Pobierz całą gazetkę tutaj

Diakonie do boju!

Tak w skrócie można by podsumować Dzień Wspólnoty Diakonii Diecezjalnych w Lublinie. Na ulicy ks. Blachnickiego, 19 marca, tuż po obfitym śniadaniu, zabrzmiał śpiew jutrzni. W skromnej kaplicy każdy z uczestników miał możliwość zawierzenia tego – jakże obfitego we wrażenia – dnia. Miejsce nie było zaskoczeniem, gdyż to nie pierwszy raz odbywał się tu taki zjazd diakonii. W spotkaniu uczestniczyli przedstawiciele z diecezji sandomierskiej, siedleckiej, zamojsko-lubaczowskiej, lubelskiej i radomskiej. Był wśród nas moderator filialny ks. Marek Urban, inni księża moderatorzy oraz para filialna Ewa i Tomasz Czyż, jak również pary diecezjalne. Ku zdziwieniu organizatorów nasza diecezja oblężyła lubelski instytut. Młodzież animatorska w liczbie 12 osób znacznie przewyższyła animatorów z Domowego Kościoła. W sumie łącznie z moderatorstwem i parami animatorskimi było nas 17 osób!

            Temat dnia wspólnoty brzmiał „Plan Ad Christum Redemptorem 2 – Diakonie Ruchu Światło-Życie – ku wielkiemu Jubileuszowi Odkupienia 2033”. Temat rozważań zaś to: „Diakonia miejscem formacji i posługi w Ruchu Światło-Życie i po przez Ruch Światło-Życie”.

            Szczególnym punktem były spotkania w poszczególnych diakoniach. Zgromadziły one wspólnie Domowy Kościół i młodzież. Był to czas wymiany doświadczeń i planów. Zastanawialiśmy się nad sensem diakonii i jej posługą oraz użytecznością. Był to bardzo ważny moment, który dał nam możliwość zastanowienia się nad tym, jak ulepszyć nasze diakonie, aby były one miejscem formacji.

            Na czas popołudniowych spotkań, ku ożywieniu diakonii odbył się podział uczestników na 4 grupy. Każda z grup pochylała się nad inną treścią, jednakże wszystkie dotyczyły działalności diakonijnej. Oto kilka naszych wniosków, którymi chcemy się podzielić:

Postawę diakonijną powinna cechować służba, formowanie siebie, dzielenie się inicjatywami z innymi, modlitwa za członków diakonii i dzieła przez nie podejmowane. Wychowanie do takiej postawy jest możliwe przez formację podstawową w Ruchu Światło-Życie, która zmierza do podjęcia posługi diakonijnej.

            Osoba odpowiedzialna za diakonie powinna troszczyć się o formację swoją i każdego uczestnika, o jedność diakonii, nowe pomysły i inicjatywy oraz o przepływ informacji.

            Wspólne diakonie są podstawą do istnienia jedności w Ruchu. Nieobecność tych wspólnot jest często spowodowana brakiem odpowiedzialnych za diakonie lub złym przepływem informacji pomiędzy jej członkami. Każda diakonia jest bowiem miejscem wspólnej pracy młodzieży i osób dorosłych, w tym małżonków z Domowego Kościoła.

            Każdy, kto chce włączyć się w działanie diakonii, powinien kierować się własnymi talentami i charyzmatami, jakie otrzymał od Boga, a także chęcią spełnienia się, pracą we wspólnocie oraz wzajemną relacją z drugim człowiekiem.

           

„Nie ma miejsca na bezczynność, bowiem zbyt wiele pracy czeka nas wszystkich w winnicy Pańskiej”.

 

A więc do boju diakonie!

 

a. Maja Kalinkowska

a. Marta Mazur 

„Świetnie, znakomicie obłędnie...” - Majowa Oaza Modlitwy„Świetnie, znakomicie obłędnie...” - Majowa Oaza Modlitwy

Chyba żadnym z tych słów nie da się w pełni oddać charakteru ostatniej już w tym roku majowej oazy modlitwy. Nasi przewodnicy: ks. Grzegorz Lipiec i s. Anna Baćmaga rozpalili „ogniska” naszych serc i tym o to sposobem jeszcze bardziej podgrzali już gorącą atmosferę.

Jak zawsze rozpoczęliśmy naszą podróż od posilenia się Eucharystią, by nabrać sił po wyczerpującym już roku szkolnym i zmaganiach, które każdego dnia przychodzi nam pokonywać.
Nie bez powodu napisałem słowo „podróż”, gdyż nasze majowe rozważania dotyczyły tematu: „Czeka nas droga”. W dzisiejszym świecie jest wiele dróg. Człowiek wciąż staje na rozdrożu, gdzie musi wybierać właściwą drogę. Chrystus wskazuje każdemu człowiekowi drogę, którą jest On sam. A każdy kto zdecyduje się pójść tą Drogą, dojdzie szczęśliwie do domu Ojca. Do domu trwałego, niezniszczalnego. Można się zastanawiać, w jakim sensie Chrystus staje się nam drogą? Mówi nam o tym On sam: „(...)wierzcie we Mnie”, „Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem”. Staje się nam Chrystus drogą, gdyż objawia nam prawdy, w które należy uwierzyć i podaje zasady, według których należy żyć. Staje się też Chrystus naszą drogą do zjednoczenia z Bogiem:  „Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przez Mnie. Wam zatem, którzy wierzycie, którzy podejmujecie trud tej Drogi cześć. Bo jesteście plemieniem wybranym, królewskim kapłaństwem, świętym narodem, ludem Bogu na własność przeznaczonym, abyście ogłaszali dzieła potęgi Tego, który was wezwał z ciemności do przedziwnego swojego światła” (1 P 2,9).

Nie lękajmy się każdego dnia stawiać czoła pokusom jakie proponuje nam dzisiejszy świat. Bądźmy światłem na drodze innych ludzi, światłem, którym jest sam Chrystus – idealny towarzysz w podróży, znający cel i sens naszej wędrówki, który gdy upadamy i nie mamy sił dalej kroczyć, dźwiga nas na własnych ramionach, dźwiga  nasze słabości i zaniedbania, więc nie lękajmy się nigdy.

a. Piotr Nowocień

Gitarowy kicz

Od wielu miesięcy przekonuję się, że Facebook jest niezwykłym źródłem informacji o moich bliższych i dalszych znajomych. Ostatnio byłam też świadkiem sporego zainteresowania, a nawet oburzenia, jakie wywołał artykuł pt. „Oczyśćmy kościoły z muzycznego kiczu”, zamieszczony na stronie ekai.pl.

W artykule tym czytamy, iż wprowadzenie do kościołów gitar i popularnych piosenek było chwytem do pozyskania sobie młodych, ale ostatecznie jest prostackie i w efekcie obraża inteligencję wiernych. Autorem tych słów jest pan Ricardo Muti, poważany autorytet muzyczny, obecnie dyrygent Orkiestry Symfonicznej w Chicago. W innym miejscu tego tekstu czytamy, że pan Muti wyraża wdzięczność papieżowi Benedyktowi XVI, który krytykuje niski poziom  muzyki w kościołach. Cały artykuł dotyczy oczywiście kościołów włoskich. Czy podobnie jest i u nas?

W ostatnich miesiącach przykładamy – jako muzyczni – dużą wagę do tego, by uczestnictwu we Mszy świętej towarzyszyły śpiewy jak najbardziej liturgiczne. W jednym z moich ulubionych fragmentów OWMR możemy przeczytać: „Wśród cieszących się równym szacunkiem rodzajów śpiewu pierwsze miejsce winien zajmować śpiew gregoriański jako własny śpiew liturgii rzymskiej. Nie są bynajmniej wykluczone inne rodzaje muzyki, zwłaszcza wielogłosowa, byleby odpowiadały duchowi czynności liturgicznej i sprzyjały uczestnictwu wszystkich wiernych. Ponieważ obecnie coraz częściej gromadzą się wierni różnych narodowości, wypada, aby potrafili razem śpiewać w języku łacińskim przynajmniej niektóre stałe części Mszy świętej, zwłaszcza symbol wiary i modlitwę Pańską” (OWMR 41).

Najciekawsze jednak w całym tym zamieszaniu jest to, że największe zainteresowanie wspomnianym artykułem wykazali się w dużej mierze nasi animatorzy, jednak w zdecydowanej większości – nie muzyczni. Otóż odpowiadając na różnego rodzaju apele i zarzuty odpowiadam: POWOLI. Udało nam się już pozbyć nieliturgicznych bongosów oraz wszędobylskiego „Ofiaruję Tobie Panie mój” – to już sukces! Na czas zbliżających się rekolekcji wakacyjnych nikt z nas jednak nie zostawi gitary w domu, by na jej miejsce do pokrowca wcisnąć organy, albo szczelnie wypełnić go nutami do pieśni wielogłosowych. Widzimy, że w naszej diecezji umiemy już śpiewać kilka pieśni na głosy, do wielu z nich nawet nie podgrywamy już akordów na gitarze, a śpiewamy a capella. Nie uważam jednak – i mam nadzieję, że trochę się ze mną zgodzicie – że użytkowanie gitary podczas Liturgii jest kiczowate. Niemniej jednak gdyby ktoś był chętny zamontować w Betanii organy – jesteśmy otwarci (mamy też kogo posadzić do klawiszy, więc bądźcie spokojni o muzyczną przyszłość Ruchu w naszej diecezji). Póki co, żywię jednak nadzieję, że pieśni, które wykonujemy wspólnie na Eucharystii nie są tylko chwytem marketingowym, ani nie obrażają Waszej inteligencji.


a. muz. Otylia Brendel

Paulo Coelho - Pielgrzym

Paulo Coelho to jeden z najpopularniejszych pisarzy ostatnich lat. Dla niektórych to symbol komercji i kultury masowej. Jednak przeważającą jest opinia, że Coelho to niezwykła osobowość, wpływająca dodatnio na rozwój kultury. „Coelho jest trudny i niezrozumiały...” – to prawda. Coelho będzie niezrozumiały w szczególności dla tych, którzy potraktują jego książki jako zwykłą lekturę. Ot.. romansik, czy opowiadanie. Niestety jego książki wymagają pewnego zaangażowania. Chodzi tu przede wszystkim o to, by czytelnik chciał te książki przeżyć. Bowiem Coelho opisuje sprawy codzienne, w niecodzienny sposób. Przecież każdy z nas szuka szczęścia, przyjaźni i miłości. Każdy chce być lepszym człowiekiem.

Sam autor do dojrzałości kroczył krętymi ścieżkami. Jego książki są więc po części zapisem autobiograficznym. Nabierają tym samym większej autentyczności. Szczególną wydaje się tutaj książka pt. „Pielgrzym”. Powstała bowiem pod wpływem rozmowy z pewnym człowiekiem, który poradził brazylijskiemu pisarzowi, by ten wrócił do katolicyzmu. Aby na nowo odkryć w sobie wiarę, Coelho ruszył średniowiecznym szlakiem pielgrzymim do Santiago de Compostela. Tą samą drogą podąża główny bohater „Pielgrzyma”. Towarzyszem jego wędrówki jest przewodnik Petrus. To on uczy pielgrzyma Praktyk RAM. Czytając tę książkę szczególną uwagę zwróciłam na II Praktykę RAM. Polega ona na zwolnieniu dwukrotnie tempa chodzenia. Kiedy idzie się wolniej, można dostrzec wiele szczegółów, które wcześniej umknęły naszej uwadze. Odkryć nowe miejsca na dobrze już znanej drodze. Wystarczy tylko szerzej otworzyć oczy...

Tytułowy pielgrzym chce osiągnąć pewien cel, zdobyć miecz. Miecz ten jest jednak tylko symbolem. To symbol marzeń, do których każdy z nas dąży, celów które chcemy osiągnąć. Czytelnik razem z Pielgrzymem pokonuje drogę do legendarnego Santiago de Compostela. Drogę, która pozwala mu na nowo odkryć siebie i dowiedzieć się, że „niezwykłe, można spotkać na drodze zwykłych ludzi”.

Książki Paulo Coelho są ponadto źródłem wielu cytatów. Jeden z wielu, który utkwił mi w pamięci brzmi:
Każdy wojownik światła bał się kiedyś podjąć walkę.
Każdy wojownik światła utracił choć raz wiarę w przyszłość.
Każdy wojownik światła cierpiał z powodu spraw, które nie były tego warte.
Każdy wojownik światła wątpił w to, że jest wojownikiem światła.
Każdy wojownik światła zaniedbywał swoje duchowe zobowiązania.
Każdy wojownik światła mówił "tak", kiedy chciał powiedzieć "nie".
Każdy wojownik światła zranił kogoś, kogo kochał.

I dlatego jest wojownikiem światła. Bowiem doświadczył tego wszystkiego
i nie utracił nadziei, że stanie się lepszym człowiekiem.

a. Paulina Malczewska

„Niepokonani”

Nie przypominam sobie filmu nakręconego w Hollywood, który opowiadałby historię o heroicznym Polaku. Co prawda może mam za mało wiosen za sobą i taki film powstał, ale niestety nie miałem okazji go oglądać. Bądź co bądź w 2010 roku taki film powstał!

Rok 1940. Grupa śmiałków ucieka z sowieckiego gułagu położonego gdzieś na Syberii. Ich cel? Tylko jeden. Dotrzeć pieszo do Indii. 6000 km, przez tajgę, Mongolię, pustynię Gobi, Tybet i Himalaje. Niemożliwe? A jednak. Różni ich język, kultura, pochodzenie oraz przeszłość. Stawiają wszystko na jedną kartę, by osiągnąć upragniony cel – wolność. Jednak długa droga, brak wody oraz inne przeciwności nie pozwolą wszystkim dojść do końca…

Przed obejrzeniem filmu miałem obawy przede wszystkim o jednego z bohaterów granego przez Colina Farrella. Nie byłem przekonany czy ten hollywoodzki aktor, który w swojej karierze nie był obsadzany w tak poważnych rolach, da sobie radę i nie popsuje filmu. Jakże się myliłem... Walka (bohater, w którego się wciela) jest jedną z najbarwniejszych postaci, które pojawiają się w filmie. Drugą osobą, na którą zwróciłem szczególną uwagę jest Mister Smith grany przez Eda Harrisa. Natomiast Jim Sturgess, który zagrał Janusza (głównodowodzącego) pokazał obraz prawdziwego Polaka. Choć jego postać została stłumiona przez dwójkę wcześniej wymienionych bohaterów to miał on duże znaczenie w historii.

Oczywiście pisząc o filmie nie można zapomnieć o podstawowej rzeczy. Produkcja została oparta na faktach, spisanych w książce „Długi Marsz”. Co ciekawe, za autora książki uznawano do niedawna Sławomira Rawicza. Czemu do niedawna? Po jego śmierci okazało się, że historia, którą opisał została przywłaszczona od Witolda Glińskiego.

Ale dość tych plusów, skupmy się na słabych stronach… Film jest dość długi, co w połączeniu z niedopracowaniem niektórych jego elementów powoduje, że momentami staje się on nudny. Wiem, że film jest o ucieczce, ale akcja tocząca się w gułagu jest zrobiona bardzo chaotycznie. A później idą, idą i idą…

Ocena: 7/10

a. Mateusz Potocki

Adresy ośrodków

Bank Modlitwy

Czeka Nas Droga

W sieci