Pobierz całą gazetkę tutaj

Barwy Codzienności

„Barwy codzienności…”

 

Codzienność…  Dla wielu pierwsze skojarzenie – szara. Nasza codzienność nie jest szara, choć często całkiem zwyczajna. Jest drogą, na którą zaprasza nas Bóg – dawca życia, a jej celem jest On sam. To właśnie Stwórca daje nam możliwość życia kolejnym dniem, czerpaniem z niego tego, co najlepsze. Daje nam powody do radości i smutku, bo jakie byłoby to życie, takie monotonne i przewidywalne?! Dzień jest darem od Boga dla człowieka – z miłości, to łaska, za którą należy dziękować. To, co wydarzy się tego konkretnego dnia, na pewno nigdy więcej się nie powtórzy. Tak jak śpiewała Anna Jantar „nic nie może przecież wiecznie trwać”. Dlatego korzystajmy i czerpmy z niego jak najwięcej. Nie pozwólmy, aby zawładnęły nim obojętność, bezradność czy grzech.

 

Bóg wiedział, że życie nowym dniem nie jest łatwe, bo każdy ranek, czy wieczór daje nam wiele niespodzianek. A my również  doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że bez Jego pomocy nie przeżylibyśmy tego dnia dobrze. Dlatego pozostawił nam drogowskazy, Ewangelie, przykazania, jak i modlitwę. Pokazuje On nam w nich swoją wolę, podpowiada jak żyć, aby być szczęśliwym.

 

 „Wypełnienie woli Boga” jest przeżywaniem dnia w miłości, pamiętając o Bogu w bliźnim. Wszystko, co czynimy dobrze, pochodzi od Niego, dlatego powinniśmy dzielić się miłością, jaką nas obdarowuje, z innymi. Może zamiast znów grać w grę komputerową, siedzieć na Gadu-Gadu, czy Naszej Klasie, lepiej wyjść i spotkać się ze znajomymi, porozmawiać, podzielić dobrym słowem. Może warto wziąć przykład z papieża Jana Pawła II, który mówił: „Przejdę przez ten świat tylko jeden raz. Dlatego cokolwiek mogę zrobić dobrego lub jakąkolwiek komukolwiek wyświadczyć przysługę, niech uczynię to teraz. Niech tego nie odkładam, ani nie zaniedbuję, bo nie będę szedł tą drogą nigdy więcej”.

 

Każdy kolejny dzień to niesamowity dar dla nas od Pana Boga, dlatego nie wybiegajmy i nie zastanawiajmy się nad tym, co było wczoraj lub co będzie jutro. Cieszmy się tym, co jest teraz, dawajmy wszystko z siebie, to co mamy najlepsze. Dzielmy się tym z innymi, wkładając w to całe swoje serce. Nie przechodźmy obojętnie wobec dziejącego się zła, przeciwstawiajmy się mu, a na pewno osiągniemy drogę zbawienia.

 

Według mnie „ukochanie codzienności” to inaczej słuchanie Boga i chęć życia jak tylko potrafię najlepiej, jednocześnie dzieląc się z innymi tym wszystkim, co mam i dziękując Mu za to…

 

A według Ciebie czym jest codzienność?

Boże Ciało

 „Szczególnie doniosłym, tradycyjnym wyrazem ludowej pobożności eucharystycznej są procesje z Najświętszym Sakramentem, które podczas dzisiejszej uroczystości odbywają się w Kościołach lokalnych we wszystkich regionach świata. Są one niezwykle wymownym świadectwem prawdy, że Pan Jezus, ukrzyżowany i zmartwychwstały, nadal idzie po drogach świata i przez tę swoją «wędrowną» obecność przewodzi pielgrzymce kolejnych pokoleń chrześcijan: umacnia wiarę, nadzieję i miłość; pociesza w utrapieniach; podtrzymuje w dążeniu do sprawiedliwości i pokoju.”

Jan Paweł II, 14.06.1998, rozważanie przed modlitwą Anioł Pański

 

Boże Ciało zostało wprowadzone do kalendarza liturgicznego w XIII wieku, po objawieniach błogosławionej Julianny (1193 – 1258), przeoryszy augustianek z klasztoru Mont Cornillon, nieopodal Liege (Belgia). Bł. Julianna w roku 1245 została zaszczycona objawieniami, w których Chrystus żądał ustanowienia osobnego święta ku czci Najświętszej Eucharystii. Po zbadaniu sprawy ustanowiono święto w diecezji Liege. Papież Urban IV wprowadził je do Kościoła powszechnego. Jego zarządzenia potwierdził Papież Klemens V i Jan XXII, który dodał oktawę, jednak dekretem z dnia 23 marca 1955 r. papież Pius XII zniósł ją. Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa obchodzimy w czwartek po niedzieli Świętej Trójcy, jest to święto ruchome.

 

W czasie Uroczystości, po Mszy św. wychodzi z kościoła głównego danej miejscowości procesja na główne ulice miasta, w czasie której śpiewne są różne pieśni eucharystyczne. W Polsce od XV wieku istnieje  zwyczaj śpiewania czterech Ewangelii przy czterech ołtarzach ustawionych w drodze pochodu. Na zakończenie procesji śpiewany jest hymn „Te Deum laudamus", a celebrans udziela błogosławieństwa Najświętszym Sakramentem.

 

Nie każdy wie, że w Polsce po raz pierwszy Boże Ciało świętowano w 1320 roku w diecezji krakowskiej, na polecenie biskupa Nankera. W ubiegłym roku dane mi było wziąć udział w uroczystej procesji z Wawelu na Rynek, do Bazyliki Mariackiej, taką właściwie już historyczną trasą. I było to dla mnie wielkim przeżyciem. Ale zaczynając od początku, należałoby się wrócić do cytowanych przeze mnie słów Jana Pawła II. Ojciec Święty mówił, że procesja jest wyrazem pobożności i świadectwem wiary. Gdy byłam młodsza, procesja wydawała mi się czymś podniosłym. I dobrze mi było iść i sypać kwiaty przed Panem Jesusem, który szedł spotkać się ze swoim ludem; przed Panem Jezusem, którego jedni ludzie chcieli zanieść innym. Dziś, kiedy pytałam znajomych, czym jest dla nich ta procesja eucharystyczna, najczęściej słyszałam, że „już przecież na nią nie chodzą”. Albo że wokół tej procesji jest za dużo szumu, zbyt wiele się dzieje i ta najważniejsza Osoba – Pan Jezus –  odchodzi gdzieś na drugi plan, za dzwonki, kwiaty i całe morze ludzi…

 

Wrócę teraz do tej procesji z ubiegłego roku, do pochodu tysiąca osób idących za Chrystusem po krakowskim Rynku. W moim rodzinnym Opocznie niemal wszyscy idą na procesję albo po prostu zostają w domach. W Krakowie każdy uczestnik procesji mógł poczuć na sobie spojrzenia ludzi siedzących w ogródkach przed barami i restauracjami. Ja nie wiedziałam, że tak może być. I dziwnie się czułam patrząc na to wszystko. Tak jakby Pan Jezus nagle przestał być ważny, jak gdyby ludzie przestali go darzyć szacunkiem. I wiecie co? Uważam, że trzeba mieć dużo odwagi, żeby co roku chodzić za Jezusem właśnie tą trasą. Trzeba mieć dużo odwagi, żeby spokojnie znosić spojrzenia siedzących ludzi, traktujących procesję jako atrakcję czy widowisko. To było dla mnie świadectwo! Tylko trzeba jeszcze znaleźć w sobie taką myśl, że nie wolno nikogo oceniać. Trzeba umieć spokojnie iść z wiarą w to, że jest w monstrancji pod postacią chleba ukryty Pan Jezus, dla którego warto żyć i którego trzeba pokazywać innym ludziom.

Codzienność

„Bądźcie więc doskonali, jak doskonały jest wasz Ojciec Niebieski” (Mt 5, 48).

 

Codzienność musi być wielkim darem Boga, skoro wypełnia ludzkie życie – jest czymś nieuniknionym i staje się polem składania świadectwa wobec innych oraz przed samym Bogiem. Jest testem naszej wolnej woli. Gdy bardzo dobrze chcemy poznać człowieka, to obserwujemy jak się zachowuje w normalnym życiu. Taki sprawdzian przechodzą choćby politycy, ale też podobnie szukamy przyjaciół czy dobieramy się w pary. Szczególnie dziewczynie zależy, by jej przyszły mąż nie okazał się gburem czy bałaganiarzem. Wówczas bledną takie cechy jak odwaga, charyzma i romantyczność…

 

Istnieje wymiar codzienności ściśle związany z duchowością. Za Matką Teresą z Kalkuty powtarzam: „Świętość, to nie luksus przypadający tylko nielicznym, lecz zwykły obowiązek, twój i mój”. Chrześcijanin powinien uczynić swoje życie, swoją codzienność, obrazem doskonałości Boga (por. Mt 5, 48).

 

Pismo Święte pełne jest opisów prostych czynności wykonywanych choćby przez apostołów. W codzienności ujęta jest natura człowieka. Stajemy przed wyborem dobra bądź zła, w perspektywie mamy życie wieczne, ale idąc tropem Pisma Świętego jesteśmy cieślami, rybakami i urzędnikami. Kwestia tylko w tym, czy potrafimy uświęcić swoje życie obecnością Boga.

 

Niezwykle kluczowa jest działalność Ducha Świętego, który jednocześnie jest Uświęcicielem. Dzięki niej otrzymujemy siłę i umacniamy naszą wiarę. Coroczna Centralna Oaza Matka w Krościenku buduje swój program w oparciu o nabożeństwa do Ducha Świętego. Relacje animatorów z tych spotkań zawsze były bardzo bogate, także w tym numerze polecam artykuł a. Emilii Żuchowskiej z tegorocznego COM-u.

 

Jest pewna fotografia ks. Jerzego Popiełuszki, bardzo dla mnie znamienna. Na której to ks. Jerzy lekko schyla głowę i dłoń opiera na guzikach sutanny. Ciężko mi ocenić czy przedstawia ona zmartwienie czy pewność siebie, ale bardzo mocno odczuwam skromność tej postaci. Wiem, że jest to osoba bliska moim czasom, pokolenie moich rodziców stało z nim w jednym szeregu w walce o wolność Polski. Dlatego łatwo przychodzi mi na myśl, że jego bohaterstwo również i mnie zobowiązuje. Z pomocą w przygotowaniach do beatyfikacji ks. Popiełuszki 6 czerwca w Warszawie przychodzi nam artykuł al. Łukasza Białasa.

Diecezjalny Dzień Młodzieży

Diecezjalny Dzień Młodzieży

 

Nikt chyba nie wątpi, że „młodzież musi się wyszumieć” – to znaczy dobrze bawić się w towarzystwie innych młodych ludzi. Dobrą okazją do połączenia zabawy z zamyśleniem się nad swoją młodością z pewnością stał się Diecezjalny Dzień Młodzieży, który odbył się 15 maja w radomskim Wyższym Seminarium Duchownym. Temu, kto nie mógł w nim uczestniczyć pozostaje jedno wyjście – przeczytanie tej relacji i obowiązkowa obecność na przyszłorocznym spotkaniu!

 

Zawiązanie wspólnoty nastąpiło o godzinie 13.00, a już 15 minut później bardzo liczna grupa zwartych, gotowych i pełnych zapału ludzi rozeszła się po całym placu, gdzie czekało na nich wiele atrakcji. Z pewnością każdy znalazł dla siebie coś interesującego! Dla miłośników „sztuki ulicznej” przygotowano profesjonalne graffiti, dla scholistów, gitarzystów i tych, którzy chcieli nauczyć się czegoś nowego – warsztaty muzyczne. Zainteresowani sportem (zarówno czynnie, jak i biernie) mieli możliwość oglądania turnieju piłkarskiego, w którym o wygraną walczyły cztery drużyny: księży, kleryków oraz dwa zespoły ministrantów. Nie ukrywajmy, że zwycięstwo naszych alumnów – obecnych mistrzów Polski wyższych seminariów duchownych – nie było niespodzianką.

 

Oprócz tego wszyscy wielbiciele filozofii i gorących dyskusji mogli wziąć udział w debacie filozoficznej, prowadzonej przez księży profesorów Andrzeja Jędrzejewskiego i Pawła Gogacza. Jej tematyka dotyczyła wolności, a dokładniej tego, czy jej posiadanie jest błogosławieństwem czy wręcz przeciwnie – przekleństwem. Ci, którzy czuli potrzebę porozmawiania o wierze, Bogu, swoim zwątpieniu, lub po prostu o pogodzie – mieli okazję do uczestnictwa w platformie ewangelizacyjnej, gdzie swoją obecnością i czasem służyła nasza Diakonia Ewangelizacji, a także Wspólnota Dobrego Łotra i młodzież z parafii NSJ w Starachowicach.

 

Osoby niezdecydowane na żadną z powyższych propozycji z pewnością dokładnie zaznajomiły się z każdą wspólnotą i stowarzyszeniem, które brały udział w specjalnie zorganizowanym „Expo” (Oaza, KSM, Centrum Młodzieży Arka, Stowarzyszenie Harcerstwa Katolickiego „Zawisza” FSE, Fundacja Dzieło Nowego Tysiąclecia) oraz zapoznały z informacjami dotyczącymi przyszłorocznych Światowych Dni Młodzieży w Madrycie.

O 15.00 wszyscy uczestnicy zgromadzili się pod sceną, aby wysłuchać konferencji przygotowanej przez ks. Rafała Rausa i jego siostrę Małgorzatę Sar. Temat brzmiał: „Kapłaństwo, małżeństwo, świętość – drogi miłości, drogi świętości”, a oboje prowadzący podzielili się ze słuchaczami swoimi osobistymi przemyśleniami i doświadczeniem. Pani Małgorzata, jako mężatka i katechetka, opowiadała o blaskach i cieniach życia z ukochaną osobą 24h na dobę, o wysiłku, jakiego wymaga budowanie wzajemnej, prawdziwej miłości i o szczęściu, które przynosi owy wysiłek. Natomiast ksiądz Rafał, z właściwym sobie humorem, relacjonował własną drogę do kapłaństwa. Ich wypowiedzi łączył jeden pogląd: tylko właściwe rozpoznanie powołania danego od Boga i podążanie za nim daje pełnię szczęścia. Jak widać, recepta nie jest skomplikowana, ale wymaga ufności i wiary. Pozostaje więc tylko słuchać głosu Pana we własnym sercu...

 

Punktualnie o 16.00 rozpoczęła się najważniejsza godzina Diecezjalnego Dnia Młodzieży – Msza Święta, celebrowana przez księdza biskupa ordynariusza Henryka Tomasika. O piękną oprawę muzyczną (także innych części sobotniego spotkania) zadbał ks. Bartłomiej Wink i stworzona przez niego wielka schola – gitara, keyboard, klarnet, skrzypce... i około 60 wspaniałych głosów, które pomagały wszystkim w skupieniu się i utrzymaniu modlitewnej atmosfery. Ksiądz biskup podczas kazania prosił nas o wytrwałe i wierne pielęgnowanie przyjaźni z Chrystusem oraz pouczał o pięknie i trudzie bycia młodym. Mówił również, że jedyną niezniszczalną rzeczą jest dobro wykonane z miłości do Boga.

 

W porze obiadowej wszyscy skierowali się w stronę wielkich garów – przepyszną grochówkę zapewnił Związek Harcerstwa Polskiego. Każdy jadł i pił do syta, aby zregenerować siły na następny punkt programu – zabawę taneczną (przecież „młodzież musi się wyszumieć”...). Wodzireje z Grupy Impress dwoili się i troili, aby zabawa tak wielu osób nie przerodziła się w chaotyczne zbiegowisko – udało się w stu procentach! Jak nakazuje tradycja, rozpoczęto ją polonezem. Po tym tańcu nastąpiły inne, nieco szybsze i trudniejsze. Nikt jednak nie przejmował się swoim ‘talentem do nie-tańczenia’, każdy chętnie naśladował wodzirejów i uczył się kroków belgijskiego, polki, ‘stasia’ i wielu innych. Niestety, wszystko co dobre, szybko się kończy. Zmęczeni (ale szczęśliwi) z chęcią przystąpiliśmy do adoracji Pana Jezusa obecnego w Najświętszym Sakramencie. Mimo konieczności szybkiego wyciszenia się, otworzyliśmy nasze serca na jego Bożą moc. W osobistej rozmowie z Panem wspomagał nas rektor seminarium ks. Jarosław Wojtkun, zaś rozważania wypływały ze słów: „Przyszedłem rzucić ogień na ziemię...”. Modlitwę zwieńczyliśmy apelem jasnogórskim, który stanowił zakończenie całego dnia młodych; prosiliśmy w nim Maryję, aby królowała w naszym niedorosłym życiu. Błogosławieństwa udzielili dwaj księża biskupi – bp Henryk i bp Stefan, rozsyłając wszystkich przybyłych do codziennych środowisk.

 

Wielkie podziękowania należą się głównym organizatorom – ks. Markowi Adamczykowi i ks. Piotrowi Zamarii, którzy poświęcili temu spotkaniu wiele czasu i sił.

Czy warto było spędzić prawie całą sobotę pod radomskim seminarium? Oczywiście, że tak! Wspólne rozważania i modlitwa ubogacają młode serca, a obcowanie z innymi i ruch na świeżym powietrzu są wręcz niezbędne do normalnego funkcjonowania młodego ciała. Ci, którzy przegapili tak wspaniałe spotkanie, niech żałują, ale nie tracą nadziei – 365 dni to nie wieczność. W przyszłym roku następny Dzień Młodych!

Ksiądz Jerzy Popiełuszko

„Świętość nie jest przywilejem wybranych…” 

Dnia 6 czerwca bieżącego roku przez dar beatyfikacji w poczet błogosławionych Kościoła Katolickiego zostanie włączony Sługa Boży Ksiądz Jerzy Popiełuszko. Akt beatyfikacji jest potwierdzeniem świętości życia i przyjęciem Sługi Bożego do grona świętych Kościoła. A skoro głównym zagadnieniem nad którym w tym miesiącu wspólnie się pochylamy jest świętość, to bez wątpienia kilka słów refleksji poświęcić należy osobie i działalności tego wspaniałego kapłana.

Ksiądz Jerzy urodził się 14 września 1947 roku we wsi Okopy koło Suchowoli na Podlasiu. W pogodnej, religijno-patriotycznej atmosferze rodziny chłopskiej nauczył się poszanowania dla pracy i głębokiego szacunku dla wartości religijnych. Już od najmłodszych lat chciał służyć Bogu jako kapłan, lecz z powodów osobistych i ze względu na ówczesną sytuację polityczną w kraju nie mógł ujawniać swych zamierzeń. Tym niemniej, całym swym młodzieńczym zaangażowaniem Jerzy wskazywał na ten właśnie kierunek wewnętrznych pragnień. Przez wiele lat służył jako ministrant, a po maturze (w 1965 roku) wspierany sugestiami Ducha Świętego zdobył się na szybki krok w przyszłość – wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Warszawie. Porzucił rodzinne strony i odważnie zawierzył rodzącej się w nim nadziei, że znajdzie życiowe spełnienie w służbie kapłańskiej. Musiał dokonać niezwykłego wysiłku, aby sprostać zadaniom, jakie przed nim stanęły. Okres studiów seminaryjnych okazał się czasem szybkiego dojrzewania do nadchodzących mozołów. Służba w tak zwanej jednostce kleryckiej (pobór alumnów był jedną z szykan władzy komunistycznej wobec Kościoła) naznaczyła go chorobą, ale jednocześnie utwierdziła w religijnej żarliwości, ujawniając niezwykłą duchową siłę, a nawet pewne cechy przywódcze. Będąc w wojsku Jerzy wyróżniał się wielką odwagą w obronie przekonań religijnych. Po przyjęciu święceń kapłańskich (w roku 1972) losy duszpasterskie wiodły go przez parafie podwarszawskie, służbę w środowisku medycznym, by ostatecznie zatrzymać się na stałe w parafii św. Stanisława Kostki. Tutaj ksiądz Popiełuszko znalazł odpowiednie warunki duchowego rozwoju, doznał patriotycznego olśnienia.

Od sierpnia 1982 roku związał się ze środowiskiem warszawskich hutników i szerzej: ze społecznością robotniczą, przez co wzmógł wrażliwość na biednych i potrzebujących. Odczuł także siłę rodzącego się społecznego sprzeciwu wobec przemocy płynącej ze strony komunistycznej władzy. W stanie wojennym organizował pomoc prześladowanym, a od stycznia 1982 r. odprawiał słynne Msze św. za Ojczyznę, podczas których wygłaszał religijno-patriotyczne kazania. Jego słowa pobudzały wiernych do lepszego życia. Autentyczność, prostota w zachowaniu, wierność ideałom Ewangelii, otwartość na ludzi, prostolinijne nawiązywanie z nimi więzi – wszystko to robiło silne wrażenie, promieniowało na zewnątrz z niezwykłą intensywnością. Ksiądz Popiełuszko, trochę nieoczekiwanie dla samego siebie, znalazłszy się w centrum solidarnościowych zdarzeń, potrafił scalić ludzi o sercach przepełnionych ideami wolności religijnej, marzących o nowym obliczu Rzeczypospolitej i o wolności. Ludzie lgnęli do niego nie tylko dlatego, że dawał się zwyczajnie polubić, ale przeważnie z racji świadectwa, jakie ukazywał. Widać było, że to, co czyni wypływa z duchowej jedności z Chrystusem.

Wkrótce stał się jednak obiektem jawnych i zakamuflowanych ataków władz – nieznani sprawcy włamywali się do jego mieszkania, wrzucali tam ładunek wybuchowy, kilka razy niszczyli samochód. Był śledzony, nieustannie przesłuchiwany, uczestniczył w dziwnych wypadkach samochodowych. Prowadzono wobec niego oszczerczą propagandę. W 1984 roku, 19 października, w drodze powrotnej z Bydgoszczy został uprowadzony, torturowany i zamordowany przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa. Jego zwłoki wyłowiono dopiero 30 października z zalewu na Wiśle k. Włocławka.

Czego my, żyjący ponad 25 lat po śmierci księdza Jerzego, możemy się dziś od niego nauczyć? Jak w dzisiejszej codzienności możemy realizować ideały, które, choć wydają się nieaktualne, wciąż pozostają żywe? Wydaje mi się, że tym, co przywiodło księdza Jerzego do świętości, tym co również nas może do niej prowadzić, była wrażliwość na drugiego człowieka i prosta, ludzka serdeczność, będąca znakiem życia w głębokiej zażyłości z Panem Bogiem. Jesteśmy niestety świadkami rosnącej obojętności na los innych. Często zdarza się bowiem, że dzisiejszy człowiek woli po prostu nie wiedzieć o problemach osób żyjących tuż obok. Zamiast próby rozmowy łatwiej przychodzi wypowiedzenie słów krytyki, zamiast uśmiechu odwrócenie wzroku, zamiast dialogu zamknięcie się we własnym egoizmie. Sądzę, że właśnie środowiska w których żyjemy, ludzie wśród których się uczymy i których co dzień spotykamy są taką naszą indywidualną drogą do świętości. Drogą, która aby była autentyczna i wiodła ku właściwemu celowi musi być budowana na fundamencie wiary rodzącej się z modlitwy i rozważania Słowa Bożego. Tylko tak budowana życzliwość nie będzie sztuczna i zakłamana.

Ksiądz Jerzy Popiełuszko powtarzał nieraz, że świętość nie jest przywilejem wybranych. Niech zatem zbliżająca się uroczystość beatyfikacji tego Bożego Sługi stanie się dla każdego z nas szczególną okazją do refleksji nad naszą drogą do świętości. Czy faktycznie nią idziemy? Jak idziemy? I czy w ten sposób uda się nam nią dotrzeć do wyznaczonego przez Boga celu?

Dzieje się:


9.03-11.03 SA
16.03-18.03 Ewangelizacyjna OM

23.03-25.03 SA Diecezjalnego

Więcej terminów: KALENDARZ

Oazy Wakacyjne

Bank Modlitwy

Czeka Nas Droga

W sieci