w bliskich relacjach z pierwszymi moderatorami Ruchu w diecezji: z ks. Kazimierzem Mazurem i ks. Kazimierzem Mąkosą. Wraz z nimi tworzył w diecezji struktury oazy. Dbał tez o tzw. fundusz duszpasterski, z którego część pieniędzy była przeznaczana na utrzymanie ośrodków oazowych. Pan Bóg jest hojny i pracę wynagradza! Patrząc z dzisiejszego punktu widzenia swoistą nagrodą dla „Wuja” było wydarzenie, w którego centrum znalazł się z woli Opatrzności. Jechał do Krościenka w pamiętnym 1973 r., bo tam miało odbyć się zawierzenie Ruchu Niepokalanej Matce Kościoła. Zabrał go z Kielc kard. Karol Wojtyła. Rozmawiali w drodze także o oazie. Kardynał miał być co prawda nazajutrz w Krościenku, ale sprawy zaczęły się komplikować. W Krakowie zaproponował „Wujowi” nocleg. Późnym wieczorem przyniósł list dla ks. Franciszka Blachnickiego z przeprosinami i pozdrowieniami, bo nie mógł udać się osobiście. Nazajutrz „Wujo” dotarł do Krościenka i list przekazał. Gdy ks. Franciszek Blachnicki rozpoczął uroczystość i tłumaczył, że miał być Kardynał, ale niestety..., nagle ktoś powiedział: „Ksiądz Kardynał przyjechał!”. I tak było. Przyszły Papież zawierzył Ruch Matce Bożej i tłumaczył, że musiał znaleźć „okienko”, by przez nie przybyć do Krościenka. Zdjęcia pokazują „Wuja” stojącego obok Kardynała.

Oaza stanowi miłość Księdza Prałata. W roku 2001 napisał książkę-świadectwo pod tytułem „Początki Ruchu Światło-Życie w diecezji sandomierskiej”. Czuje się zawsze znakomicie na spotkaniach oazowych – tych oficjalnych i tych „prywatnych”, jak choćby pamiętnego sierpniowego wieczoru w Szczawnicy, gdy salw śmiechu nie brakowało, a dawna moderatorka proszona do tańca przez miejscowego kawalera z uporem odmawiała... Chętnie też spotykał się z młodzieżą oazową – w Sandomierzu, w Pionkach, czy Skarżysku. Odpowiadał ochoczo na wszelkie zaproszenia – na pielgrzymkę z nami do Krościenka, na Kongregację do Radomia, czy do Dąbrówki. Czuje się wprost, że cieszy się, iż jego praca nie poszła na marne, ale trwa. Tamte lata nie były tylko – jak sam pisał – „«piękną przygodą» (...), ale tworzyły wiodący nurt duszpasterstwa młodzieżowego w diecezji”.

Nie dziwi więc, że „Wujo” wprost wyznawał: „Ruch Światło-Życie” (...) był moim «umiłowanym dzieckiem»”. Księże Prałacie, w Roku Kapłańskim dziękujemy za ten wymiar kapłańskiej posługi, szukania człowieka i zachęty, by formował się w szkole uczniów Chrystusa.

Przez Charyzmat Do Wolności

Przez charyzmat do wolności

 

W dniach 27-29 listopada uczestniczyliśmy  w Pionkach w rekolekcjach tematycznych „Przez charyzmat do wolności” organizowanych przez Krucjatę Wyzwolenia Człowieka. Rekolekcje prowadzili Moderator Domowego Kościoła ks. Maciej Korczyński oraz Maria i Józef Wólczyńscy. Uczestniczyło w nich 37 osób. Ks. Maciej zwrócił szczególną uwagę na konieczność dziękowania Bogu nawet za trudne doświadczenia w naszym życiu, przypomniał, że idąc za Jezusem nie wybieramy łatwego życia, idziemy jakby cały czas pod górę, ale jeśli się nam uda pokonać choć część trasy, to czeka na nas lepsze życie. Bóg ze swoją prawdą ciągle wchodzi w życie każdego z nas, proponuje ją nam, ale to do nas należy wybór.

Krucjata Wyzwolenia Człowieka wpisana jest w Ruch Światło-Życie, obie te rzeczywistości są ze sobą mocno zespolone, tworząc niejako dar w darze. Bóg przez Ruch daje różnorakie dary. Przyjmując je, jednocześnie trzeba zgodzić się na trud z nimi związany. Z pewnością to, co wartościowe kosztuje, ale z biegiem czasu może stać się dla nas bardziej błogosławieństwem niż krzyżem.

              Z kolei konferencje M. i J. Wólczyńskich poświęcone były tematowi relacji jaka zachodzi między miłością, wolnością i krzyżem. Prowadzący podkreślili, że krzyża się nie da nieść bez jego zaakceptowania, że krzyż jest wpisany w życie każdego człowieka i od nas zależy czy jego ciężar nas nie przerośnie. „Ja niczego nie muszę, ale chcę” – dopiero wtedy żyję jako wolny człowiek dotknięty miłością Boga. Ubogaceniem rekolekcji były świadectwa uczestników – osób, które z Bogiem pokonały różne zniewolenia oraz tych, którzy choć nie mogą jeszcze czuć się zwycięzcami, podejmują wciąż na nowo wysiłek pracy nad sobą.

Dzień Wspólnoty Diakonii Diecezjalnych

Dzień Wspólnoty Diakonii Diecezjalnych (DWDD) – Oaza modlitwy

Dąbrówka 13-15 listopada 2009 r.

 

„Diakonie w Ruchu Światło-Życie

Gdzie jesteśmy na początku XXI w.?”

 

W dniach 13-15 listopada 2009 r., w domu rekolekcyjnym diecezji radomskiej, odbyła się Oaza Modlitwy połączona z jesiennym Dniem Wspólnoty Diakonii Diecezjalnych z pięciu diecezji: lubelskiej, radomskiej, sandomierskiej, siedleckiej oraz zamojsko-lubaczowskiej, które tworzą filię lubelską Ruchu Światło-Życie. W spotkaniu uczestniczyli moderatorzy                  i animatorzy, przedstawiciele różnych diakonii ruchu: jedności, ewangelizacji, liturgicznej, modlitwy, muzycznej, środków społecznego przekazu, wyzwolenia, życia – z oazy młodzieżowej, dorosłych i oazy rodzin; obecne też były pary diecezjalne tworzące krąg filialny Domowego Kościoła – członkowie diakonii DK.

Tematem spotkania były sprawy diakonii w Ruchu Światło-Życie. Przeżywaliśmy dzień wspólnoty w ramach Oazy Modlitwy, stąd każda z trzech Eucharystii była sprawowana w intencjach kapłanów; jedna za kapłanów zaangażowanych w naszych wspólnotach, druga za zmarłych kapłanów związanych z Ruchem, a trzecia za przyszłych kapłanów i o nowe powołania. Program oazy obejmował stałe elementy dnia oazy rekolekcyjnej ruchu (Jutrznię, Namiot Spotkania, Mszę św., Pogodny Wieczór) oraz elementy dnia wspólnoty diakonii (konferencję, spotkanie panelowe, spotkania w grupach diakonijnych i ich podsumowanie w ramach godziny odpowiedzialności).

Punktem wyjścia w rozważaniach rekolekcyjnych były materiały przygotowane przez Centralną Diakonię Formacji Diakonii. W słowie, jakie skierował do uczestników DWDD  ks. Adam Wodarczyk, Moderator Genaralny Ruchu, zwrócił uwagę na zamysł Sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego, wedle którego „DWDD powinny dawać okazję do spotkania członków diakonii diecezjalnych z reprezentantami diakonii centralnych. Spotkanie to ma dwojaki cel: przekazanie przez przedstawicieli diakonii centralnych programu formacyjnego oraz wskazówek dotyczących posługi w diecezjach. Z kolei członkowie diakonii centralnych podczas DWDD mają okazję wysłuchać relacji dotyczących życia i działalności danych diakonii. Taka wymiana wizji i informacji daje okazję do budowania jedności formacyjnej w diakoniach oraz ukazywania ich realnego stanu”.

Istotę diakonii, jako posługi budującej wspólnotę Kościoła, odkrywaliśmy w sobotnie przedpołudnie podczas konferencji ks. Marka Andrzejuka – moderatora diecezji siedleckiej. Ks. Marek podkreślał, że każdy z nas powinien pamiętać, iż Kościół jest żywym, dynamicznym organizmem, który ulega przemianom. Każdy z nas jest bożym budowaniem. Odkrywając siebie, swoje talenty, odkrywać mamy także bogactwo innych osób, z których każda jest inna. Co jest duchem diakonii, jej istotą? Bym pełniąc wolę Ojca pracował dla Jezusa, bym krzyczał: Panem jest Jezus, bym pytał się zawsze: dla kogo pracuję? – mam pracować dla Pana. Aby ta praca była owocna mam stawać się pustym naczyniem, które pozwala się napełniać Słowem Bożym, Światłem. Mam współpracować z Bogiem, pytać, czy to, co chcę podjąć jest wolą Pana? Nie Pan ma współdziałać ze mną, z moim pomysłem, ale ja mam uczestniczyć w jego dziele – mam oddawać się do Jego dyspozycji, pytać nieustannie co czynić? Mam w ten sposób dorastać do diakonii. W kogo się wpatrywać podczas posługi diakonijnej? Wzorem sługi jest Chrystus, mam w pierwszej kolejności pozwolić Jemu, aby był dla mnie Sługą, by obmył mi nogi. Później ja mam być tak jak on – czuwać, nie przegapić okazji do służby, a jak będzie potrzeba to nadstawić karku, dać życie na okup. Taka ma być moja postawa: zapatrzenia w Chrystusa-Sługę, naśladowania Go.

W ramach spotkań w małej grupie podjęliśmy temat diakonii i ich obecnej kondycji. Pytaliśmy się nawzajem o to, jak wygląda dynamika diakonii w naszych diecezjach, co sprzyja rozwojowi diakonii, a co jest naszą słabością, co może być tego przyczyną. Owocem spotkania było opracowanie w każdej grupie 10 najważniejszych zasad, jakimi powinny kierować się diakonie. Do najważniejszych zostały zaliczone m.in. troska o formację osobistą, prowadzenie formacji w ramach diakonii, zaangażowanie moderatorów, właściwe nastawienie – diakonia jest służbą, a nie okazją do pokazywania samego siebie. Sprawozdania ze spotkań i najważniejsze wnioski zostały przedstawione podczas podsumowania.

 

Podczas Pogodnego Wieczoru naszym gościem był ks. Adam Wodarczyk – Moderator Generalny Ruchu, który wracając z ingresu biskupa radomskiego odwiedził naszą wspólnotę. W swoim krótkim wystąpieniu wskazał na potrzebę budowania poszczególnych diakonii jako wspólnego dzieła wszystkich gałęzi ruchu.

 

Podsumowaniem dnia wspólnoty była niedzielna rozmowa panelowa, podczas której wymienialiśmy się spostrzeżeniami odnośnie do problemów wspólnot naszego Ruchu i Kościoła w Polsce. Celem tego spotkania było pobudzenie naszej inicjatywy i wyjście na zewnątrz naszych wspólnot oazowych, uwrażliwienie nas na potrzeby całego Kościoła. Ks. Marek Urban, inicjując rozmowę, wskazał na liczne zagrożenia, jakich współcześnie jesteśmy świadkami, związane m.in. z usuwaniem krzyża jako symbolu religijnego z przestrzeni życia publicznego, budowaniem nowego modelu rodziny, krytyką Kościoła, oddzielanie świeckich od duchowieństwa.

 

Zwieńczeniem oazy modlitwy była niedzielna Eucharystia, podczas której usłyszeliśmy słowa o tym, że służba to miłość, to złączenie z Chrystusem, który jest naszym przewodnikiem, On pokazuje drogę – idzie przede mną.

"Ci co zaufali Panu..."

„Ci, co zaufali Panu, odzyskują siły, otrzymują skrzydła jak orły, biegną bez zmęczenia, bez znurzenia idą” (Iz 40,31)

 

Nadzieja jest cnotą Boską, do zbawienia konieczną. Nadzieja jest to cnota nadprzyrodzona, od Boga wlana, mocą której człowiek oparty na obietnicy Bożej spokojnie i z radością wygląda tego, co Bóg przyobiecał, a więc zbawienia wiecznego i tego wszystkiego, co do zbawienia prowadzi. Nadzieja, o ile polega zupełnie na Bogu i spodziewa się Jego pomocy, nazywa się ufnością.

Rzadko mówimy o nadziei, a to przecież nieodłączna cnota od wiary. Gdzie nie ma zaufania, tam brak miłości. Wierzę, że Bóg ludzi kocha, bo jest miłością, ale naprawdę szczerze nie jestem przekonany, że mnie też kocha i to w każdej chwili. Wiara bez przekonania to sprzeczność w sobie codziennie praktykowana. Wierzę, że Bóg wszystko może, tylko wątpię czy zechce… Jeśli jednak bardziej wierzę Bogu niż własnemu mędrkowaniu, to prawdą jest, że mnie Bóg szczególnie miłuje, że jestem w specjalnej relacji do Niego. Kocha mnie Bóg nie za moją wartość, zasługi, ani bezgrzeszność, czy gorliwość. Racją Bożej miłości nie jestem ja, jest On sam. I to jest moją gwarancją, moją nadzieją, opieram się o Boga, a nie o mój wymiar czy wartość. Kiedy ufam Bogu, to nie ze świadomością, że wart coś jestem przed Nim, ale że On jest wierny, On jest Ojcem, Miłością bez względu na moją wagę duchową. Nadzieja ma swe racje ostateczne w Bogu, a nie w moich zaletach i pozytywach.  Uwierzyć Bogu jak Ojcu z absolutnym spokojem i przeświadczeniem w Jego miłość,  „I uwierzył Abraham Bogu i poczytano mu to za zasługę” (por. Rdz 15,6).

Nadzieja napotyka niejednokrotnie na nasz opór i to najrozmaitszej natury. Najbardziej pospolitym przejawem zatrzaśnięcia drzwi serca dla nadziei jest przyjęcie za niezbity pewnik określonych schematów postępowania, wyrażonych w tzw. „trzeźwych” przekonaniach. To one regulują skrycie nasze postępowanie. Ustawiają horyzont patrzenia, zmniejszając pole manewru. To one wykluczają z góry pewne warianty rozwiązań oraz próbują sprowadzić wszystko do wspólnego mianownika. Jakie to są przekonania? Oto tylko niektóre:

„Uczciwością do niczego w życiu nie dojdę”.

„Bez pieniędzy nie da się żyć”.

„Jeśli nie będę się rozpychał łokciami, to inni mnie zniszczą”.

„Nie nadaję się do niczego”.

„Zawsze muszę być do dyspozycji i w dobrej formie”.

„Będę czegoś wart, gdy coś osiągnę i odniosę sukces”.

„Nie oczekuję za wiele od życia, byleby się jakoś ustatkować i nie przejmować zbytnio sprawami innych”.

„Nie mam czasu”.

„Nie należy drugim ufać, bo wykorzystają to przeciwko mnie”.

I tak można by wyliczać w nieskończoność. Ten katalog przeróżnych „maksym” nie spada z księżyca. Trzeba przyjrzeć się krytycznie naszym „dewizom” życiowym i je zrewidować.  Marzycielstwo i fantazjowanie niewiele mają jednak wspólnego z chrześcijańską nadzieją. Bo jeśli uchyliliśmy jej odrzwia naszego serca i umysłu, na pewno będzie nas motywowała przede wszystkim do czynu. Mimo, że w Liście do Hebrajczyków czytamy o nadziei jako bezpiecznej i silnej kotwicy duszy (por. Hbr 6,19), to jednak autor używa takiego porównania, aby podkreślić, że nadzieja przenika poza zasłonę do niebieskiego sanktuarium. Dzięki temu, że nadzieja łączy się ściśle z wiecznością, nie ogranicza nas jedynie do ludzkich rozwiązań i możliwości oraz uzdalnia nas do podążania naprzód. Prawdziwa nadzieja nie zachęca do przeciętności, spoczywania na laurach i promowania bezczynności. Nadzieja jest także motorem działania, iskrą zapalną naszej twórczości, wiatrem, który dmie w żagle statku naszego życia i wzywa do wypłynięcia na pełne morze.

Jak stać się budzicielem nadziei w życiu ludzi? Można przyjąć dwie role. Pierwsza to tanie „pocieszałki” w guście – „Pan Bóg pomyśli, będzie dobrze”.  W rodzaju lekarza, który obiecuje w przyszłym tygodniu odwiedzić, a wie, że będzie koniec. Grzecznościowe słowa złudzeń, które należy podtrzymać w człowieku, by się nie załamał. Bardzo humanitarna forma, ale to naprawdę zbiór kłamstw, jakimi nadziewamy człowieka. Druga rola to własna nadzieja pokładana w Bogu, nadzieja wypróbowana w niejednej twardej przygodzie życia. Nadzieję z codziennej autopsji wlać w cudze serce - to mówi ktoś, kto wie, że Bóg jest niezawodny, ktoś głęboko przekonany nie tylko wiarą, ale własnym doświadczeniem. Ktoś dla kogo nadzieja dawana komuś jest w pierwszym rzędzie Jego własną nadzieją. Ktoś, kto zna działanie Boże, czyli ma własną nadzieję w cudzej sprawie. Cuda zdziałane przez ręce świętych były wynikami nie tyle samej ich wiary, co właśnie nadziei – po prostu ufali Bogu.

Wystawić na próbę oznacza postawić nas w takiej sytuacji, w której ujawnia się, co rzeczywiście kryje się w nas samych. Próba to taki moment w życiu, w którym doświadczamy czegoś, co przerasta nasze możliwości, kiedy dotykamy naszych ludzkich granic i bezradności. Bóg wystawia nas na próbę nie dla zabawy, lecz abyśmy lepiej poznali siebie, abyśmy zobaczyli ku czemu lgniemy, jeśli coś nie idzie po naszej myśli, bądź w kim w ogóle pokładamy ufność. Moc przyjaźni czy miłości małżeńskiej sprawdza się dopiero wtedy, gdy nie niesie nas fala wzniosłych uczuć, gdy nieco przygaśnie pierwotny zapał. Miłość trwa i pogłębia się, jeśli kocha się nie ze względu na coś, ale ze względu na samą osobę. Podobnie w relacji do Boga: rzeczywista moc naszej wiary i ufności względem Boga ujawnia się wówczas, gdy postawieni jesteśmy przed wyzwaniem. Czy jesteśmy w stanie stać przy Bogu, kiedy życie nam się komplikuje?

Dzieje się:


9.03-11.03 SA
16.03-18.03 Ewangelizacyjna OM

23.03-25.03 SA Diecezjalnego

Więcej terminów: KALENDARZ

Oazy Wakacyjne

Bank Modlitwy

Czeka Nas Droga

W sieci