Pobierz całą gazetkę tutaj

Wywiad Z Klerykami

Piłka nożna w ostatnich latach nie kojarzy się najlepiej. Afera korupcyjna, setki zatrzymanych i skazanych osób związanych z tym sportem. Brak sukcesów polskich klubów w Europie – nie wspominajmy już wyników naszej reprezentacji. A jednak! Mamy bardzo radosną wiadomość! Alumni Wyższego Seminarium Duchownego w Radomiu zdobyli Mistrzostwo Polski w piłce halowej! Są wśród nich oazowicze. Przedstawiamy Wam rozmowę z al. Krzysztofem Bochniakiem, al. Sebastianem Maciągiem i al. Konradem Wróblem – Mistrzami Polski!

 

            CND: Jak wyglądała Wasza droga do finału?

 

-        S.M.: Trafiliśmy na tzw. „grupę śmierci”. Wylosowaliśmy pierwsze trzy drużyny ubiegłorocznego turnieju. Pierwszy mecz rozegraliśmy z WSD Opole, który to zakończył się remisem 0:0. Pozostałe mecze w grupie wygraliśmy po 2:0 z następującymi przeciwnikami: WSD Katowice, WSD Sandomierz i WSD Franciszkanów. Te zwycięstwa pozwoliły nam zająć pierwsze miejsce w grupie bez straty bramki. W półfinale zmierzyliśmy się z WSD Łódź, gdzie po emocjonującym meczu okazaliśmy się lepsi uzyskując wynik 2:1. Finałowe spotkanie rozegraliśmy z WSD Kalisz. Po twardej i bardzo zaciętej rywalizacji zdobyliśmy tytuł mistrzowski wygrywając 2:1. Takim to sposobem WSD Radom zostało Mistrzem Polski!

 

            CND: Na czym polega tajemnica Waszego sukcesu?

 

-        K.W.: Myślę, że to po prostu wzajemne zrozumienie, współpraca, swoista jedność boiskowa, czyli gra drużynowa, gdzie nikt nie czuje się gorszy, choćby miał kiepski dzień czy mecz. Graliśmy na turnieju całą ósemką, chociaż na boisku jednocześnie przebywało tylko pięciu zawodników. Zaryzykuję stwierdzenie, że nawet całą dziewiątką, bo nasz trener (al. Marcin Pietras) też przeżywał to tak, jakby i on grał. Nie chodziło nam o gwiazdorstwo, indywidualne umiejętności, ale o zagranie dobrego meczu. Takie jest zawsze nasze nastawienie. Swoje znaczenie ma tu też dość dobra kondycja. Często się zmienialiśmy i dzięki temu prawie zawsze mogliśmy „zabiegać” przeciwników. Bramki jakoś same wpadały – tu też każdy dołożył coś od siebie.

 

            CND: Jak się przygotowywaliście do turnieju?

 

-        S.M.: My jako alumni przed turniejem zajmowaliśmy się naszymi codziennymi obowiązkami. Jako wspólnota kleryków, którzy mają wspólne zainteresowania, spotykaliśmy się na treningach, gdzie ćwiczyliśmy bardzo intensywnie. Chociaż niezbyt dużo, bo zajęcia odbywały się tylko w naszym wolnym czasie – a ten po prostu przeznaczaliśmy na wspólne hobby. Jak się później okazało spożytkowaliśmy go bardzo owocnie. Naszym wspólnym ćwiczeniom towarzyszyła duża dawka radości. Nigdy nie przekładaliśmy tych zajęć ponad inne, bo nie jesteśmy piłkarzami w sutannach, ale alumnami przygotowującymi się do kapłaństwa. Sukces sportowy jest ważny, ale nie najważniejszy w naszym życiu.

 

CND: Czy to był Twój pierwszy sukces sportowy?

 

-        K.W.: Nigdy wcześniej nie zajmowałem się piłką nożną profesjonalnie. W dzieciństwie miałem co prawda epizod z treningami piłkarskimi, ale bardzo krótki. Trenowałem też szachy i tenis stołowy, ale tylko jako dziecko. Tym bardziej cieszę się, że z naszą ekipą odnieśliśmy taki sukces. Gra w piłkę zawsze sprawiała mi radość i dawała przyjemność. Nieraz brakowało na to czasu, ale umiejętności i technika zostały. Nie było czasu, bo najwięcej zabierała go nauka i formacja przy parafii. Niedawno, przed tym turniejem w Katowicach wyszło jakoś w jednej z rozmów między nami na treningu, że ja wcześniej nigdzie nie trenowałem. Chłopaki nie mogli uwierzyć. Ja się śmieję, że nauczyłem się grać w piłkę oglądając mecze piłkarskie. W tym też coś jest....

 

-        K.B.: Dla mnie to nie był pierwszy turniej w życiu. Dla Konrada i Sebastiana też. Rok temu zajęliśmy 5. miejsce. Ciekawostką jest to, że nasz zespół jeszcze nie przegrał meczu na mistrzostwach. Rok temu zabrakło szczęścia do lepszego wyniku – za dużo remisów. Tym razem nie daliśmy się pokonać nikomu. Ja sam kiedyś grałem w piłkę w klubie. Jednak nigdy wcześniej nie przeżyłem takiej radości i nie osiągnąłem tak wielkiego sukcesu pt. Mistrzostwo Polski. Myślę, że wspomnienia z tego turnieju zostaną nam w pamięci na bardzo długo.

 

            CND: Te doświadczenia sportowe pomagają Wam w życiu kleryckim?

 

-        K.B.: Myślę, że tak. Sport to nie tylko „sukces ciała”. Sport uczy samodyscypliny, wytrwałości, szacunku dla innych, rozwijania swoich pasji itp. Sport często uczy pokory. Człowiek podejmując rywalizację sportową musi pamiętać, że nie jest pępkiem świata i bez pracy nad samym sobą nic nie osiągnie. Nic nie przychodzi samo. Także i w naszym życiu kleryckim, jeśli sami nie będziemy pracować nad sobą, nie osiągniemy wiele. Nie będziemy mogli być w przyszłości dobrymi kapłanami żyjącymi Ewangelią. Dlatego też, jak to już Sebastian powiedział, nigdy nie stawiamy sportu ponad inne zajęcia, dzięki czemu trochę nam pomaga w naszej formacji seminaryjnej. Sport to też bardzo dobry sposób na integrację – dzięki temu poznajemy siebie nawzajem. Często możemy sobie pomóc na boisku i poza nim. Integrując i poznając się jesteśmy w stanie sobie pomagać! Rozwijamy więzy przyjaźni między nami. 

Triduum w Czarnej

Rekolekcyjne Triduum w Czarnej

 

Blisko 70 osób, w tym 15 małżeństw z Domowego Kościoła uczestniczyło w dniach 1-4 kwietnia, w rekolekcjach związanych z przeżyciowym uczestniczeniem w Liturgii Triduum Paschalnego. Rekolekcje w Domu Rekolekcyjnym Księży Pallotynów w Czarnej koło Stąporkowa poprowadził ks. moderator Grzegorz Lipiec oraz para wspomagająca Beata i Marcin Salatowie.

Tematyka rekolekcji była bezpośrednio związana z najważniejszymi przeżyciami roku liturgicznego – z Męką i Zmartwychwstaniem Pańskim. Spotkanie to pozwoliło rodzinom, osobom samotnym i młodzieży zawiązać wspólnotę wiary towarzyszącą Boskiemu Odkupicielowi w tych szczególnych chwilach, które miały wymiar zbawczy.

Dużą pomocą w tych przeżyciach była celebracja Liturgii Triduum Paschalnego oraz konferencje i modlitwa prowadzona przez ks. G. Lipca wraz ze wspólnotą kapłańską Księży Pallotynów – gospodarzy Sanktuarium Matki Bożej Wychowawczyni w Czarnej.

Nocna adoracja Jezusa Eucharystycznego, nabożeństwo „Effata”, wprowadzenie w liturgię, udział w Drodze Krzyżowej i w nabożeństwie Gorzkich Żali, wspólny śpiew, a także klimat wspólnoty, to wszystko pozwalało otworzyć się na dar łaski, wyciszyć wewnętrznie i dobrze przygotować do Poranka Zmartwychwstania.

Rekolekcje zakończyło, wspólne z parafianami z Czarnej, uczestnictwo w Mszy św. rezurekcyjnej i świąteczne spotkanie przy wielkanocnym śniadaniu całej rekolekcyjnej wspólnoty.

Dziękujemy księdzu moderatorowi i parze wspomagającej za wzorowe przygotowanie rekolekcji, a gospodarzom, Księżom Pallotynom, za gościnę.

Apostołowie Słowian

Święci Cyryl i Metody – Apostołowie Słowian

 

Święci Cyryl i Metody, których święto obchodzimy 14 lutego, zostali ogłoszeni współpatronami Europy przez Jana Pawła II 31 grudnia 1980 r.

Święty Cyryl urodził się w 826 r. w Salonikach i już jako dziecko nauczył się języka słowiańskiego. Po odrzuceniu propozycji znakomitego ożenku postanowił przyjąć święcenia i zostać „bibliotekarzem” przy patriarchacie. Wkrótce potem, pragnąc samotności, postanowił ukryć się w jednym z klasztorów. Szybko jednak odnaleziono go i powierzono mu przekazywanie nauk świętych i świeckich, z czego wywiązał się znakomicie. Brat Cyryla, Michał, porzucił karierę administracyjną w Macedonii i wstąpił do zakonu na górze Olimp w Bitynii, gdzie przyjął imię Metody (imię zakonne musiało rozpoczynać się tą samą literą, co imię chrzestne). Za przykładem brata Cyryl również udał się na Olimp, aby poświęcić się modlitwie i medytacji. Jednak już po kilku latach rząd cesarski powierzył im misję dyplomatyczną do Arabów i Chazarów. W Bagdadzie prowadzili dyskusje z teologami muzułmańskimi na temat Trójcy Świętej, a wśród Chazarów na Krymie (gdzie oprócz muzułmanizmu były silne wpływy judaizmu) podejmowali tematy stosunku Boga do Abrahama i do narodu wybranego. Św. Cyryl tłumaczył tam na język grecki podręcznik gramatyki języka hebrajskiego oraz niektóre dzieła teologiczne. W Chersonezie odnalazł relikwie papieża św. Klemensa Rzymskiego.

Po wypełnieniu misji św. Metody wrócił na Olimp i został wybrany na przełożonego klasztoru. Gdy zaś w 863 r. do Bizancjum przybyło poselstwo księcia morawskiego Rościsława z prośbą o misjonarzy znających język słowiański, wyznaczono do tej misji Świętych Braci. Św. Cyryl ułożył alfabet słowiański i wspólnie z Metodym przygotowali słowiański przekład Ewangelii, Dziejów Apostolskich, Psałterza i niektórych tekstów liturgicznych. W 864 r. udali się na Morawy, skąd z powodu przewagi oraz intryg duchowieństwa niemieckiego przeszli w 866 r. do Panonii, gdzie książę Kocel stworzył im korzystne warunki do pracy apostolskiej. Brak kapłanów dla utworzenia miejscowej organizacji kościelnej był przyczyną ich wyjazdu wraz z uczniami do Akwilei, stolicy patriarchatu. Po drodze zatrzymali się w Wenecji i tam św. Cyryl publicznie, wobec obradującego synodu, wystąpił w obronie słowiańskich form liturgii. Do Rzymu udali się na zaproszenie papieża Mikołaja I, ale zostali przyjęci już przez Hadriana II, który uroczyście wyszedł na spotkanie relikwii św. Klemensa, pobłogosławił słowiańską misję Świętych Braci oraz zaakceptował stosowanie w liturgii języka słowiańskiego. Udzielił kapłańskich święceń św. Metodemu oraz polecił wyświęcić trzech jego uczniów na kapłanów, a dwóch na lektorów. W Rzymie pozostali dwa lata z powodu choroby św. Cyryla, który przed śmiercią złożył śluby zakonne i pochowano go w bazylice św. Klemensa. Św. Metody po śmierci swojego brata wrócił do Panonii, a ok. 870 r. ponownie przybył do Rzymu i otrzymał od papieża Hadriana II sakrę biskupią oraz nominację na metropolitę wskrzeszonej metropolii w Sirmium (obecnie jest to Mitrovica w Kosowie).

Pod koniec życia św. Metody odbył  podróż misyjną do Słowian bałkańskich i odwiedził Konstantynopol, gdzie patriarcha i cesarz wyrazili mu swe uznanie. Po powrocie na Morawy zajął się tłumaczeniem na język słowiański dalszych części Pisma św. i dzieł Ojców Kościoła.

Podsumowując duchową sylwetkę obu braci, należy przede wszystkim odnotować zapał, z jakim Cyryl zbliżył się do pism św. Grzegorza z Nazjanzu, ucząc się od niego znaczenia języka w przekazywaniu Objawienia. Św. Grzegorz pragnął, by przemawiał przez niego Chrystus: „Jestem sługą Słowa”. Chcąc naśladować Grzegorza w tej służbie, Cyryl prosił Chrystusa, by zechciał za jego pośrednictwem przemawiać po słowiańsku. Swoje dzieło przekładu poprzedził uroczystą inwokacją: „Słuchajcie, wy, wszystkie ludy słowiańskie, słuchajcie Słowa, które pochodzi od Boga, Słowa, które karmi dusze, Słowa, które prowadzi do poznania Boga”. Bracia Cyryl i Metody, wraz z grupą uczniów, pracowali nad planem zebrania dogmatów chrześcijańskich w księgach pisanych w języku słowiańskim. Pojawiła się więc oczywista potrzeba nowych znaków graficznych, bardziej nadających się do języka mówionego: tak narodził się alfabet głagolicy, który po późniejszych zmianach otrzymał nazwę cyrylicy od imienia swego inspiratora. Wydarzenie to było decydujące dla ogólnego rozwoju cywilizacji słowiańskiej. Cyryl i Metody przekonani byli, że poszczególne narody nie będą mogły uznać, że otrzymały w pełni Objawienie aż do chwili, gdy usłyszą je we własnym języku i przeczytają je zapisane literami swego alfabetu. Legenda o dokonaniach Cyryla i Metodego jest wciąż żywa we współczesnym świecie. Pod protektoratem UNESCO w 1969 na całym świecie obchodzono 1100. rocznicę śmierci Cyryla. W Bułgarii zwyczajowo dzień oświaty i szkolnictwa związany jest z imionami braci.

Z Ewangelią Do Dzieci

Z Ewangelią do dzieci

 

Przywitanie się, piosenka i czas na pytanie: z czym wam się kojarzy oaza? Już kilka rąk w górze. Pada pierwsza odpowiedź: „oaza taka jak w M jak Miłość". Na szczęście z każdą kolejną było lepiej: "ta na pustyni z palmami i wodą" lub "oaza kojarzy mi się z życiem". Wyobraźnia naszych młodych przyjaciół nie znała granic, co wyśmienicie przekładało się nie tylko na ich wypowiedzi, ale też na zabawę. Zachęceni do zadawania pytań, ciekawi byli ile mamy lat lub kiedy zdajemy maturę. Może to nie było to, o co nam chodziło, czyli rozwianie ich wątpliwości na temat Ruchu Światło-Życie, ale oczywiście otrzymali odpowiedzi. Gdy nadszedł nareszcie czas na zabawę, każdy z uśmiechem na twarzy brał w niej udział: dzieci, my, siostra katechetka. Bawiliśmy się w „słoik”, „wszycy, którzy…”, „kalambury”. Nie zabrakło też naszej ulubionej „chusteczki”, gdzie przytulanie płci przeciwnej było oznaką niezwykłej odwagi i zuchwałości. Dźwięk dzwonka świadczył tylko o tym, że trzeba zabawę przenieść z klasy na korytarz. Dlatego gitarowe struny nie przestawały rozbrzmiewać, a hitem stały się piosenki z gestami. Z pewnością „Zorro” najbardziej przypadł maluchom do gustu. Ku naszemu zdziwieniu dzieciom nie podobało się bardzo, że musieliśmy je opuścić. Wyraziły to prośbą o autografy. Nie jestem pewna czy chodziło im o takie, jakie otrzymały. Napisaliśmy każdemu kilka miłych słów. Pocieszeniem stało się również kolejne spotkanie, ale już nie w szkole a na plebanii.

Pomysłodawcą i organizatorem tej czwartkowej ewangelizacji była Agata Tomczyk , a o pomoc poprosiła Karolinę Tomczyk, Ninę Skoczylas, Patrycję Małysę, Mateusza Potockiego, Macieja Starzyńskiego i mnie.

Dzieci ze szkoły podstawowej na Dzierzkowie w Radomiu w większości należą do parafii pod wezwaniem Najświętszego Serca Jezusowego i tam, w każdy czwartek, zapraszamy tych najmłodszych na spotkania. Nasze założenie? Stworzenie grupy Oazy Dzieci Bożych. Motywacja? Słowa Jezusa Chrystusa: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie zabraniajcie im, do takich bowiem należy Królestwo Boże" (Mt 10,14). Hasło? Z Jezusem możemy wszystko!

Marsz Życia

Marsz Życia

 

,,Człowiekiem jest również nienarodzone dziecko"

Jan Paweł II

Rzym, 26 stycznia 1980

 

Niewielu z nas wie, że miesiąc marzec bardzo szczególnie wiąże się z ,,walką" o obronę życia poczętego. Ulicami Radomia 25 marca przeszedł Marsz Życia, który ma za zadanie zademonstrować poparcie dla życia. Przejście w milczeniu ma być uwieńczeniem Triduum przed Dniem Świętości Życia. W jego przygotowanie w szczególny sposób zaangażowało się: Duszpasterstwo Rodzin Diecezji Radomskiej, Towarzystwo Obrony Nienarodzonych oraz Radomskie Środowisko „Inicjatywa”.

Rozpoczęliśmy od nabożeństwa w naszej katedrze radomskiej, po czym przeszliśmy do kościoła OO. Bernardynów, gdzie odbyła się Droga Krzyżowa i Msza święta pod przewodnictwem ks. Biskupa Henryka Tomasika. W swej homilii ksiądz Biskup podziękował Bogu za to, że w Polsce wzrasta szacunek dla życia od poczęcia do naturalnej śmierci, ale także za duszpasterzy, którzy przypominają o godności nienarodzonych i nie brakuje im na to odwagi. Modlił się, aby Polacy nigdy nie przegłosowali Bożego prawa. Po Mszy świętej przeszliśmy z zapalonymi świecami z kościoła św. Katarzyny pod pomnik Maryi Matki Życia przy ul. Malczewskiego 1. Udział w Marszu Życia wzięło ponad 200 osób, a wiele z pośród nich dołączyły do Dzieła Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego.

Obrona życia to bardzo aktualny temat w dzisiejszych czasach. Każdy z nas powinien uświadomić sobie, że życie człowieka rozpoczyna się w momencie poczęcia. To fakt biologiczny, medyczny i niepodważalny. Przyjęcie tego faktu do wiadomości u każdego, niezależnie od wyznawanego światopoglądu, powinno prowadzić do bezwarunkowego szacunku wobec życia.

Co roku na świecie wykonuje się 53 miliony aborcji. W wielu krajach (np. w USA, Danii, Rosji) ciąże przerwało już ponad 70 procent kobiet. Te dane są przerażające i wysokie, ale niestety prawdziwe.

Każdy z nas musi mieć świadomość, że życie człowieka rozpoczyna się w chwili poczęcia. W tym momencie zostają określone takie cechy dziecka jak: płeć, kolor oczu, skóry i włosów. Życie jest więc nieprzerwanym procesem – od samego początku, od zapłodnienia, aż do końca – naturalnej śmierci. Jan Paweł II mówił: ,,Każdy człowiek poczęty w łonie matki ma prawo do życia! Jeszcze raz powtarzam to, co wielokrotnie już mówiłem: życie ludzkie jest święte. Nikt w żadnej sytuacji, nie może rościć sobie prawa do bezpośredniego zniszczenia niewinnej istoty ludzkiej. Bóg jest absolutnym Panem życia człowieka, ukształtowanego na Jego obraz i podobieństwo (por. Rdz 1, 26-28). Życie ludzkie ma zatem charakter święty i nienaruszalny, w którym odzwierciedla się nienaruszalność samego Stwórcy".

      Co Ty możesz zrobić w obronie życia nienarodzonego? Najważniejszą kwestią jest podjęcie systematycznej modlitwy, która powinna być fundamentem wszelkich podejmowanych działań i nieprzerwanie je wspierać. I odpowiedzią na to było zorganizowanie ogólnopolskiej Krucjaty Modlitwy w Obronie Poczętych Dzieci, która ma na celu przede wszystkim dziękczynienie Bogu za dobro oraz budzenie wrażliwości społecznej na ten problem. Należy tu również wspomnieć o modlitewnym Ruchu Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego polegająca na osobistej modlitwie o ocalenie życia dziecka. Modlitwa ta trwa przez cały okres rozwoju człowieka w łonie matki, czyli 9 miesięcy. Duchową Adopcję może podjąć każdy, kto w ten sposób chce mieć wkład w ochronę życia.

Nasze zaangażowanie powinno być oparte również na argumentach, które mają swoje odzwierciedlenie w naukach medycznych, prawnych i historycznych. Uczyć się, to czytać, a także oglądać filmy ukazujące etapy rozwoju człowieka. Ten podejmowany trud zdobywania wiedzy powinien jawić się w jeszcze jeden sposób: uświadamianiu innych ludzi, zarówno tych, którzy otaczają nas w szkole, na uczelni, pracy, ale również naszych wspólnot religijnych; to także aktywne branie udziału we wszelkich akcjach mających na celu propagowanie ochrony życia.

Dzieje się:


9.03-11.03 SA
16.03-18.03 Ewangelizacyjna OM

23.03-25.03 SA Diecezjalnego

Więcej terminów: KALENDARZ

Oazy Wakacyjne

Bank Modlitwy

Czeka Nas Droga

W sieci