Pobierz całą gazetkę tutaj

Recenzja filmu „Jesus Christ Superstar”

Choć jest styczeń, kończy się już karnawał, a wiele osób jeszcze ma w pamięci Święta Bożego Narodzenia to istnieje pewien film, który – przynajmniej dla mnie – opowiada historię na tyle uniwersalną, a do tego przedstawioną w tak oryginalny sposób, że można oglądać go niezależnie od kalendarza liturgicznego.
    Jest nim rockopera „Jesus Christ Superstar” w reżyserii Normana Jewisona. Nie można jednakże pisać o niej bez pewnego rysu historycznego. Wszystko zaczęło się od musicalu wystawianego na West Endzie w latach 70. pod tym samym tytułem. Za jego wykonanie odpowiadał niebyle kto, gdyż sam Andrew Lloyd Webber – twórca muzyki do jednych z najbardziej kasowych musicali wszechczasów – „Kotów”, „Evity” czy „Upiora w operze”. W wersji teatralnej rolę Jezusa Chrystusa grał Ian Gillan, wokalista Deep Purple. Po ogromnym sukcesie na scenie przeniesienie musicalu do świata filmu było więc kwestią czasu. Reżyserią zajął się Norman Jewison, który wcześniej zasłynął wspaniałą ekranizacją „Skrzypka na dachu”. Wszystko wskazywało na to, iż będzie to hit – i takim też film się stał.
I jest nim do dziś.
    Pustynia, żar słońca, w tle góry i ruiny. Nagle na horyzoncie pojawia się autokar. Staje pomiędzy kamieniami, które kiedyś musiały być wspaniałą świątynią. Wyskakuje z niego grono roztańczonych ludzi. Mają pełno kolorowych strojów, różnorodnych rekwizytów – broń palną, włócznie, trony, drewniany krzyż. Rozkładają dekoracje, niektórzy już odchodzą na miejsca, w których mają grać. Z tłumu jednak wyłania się jeden aktor, którego wszyscy otaczają i ubierają w prostą tunikę. Jego umęczona, ale pełna miłości twarz spogląda na wszystkich. To Jezus. Ale jest ktoś, kto oddala się dość szybko i patrzy na innych
z niepewnością. To Judasz, który wciąż ma wątpliwości, czy Ten, któremu tak wierzy, naprawdę działa słusznie.
    „Jesus Christ Superstar”, jak wspomniałem na początku, jest rockoperą, lecz opowiada jedynie o ostatnich dniach z życia Jezusa Chrystusa. Widz zostaje rzucony w sam środek tej akcji. Jednakże to nie postać Jezusa zostaje wyeksponowana na pierwszy plan, choć wiadomo iż jest On najważniejszym bohaterem tej historii. Dużą część akcji poznajemy z perspektywy Judasza, wspaniale zagranego przez czarnoskórego aktora Carla Andersona. To jego rozterki napędzają akcję, to on wciąż pyta Jezusa, czy to, co robi, ma sens. Decyzje podejmuje
z wielkim trudem, a jego niepewność tworzy postać nie negatywną, ale tragiczną. Postępowanie Judasza staje się w pewien sposób odzwierciedleniem działań wszystkich bohaterów. Każdy z nich działa z dozą niepewności, męczy się z podejmowaniem decyzji. Piotr tak broniący Chrystusa w Ogrodzie Oliwnym pyta Go, czy może nie powinni zacząć wszystkiego od początku. Szymon Zelota mówi, żeby sprzeciwić się Rzymianom
i wykorzystać tłum, który pójdzie za Jezusem. Maria Magdalena, choć darzy Chrystusa wielkim uczuciem, nie wie jak ma się wobec Niego zachować. Piłat wciąż wzbrania się od podjęcia ostatecznej decyzji o losie Jezusa. Nawet sam Chrystus, choć świadom wszystkiego co go czeka, w czasie modlitwy w Getsemani mówi do Boga: „Zabierz mnie, zanim zmienię zdanie”.
    Wszystkie te znane z Pisma Świętego wydarzenia ukazane są jak przystało na rockoperę w formie piosenek. Lata 70. w Ameryce były już zakończeniem ery dzieci-kwiatów, lecz film ten jest utrzymany jeszcze w tej atmosferze. Nie zmienia to faktu, że mamy do czynienia z przepięknymi pieśniami zachowanymi w bardzo różnorodnym klimacie – utwory rockowe przeplatane są z piosenkami jak z operetki. Jednakże choć wspaniałe muzycznie mają pełne wartości i liryzmu słowa. Zachwyca to, iż z tych kilku rozdziałów Biblii ułożono tak bogate treściowo i muzycznie libretto. Co ciekawe, cytat użyty w tytule recenzji pochodzi z piosenki „Ostatnia wieczerza”, która do dziś śpiewana jest na oazach pod tytułem „Wszystkie moje troski i kłopoty”.
    Podczas oglądania zwraca się również uwagę na bardzo oryginalną scenografię
i rekwizyty. Choć akcja dzieje się na pustyni i w starożytnych ruinach, to rzymscy żołnierze noszą karabiny maszynowe, Herod pływa w basenie, a w świątyni jerozolimskiej (którą demoluje Chrystus) można kupić wszystko – pocztówki, okulary, narkotyki. Jednak taka wizja nie przeszkadza w odbiorze, wręcz przeciwnie – buduje realny świat, bardziej przemawiający do widza w takiej interpretacji.
    „Jesus Christ Superstar” jest jak dla mnie filmem wyjątkowym. Oglądam go co najmniej raz w roku – zawsze przed Wielkanocą. Mój tata opowiadał mi, jak kiedyś na kasecie zdobył kopię musicalu bez napisów, więc w czasie seansów, które organizował dla studentów, czytał tłumaczenie do mikrofonu. Dziś oglądanie tego filmu jest już dla nas małą tradycją.
    Warto sięgnąć po to dzieło również dla ostatniej bardzo symbolicznej sceny. Wszyscy składają sprzęt i wsiadają z powrotem do autobusu. Jednak jednego aktora brakuje. Judasz spogląda ze schodów samochodu za siebie i widzi na horyzoncie stojący krzyż, a obok niego pasterza pasącego owce. Jest to jedna z najpiękniejszych scen jakie widziałem w kinie. Polecam ten film nawet jeśli nie lubisz musicali, ponieważ historia w nim zawarta godna jest zobaczenia w tak ciekawej interpretacji.

Szymon Hołownia, Marcin Prokop – „Bóg, kasa i rock’n’roll”

Czy o sprawach najważniejszych w naszym życiu mają prawo dyskutować tylko wielcy uczeni filozofowie? Na pewno nie! Dowiedli tego znani wszystkim, niezwykle zabawni prowadzący największego show w Polsce – „Mam talent” – Szymon Hołownia i Marcin Prokop. W swojej książce „Bóg, kasa i rock’n’roll” poruszają najważniejsze, ich zdaniem, tematy dotyczące religii i showbiznesu. Książka ma charakter luźnej rozmowy, w której panowie konfrontują swoje poglądy, szukają kompromisu, a jednocześnie próbują dowieść słuszności własnego zdania.
Droga do Boga każdego z nich była bardzo różna, o czym sami opowiadają. Szymon Hołownia, zakochany w Bogu i Kościele, od dziecka fascynował się tematami wiary i życiem duchowym. Opowiada o tym, jak wstępował do zakonu, jakie są jego doświadczenia z modlitwą, jak przełożyć prawdy ewangeliczne na dzisiejszy świat. Marcin Prokop wciąż poszukuje Boga, twierdzi, że chce wierzyć, lecz nigdy nie udało mu się doświadczyć Jego obecności. Podważa Słowo Boże i krytycznym okiem patrzy na Kościół. Jest to bardzo interesująca rozmowa, która pokazuje nam dwa, całkiem odmienne, spojrzenia na jeden temat. Uczy nas, jak bronić prawd wiary przez bardzo konkretne argumenty, nie dając się przy tym ponieść emocjom. Myślę, że przydatną wiedzą, płynącą z tej książki jest to, jak Kościół jest odbierany na zewnątrz, co ludzi może do niego przyciągać, a co tak po ludzku odpycha.
Wśród wielu teologicznych tematów są takie bardzo podstawowe, jak istnienie Boga, sens stworzenia świata i życia ludzkiego, wartość modlitwy, czy Boży plan zbawienia. Szymon Hołownia w bardzo przystępny sposób interpretuje słowa Jezusa, stara się wytłumaczyć poszczególne fragmenty Pisma Św., dogmaty, odpowiadając na trudne pytania kolegi. Wszystko opiera na przykładach z własnych doświadczeń, jak i spotkanych ludzi oraz świętych, którymi się inspiruje.
Drugim ważnym tematem tej książki jest świat showbiznesu. Marcin Prokop stara się znaleźć w nim elementy, które mogą zastąpić religię ludziom nie znającym, bądź odrzucającym Boga. Każdy człowiek potrzebuje jakiegoś wzorca, autorytetu. Często stają się nimi znane gwiazdy, wielcy ludzie. Kopiujemy ich życie, upodabniamy się do nich. I tak dla jednych idolem może być Chrystus, dla innych ulubiona postać z MTV. Niezbędne jest również poczucie wspólnoty, tożsamości, współodczuwania z innymi. Jeśli ktoś nie znajdzie tego w Kościele, będzie szukał poza nim, wchodząc w złe towarzystwo, środowiska, które bardziej niszczą, niż zaspokajają ludzkie potrzeby akceptacji i przynależności. Wreszcie bogiem dla wielu mogą stać się pieniądze, luksus, chęć posiadania dla samego posiadania. W tym wypadku obaj panowie zgadzają się, że bogatym jest ten człowiek, który swoim bogactwem potrafi dzielić się z potrzebującymi. Wszystko przecież można wykorzystać w dobry lub zły sposób, można sprawić, by świat chociaż trochę był lepszy albo zaspokajać wyłącznie własne żądze.
Do przeczytania książki zachęca zdecydowanie ciekawa forma, wiele barwnych opowieści, jak i sami autorzy, którzy mimo wielu różnic tworzą, moim zdaniem, najlepszy duet polskiej telewizji. Miłej lektury!

Góra Karola i Dom Maryi

18 godzin podróży: wolno po Polsce i z umiarem (czyli 160 km/h) po Niemczech i dotarłyśmy do Carlsbergu. Miejscowość, jak sama nazwa wskazuje, to Góra Karola otoczona przepiękną leśną scenerią Nadreńskiego Pallatynu oraz słynną Deutsche Weinstrasse – krainą winnej latorośli. Choć nazwana na cześć jakiegoś władcy, tak My czułyśmy, że pieczę nad tym miejscem sprawuje inny „Karol”. To tu przed laty  w przeddzień Uroczystości Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej (25.08.1956) ośrodek Polskości został nazwany ku Czci NIEPOKALANEJ DZIEWICY „MARIANUM”  oddany jako wotum narodowe KRÓLOWEJ POLSKI – JASNOGÓRSKIEJ PANI. Od 25.03.1982 roku „MARIANUM” pracuje jako Międzynarodowe Centrum Ewangelizacji Światło-Życie. To miejsce spotkań Polonii  z całej Europy (m.in. Francja, Belgia, Anglia, Niemcy)  wciąż jest „Małą Polską” i „Domem” do którego z chęcią się wraca. W tym miejscu modlił się, pracował i zmarł Sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki (1982-1987). Czas tam jakby się zatrzymał – drzewa szumią, tak samo i meble w pokoju wciąż stoją na tym samym miejscu. Wszystko przeniknięte na wskroś duchem oazowym: witraż Chrystusa Sługi, Wieczernik, figura Niepokalanej, Źródełko i napis na skrzynce pocztowej jednego z pobliskich domów „Wer Jesus hat, hat das Leben” (Kto ma Jezusa, ma życie). Wspólnota która tu się gromadzi to ludzie różnych pokoleń: dorośli, którzy z różnych powodów (politycznych, materialnych, rodzinnych) opuścili ojczyznę; młodzież –studiująca, pracująca w Niemczech, ale z korzeniami Polskości; dzieci wychowywane w Duchu Polskim choć w kraju niemieckim. Spotykają się tu, by odnowić i umocnić duchowo nie tylko swoją wiarę, ale również tęsknotę „do kraju tego, gdzie kruszynę chleba podnoszą z ziemi przez uszanowanie dla darów Nieba”. Z ich perspektywy Polska wydaje się całkiem inna: polityka porównywana jest do Chin, często pada hasło zdradek i wyrzut o braku opieki nad  ponad 300 tys. Polonią w Niemczech, która nie ma statusu Mniejszości Narodowej. Tu w sposób szczególny dotykają słowa „Ojczyzną Jezusa jest człowiek”. I jak nam było tęsknić za ojczyzną przez te kilka dni, tak Jezus tęskni za tym, by na dobre zamieszkać w Naszym Sercu. Rekolekcje Noworoczne, które tam przeżywałyśmy były pod hasłem „Słowo Boże”. Nie tylko podczas Eucharystii, ale i w każdym momencie dnia staraliśmy się odkrywać i spożywać Pismo Święte. Rozważaliśmy czym jest dla nas Tajemnica Wcielenia, jak Słowo Boże wpływa na Nasze życie, czym jest i gdzie jest Słowo Boże. Łączyła nas wspólna modlitwa Brewiażem, Koronką do Bożego Miłosierdzia czy  Różańcem – w co najwyżej 4 językach. Wspólne kolędowanie pełne radości i nadziei, ale i zaskoczeń. Bo kto z Nas zna kolędę o łabędziu czy cielątku... Mnóstwo rozmów po polsku, niemiecku, angielsku, gdzie co jakiś czas pojawiało się „nicht verstehen“ albo „ja, ja“.  Trochę nie w planie, ale ku wielkiej radości udało nam się zwiedzić Kaiserslautern i dumać nad architekturą kościołów i budynków miejskich. Dla Wszystkich punktem kulminacyjnym stało się przejście ze starego roku do nowego. Podziękowanie za to, co było dobre i przeproszenie Boga za to, co było złe w starym roku, oraz zawierzenie Mu całego nowego roku. Była również zabawa Sylwestrowa jakiej na pewno jeszcze tam nie było – bo Stasiu, Waka Waka, czy nowa Bora Bora to hity, których nie usłyszy się w radiu Niemieckim. Bawiłyśmy też innymi radomskimi hitami co jakiś czas wietrząc chustą klanzy rozgrzany tłum. Żal było odjeżdżać. Dziwne uczucie miotało się w Nas: jechać z domu do domu. Przyjeżdżajcie do Carlsberga! Każdy może tutaj znaleźć spokój, ciszę i inspirację do głębszej refleksji, odnowić i umocnić duchowo w oazie siebie, swoje dzieci, rodzinę – przez odkrycie i przeżycie wartości wiary w przyjaznej atmosferze i wspólnocie z podobnie myślącymi i czującymi.

Noworoczna Oaza Modlitwy

Grudzień, a śniegu brak. Bałwana też, ale to nie powstrzymało naszych oazowiczów od przybycia na rekolekcje do Dąbrówki połączonych z Balem Sylwestrowym.
W piątek, gdy dotarli już nasi wygłodniali uczestnicy, udaliśmy się na wspólny posiłek, gdzie ks. Grzegorz Lipiec wraz z s. Anną Baćmagą przywitali nas jak zawsze ciepłymi słowami. Następnie w ramach wieczorka poważnego obejrzeliśmy pantomimę przygotowaną przez naszych animatorów, która była jednocześnie wprowadzeniem nas w temat tych rekolekcji. Była to WIARA KONSEKWENTNA. Pantomima przedstawiała wielu ludzi, którzy mieli wyrzuty do Boga o to, że ich życie nie wygląda tak, jakby tego chcieli.
Na wieczorku tym mogliśmy także obejrzeć film pt. „Otwórz oczy”. Opowiadał on o młodej dziewczynie, którą spotkało wiele przykrości: nie zaliczyła egzaminu, chłopak ją zdradził a najbliższa osoba, którą był jej tata, zlekceważył jej prośbę o pomoc. Kiedy nie wiedziała co robić, próbowała szukać pomocy u innych ludzi, którzy także ją zignorowali. Dziewczyna powoli zaczęła się poddawać, lecz w niespodziewanym momencie, w prostym czynie, jakim było rzucenie piłki przez dziecko, znalazła wyjście z sytuacji. Zrozumiała, że zaniedbała swoją wiarę. Była tak samo zakurzona jak obrazek Pana Jezusa w jej szufladzie. Wiedziała, że jeśli tylko uwierzy w siebie i zaufa Panu, to wszystko się ułoży.
Na koniec dnia zadbaliśmy o nasze dusze – wspólnie przeżyliśmy upragnioną Eucharystię. W trakcie kazania usłyszeliśmy kilka słów o Wierze Konsekwentnej (asertywność, obrona wiary, wymagania, ofiarowanie cierpień Bogu), że już teraz pracujemy na to, jacy będziemy w przyszłości i jak będzie wyglądało nasze życie.
    Sobota – dzień wypełniony wrażeniami i bogaty w treści. Rozpoczęliśmy wczesną pobudką oraz jutrznią, podczas której przybliżono nam postać ks. Franciszka Blachnickiego jako przykład człowieka wiary konsekwentnej.
Na pierwszym z dwóch spotkań w grupach dyskutowaliśmy na temat wiary, aby później móc rozmawiać na temat wiary konsekwentnej. Zastanawialiśmy się także nad takimi określeniami jak: człowiek wierzący niepraktykujący, ateiści oraz ludzie wierzący po prostu.
Naszym punktem centralnym dnia była wspólna Eucharystia.
Drugie, popołudniowe spotkania opierały się głównie na wierze konsekwentnej. Zrozumieliśmy, że gdy bezgranicznie będziemy ufać Panu Bogu, będzie nam to wynagrodzone w najbardziej nieoczekiwanym momencie.
    Tuż po spotkaniu rozpoczęły się przygotowania do balu... Panowie zadbali o to, aby sala nabrała klimatu, natomiast Panie zadbały o swój wizerunek i kreacje.  Gdy już wszystko zostało przygotowane, zgromadziliśmy się w kaplicy na wyjątkowym nabożeństwie, gdzie podczas adoracji Najświętszego Sakramentu mogliśmy podziękować za miniony roku.
    Zabawę sylwestrową z pełną klasą poprowadzili: Marta Mazur oraz Piotr Krzysztoszek. Ciągle płonący parkiet był sprawą DJ Pawson’a – Pawła Kucharskiego. Bal otworzył wspólny taniec wszystkich oazowiczów. Widząc uśmiechnięte twarze naszych uczestników, mogę stwierdzić, iż bal był udany.
Tuż przed dwunastym uderzeniem zegara tradycyjnie udaliśmy się na wystrzałowy pokaz fajerwerków który przywitał Nowy Rok! Przy pięknych rozbłyskach życzyliśmy sobie wszystkiego co najlepsze. Bezpośrednio po pokazie udaliśmy się na eucharystię, gdzie mogliśmy się spotkać z Panem i świętować Nowy Rok. Przewodniczył jej nasz gość ks. Albert Warso.
    Po zakończonej Uczcie Pańskiej, powróciliśmy na parkiet, aby kontynuować naszą (co prawda nie szampańską) zabawę. Jeśli chodzi o parę Królewską: Królem Balu został a. Paweł Malewicz, natomiast Królową... niespodziewanie ja :) Ci, którym sen nie służył pozostali na parkiecie aż do 6 rano!!!
    Uważam, że ta miniona Oaza Modlitwy była szczególna. Jestem szczęśliwa, że mogłam tam być. Wiem, że ta oaza zapadnie głęboko w mojej pamięci.

Święto patronalne Domowego Kościoła

30 grudnia 2011 obchodząc uroczyście święto patronalne Domowego Kościoła, rodziny należące do Ruchu Światło-Życie spotkały się już trzeci raz na uroczystej Mszy św. w Kościele pod wezwaniem Świętej Rodziny w Radomiu. Zgromadzeniu przewodniczył ks. biskup Stefan Siczek, który modlił się o dar świętego życia dla naszych rodzin. W koncelebrze byli m.in. moderator diecezjalny Domowego Kościoła – ks. Maciej Korczyński, ks. Marek Fituch, ks. Piotr Turzyński. Byli obecni odpowiedzialni za Domowy Kościół w naszej diecezji: Anna i Marek Kwiatkowscy, wiele par animatorskich i członków Domowego Kościoła oraz parafianie.

W homilii ks. biskup powiedział, że każdy z nas ma takie miejsce, gdzie wszystko się zaczęło, a zaczęło się w rodzinie. To, że Chrystus przyszedł na świat jako dziecko w rodzinie, jest największą promocją rodziny. To rodzice przekazują zasady życia i postępowania. Według badań mają trzy razy większy wpływ na wychowanie niż Kościół. Może właśnie dlatego obecnie próbuje się zniszczyć rodzinę m.in. poprzez wypaczone pojmowanie małżeństwa, podejście do dziecka poczętego. Wobec ataków na rodzinę, małżeństwo, Kościół wskazuje na przykład Świętej Rodziny z Nazaretu, kieruje nasze myśli na godność i świętość życia rodzinnego, musimy uczyć się tej godności i świętości. Biskup przypomniał o dwóch przypadkach błogosławionych par małżeńskich. Każdego roku na święto Świętej Rodziny biskupi przygotowują list pasterski, w tym roku mówi on o tym, że Kościół jest naszym domem. W domu się mieszka, dorasta.

DOM :
D -  jak dobroć, jak chleb,
O – ofiara, bez ofiary nie będzie świętości,
M – modlitwa, dialog z Bogiem (mówienie i słuchanie).

Zostaliśmy zachęceni do tego, byśmy uczyli nasze dzieci nie tylko mówić do Boga, ale i słuchać, byśmy byli wrażliwi nie tylko na dobro dzieci, ale i ludzi starszych. Potrzeba ofiarnej miłości, bo tylko wtedy rodzina może się rozwijać. Musimy troszczyć się o modlitwę w rodzinie, wspólnie odmawiać różaniec, śpiewać kolędy, bo rodzina bez Boga sama siebie zdradza. Boże Narodzenie jest świętem przyszłości, otwartych drzwi. Nie ograniczajmy Bożego Narodzenia do jednego dnia, ale przez cały rok troszczmy się, aby Bóg był między nami.

Bo co nas czeka? Europa ducha czy pustynia duchowa?

Adresy ośrodków

Bank Modlitwy

Czeka Nas Droga

W sieci