Pobierz całą gazetkę tutaj

O katolickiej Wspólnocie Świętego Dobrego Łotra w Radomiu

 

 

O katolickiej Wspólnocie Świętego Dobrego Łotra w Radomiu z Michałem Popielem rozmawia Paweł Salach.

 

Michał Popiel magister teologii UKSW, lider Wspólnoty Św. Dobrego Łotra, współzałożyciel i członek kabaretu „Po prostu kabaret”.

 

P.S.: Jesteś liderem radomskiej wspólnoty. Co to za wspólnota?

M.P.: Wspólnota istnieje od 4 lat i nosi nazwę Wspólnoty Modlitwy i Ewangelizacji Św. Dobrego Łotra w Radomiu. Naszymi duszpasterzami są ks. Sławomir Płusa
i ks. Radosław Kacprzak. Jak sama nazwa wskazuje jesteśmy wspólnotą modlitewną, której głównym działaniem jest ewangelizacja. Charyzmatem naszej wspólnoty jest głoszenie Dobrej Nowiny o Zbawieniu każdemu człowiekowi, niezależnie od wieku, środowiska
i sytuacji, w jakiej się znajduje. Nasz patron św. Dobry Łotr jest przykładem na to, że Bóg nigdy nie zrezygnuje z człowieka, nawet jeśli jest bardzo poraniony przez grzech, dlatego właśnie pragniemy głosić Królestwo Boże wszędzie i każdemu. Opieramy się na dwóch skrzydłach, które stanowią narzędzia do realizacji naszego charyzmatu. Pierwszym skrzydłem jest modlitwa, czyli wejście w relację z Żywym Bogiem zarówno we wspólnocie jak i indywidualnie. Drugie skrzydło to ewangelizacja, czyli głoszenie Dobrej Nowiny o Zbawieniu. Te dwa skrzydła: modlitwa i ewangelizacja odczytaliśmy jako nasz charyzmat i w tych kierunkach prowadzimy nasze działania. M. in. na szczeblu diecezjalnym prowadzimy coroczną akcję ewangelizacyjną „Zielona Niedziela” w Uroczystość Zesłania Ducha Świętego. Jest to ewangelizacja uliczna. Zazwyczaj towarzyszy jej koncert. W tym roku w Radomiu odbędzie się trzecia „Zielona Niedziela”. Podejmujemy również stałe posługi modlitwy wstawienniczej, modlitwy z posługą uzdrowienia oraz modlitwy
o uwolnienie z posługą egzorcysty. Na zaproszenie duszpasterzy prowadzimy także rekolekcje ewangelizacyjne dla szkół, wspólnot i parafii. Widząc potrzebę głoszenia Dobrej Nowiny w rzeczywistości wirtualnej, powołaliśmy do działania portal ewangelizacyjny www.dobrylotr.pl. Konkretne działania realizujemy w ramach diakonii, które powstają
w zależności od potrzeb i możliwości.

 

P.S.: Powiedziałeś, że wspólnota liczy już sobie cztery lata. Można zauważyć, że prężnie działa, rozwija się i podejmuje konkretne działania w Radomiu. Powiedz, jak powstała ta wspólnota. Od czego się to wszystko zaczęło?

 

M.P.: Zaczęło się wszystko w Duszpasterstwie Akademickim przy ul. Górniczej, kiedy to duszpasterzem akademickim był ks. dr Sławomir Płusa. Tam też rozpoczęły się tzw. Kursy Alfa. Są to kursy ewangelizacyjne przedstawiające podstawowe prawdy wiary chrześcijańskiej, skierowane do wszystkich, nawet do osób niewierzących. Na te kursy przychodziło bardzo dużo osób. Ja też brałem udział w takim kursie. I właśnie na bazie Kursów Alfa powstała nasza wspólnota. Po prostu zapragnęliśmy czegoś więcej, chcieliśmy dalej się formować. W ten sposób od 2005 roku zaczęliśmy spotykać się na modlitwie. Natomiast 2 lutego 2007 roku na Mszy św. oddaliśmy się Panu Bogu jako wspólnota
i powierzyliśmy to dzieło Jemu. Właśnie ta data jest uznawana jako data powstania naszej wspólnoty.

 

P.S.: Wspólnotę Świętego Dobrego Łotra myli się często z Odnową w Duchu Świętym, jednak jesteście innymi wspólnotami. Co więc Was różni?

 

M.P.: Zasadniczo każda wspólnota powinna być ewangelizująca i każda powinna być charyzmatyczna. Duch Święty powinien działać w każdej wspólnocie chrześcijańskiej. Jeśli nazywamy się wspólnotą chrześcijańską, to prosimy o to, żeby Duch Święty tworzył ją
z nami. Wspólnota ma na celu pomagać człowiekowi w drodze do Boga. Dlatego myślę, że zarówno Odnowę w Duchu Świętym, jak i naszą wspólnotę oraz wiele innych ruchów
i wspólnot w Kościele można w zasadzie nazwać charyzmatycznymi, ponieważ prowadzą one do odnowy życia człowieka. Ja nie wyobrażam sobie Odnowy Kościoła bez odnowy duchowej Jego członków. Stąd tak wiele mamy wspólnego z Odnową w Duchu Świętym. Natomiast, co nas różni? Mamy po prostu trochę inną formację. Kościół, odczytując znaki czasu, wzywa dziś do Nowej Ewangelizacji – nowej w środkach, nowej w formie i nowej
w metodach. Dlatego jako strukturę naszej wspólnoty przyjęliśmy realizację programu kursów ewangelizacyjnych w ramach Szkół Nowej Ewangelizacji. Szukamy także nowych form i środków dla dzieła ewangelizacji, by każdy miał szansę usłyszeć Dobrą Nowinę o Zbawieniu w Chrystusie. Mamy też nadzieję, że w przyszłości uda nam się założyć
w Radomiu Szkołę Nowej Ewangelizacji. Reasumując, myślę, że mamy troszkę inne narzędzia do ewangelizacji niż Odnowa, którymi pragniemy służyć różnym grupom, wspólnotom, ruchom w Kościele.

 

P.S.: A więc jesteście bardziej wspólnotą lokalną, która powstała w Radomiu, a nie ruchem jak Odnowa?

 

M.P.: Tak. Przede wszystkim nie jesteśmy ruchem. Jesteśmy po prostu wspólnotą modlitwy
i ewangelizacji. Spotykamy się co tydzień na modlitwie i uwielbieniu Pana Boga. Spotkania wspólnoty odbywają się w każdy wtorek w ośrodku Duszpasterstwa Akademickiego przy ul. Prusa 6. Zaczynamy Eucharystią o godzinie 18:15, potem jest spotkanie modlitewne otwarte dla wszystkich. Każdy może w tej części wziąć udział, natomiast później jest część formacyjna, gdzie spotykamy się w konkretnych grupach. Zapraszamy wszystkich, niezależnie od wieku czy stanu, którzy w jakikolwiek sposób chcą włączyć się
w działalność naszej wspólnoty. Więcej informacji o wspólnocie na stronie: www.wspolnota.dobrylotr.pl.

 

P.S.: To Duch Święty jest spoiwem powstawania takich wspólnot. Jaki jest ich cel?

 

M.P.: Oczywiście, Duch Święty wlewa w nasze serca pragnienie wspólnoty i to On sam ją stwarza. My nieustannie pytamy Ducha Świętego o Jego plan wobec nas. A jeśli pytasz Boga, to On odpowiada na różne sposoby. Jeśli chodzi o cel, to jak już było powiedziane, celem wspólnoty jest pomoc człowiekowi w szukaniu i odnajdywaniu Boga oraz budowaniu właściwej relacji z Nim. Dzisiaj w świecie ludzie są bardzo zagubieni i poranieni, bo swoje pragnienie Boga często zastępują wieloma substytutami, które w efekcie okazują się pustymi niewypałami. Dlatego tak ważne jest docieranie do tych ludzi z Ewangelią, głoszoną na nowy sposób, tak by zaczęli oni nowe życie z Bogiem. To jest też cel programu duszpasterskiego Szkół Nowej Ewangelizacji, o którym już mówiłem. Stąd idealne byłoby stworzenie przy każdej parafii środowiska ewangelizacyjne. Mam też nadzieję, że owocem naszej współpracy
z Duchem Świętym, będzie powstawanie wspólnot podobnych do naszej.

 

P.S.: Czy możesz podzielić się swoim doświadczeniem? Co daje Ci wspólnota?

 

M.P.: Moje bycie i działanie we wspólnocie odczytuję jako powołanie, jako misję, którą Jezus mi wyznaczył. To jest miejsce, gdzie mogę dawać coś od siebie, dzielić się swoimi talentami oraz miejsce gdzie mogę brać, to czego w danym momencie potrzebuję. Jest to dla mnie również miejsce wzrostu w wierze i rozwoju duchowego, chociażby poprzez codzienną formację. Oczywiście jak w każdej ludzkiej wspólnocie nie jest idealnie, ale na błędach możemy się bardzo wiele nauczyć. Dlatego dla mnie wspólnota jest w pewnym sensie szkołą życia w relacji z drugim człowiekiem i dostrzegania w nim Chrystusa.

 

P.S.: Nie jesteśmy samotnymi wyspami. Nie jesteśmy powołani do świętości w pojedynkę, ale jako wspólnota. Kościół to wspólnota ludzi wierzących. Można powiedzieć, że Kościół to wspólnota wspólnot.

 

Tak. To jest definicja soborowa Kościoła. Wspólnoty dynamizują Kościół. Są jakby Jego motorem napędowym. Zauważmy, że szczególnie w większych parafiach jest kilka wspólnot, które składają się na całą parafię. Tak samo jest w całym Kościele. Jesteśmy różnymi kościołami lokalnymi, ale składamy się na jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół. Tutaj bardzo ważne jest też otwarcie się wspólnot na wzajemną współpracę w misji Kościoła, wówczas tylko wtedy będą one spełniać swoje zadanie.

 

 

„Nie mogę śpiewać, bo mam gardło…”

Oto niezapomniany i ciągle chyba funkcjonujący ulubiony tekst scholi z mojej rodzinnej parafii. Dla wyjaśnienia – była to najlepsza wymówka, aby nie zaśpiewać głośniej, wyraźniej lub aby tylko nie wykonać Psalmu – „mam gardło”. Jakie gardło? Oczywiście domyślamy się, że chodzi o niedomogę w wydobywaniu z gardła dźwięku. Jednak nie wszyscy pamiętają, a niektórzy nawet nie wiedzą, że głos niekoniecznie musi wydobywać się z gardła – niespodzianka!

           

            Za wydobywanie dźwięku, – od razu zaznaczmy – piękniejszego i dźwięczniejszego – odpowiada przepona. To taki mięsień oddzielający klatkę piersiową od jamy brzusznej. Jest on szczególnie aktywny kiedy się śmiejemy (sprawdź sam) lub – co chyba rzadsze – gdy udajemy sapiące pieski. Dobrze wyćwiczona przepona pozwala nabrać tak dużo powietrza, by rozszerzały nam się na boki żeber. W żadnym wypadku nie chodzi o napowietrzanie się, podnoszenie ramion i wypinanie „klaty”. Przepona pomaga regulować intonację dźwięku jaki powstaje przy drżeniu naszych strun głosowych. Dysponujemy niestety tylko jednym kompletem takich strun. Dlaczego niestety? Podobno mnisi tybetańscy potrafią używać jednocześnie dwóch kompletów swoich strun głosowych. Co to było by za udogodnienie, gdybyśmy śpiewali od razu sami na 2 głosy, prawda? Póki co dbajmy jednak jak najlepiej o swój jedyny zestaw. I nie trzeba tu wspominać o noszeniu szalika w chłodne dni, czy o niezajeżdżaniu gardła zimnymi napojami. Nie polecam jednak przed jakimkolwiek śpiewem picia gazowanych napojów, a nawet jedzenia jabłek, gdyż wysuszają one gardło. Gardło powinno być nie tylko nawilżone, ale i rozgrzane – oto jak ważna jest przed śpiewaniem dobra rozgrzewka (powiemy o niej innym razem). Pamiętajmy jednak, żeby dźwięk oprzeć bardziej na podniebieniu i nosie niż na migdałkach i gardle – tak zaleca sama Natalia Niemen. W wydobywaniu z siebie głosu możemy sobie wyobrazić, że coś połykamy (tylko się nie zadławcie). Nie zapomnijcie też oczywiście, że gardło, które chce z nami współpracować to gardło wyspane i wypoczęte. Czasami używamy zbyt dużo słów, które obciążają naszą krtań. I tu zastanawiający wydaje się fakt, że to mężczyznom łatwiej przychodzi oddychanie przeponą, a jednak kobietom przypisuje się, że mają dobowy limit słów o 3 tys. większy, niż panom. Tym bardziej, drogie panie – dbajmy o swoje głosy!

 

            Wydobywanie się ludzkiego głosu jest o wiele bardziej skomplikowane niż nam się wydaje. Te kilka wskazówek ku dbaniu o głos niech wystarczy Wam na czas Triduum Paschalnego. Niech w poranek Wielkanocny z naszych serc popłynie radosne Alleluja!

 

a. muz. Otylia Brendel

Jan Paweł II a powołania

Wstęp

            Od kilkudziesięciu lat mówi się, zwłaszcza w odniesieniu do Europy Zachodniej, o kryzysie powołań kapłańskich. W rzeczywistości wyraźny – a w niektórych krajach nawet drastyczny – spadek liczby alumnów i kapłanów, nie jest wynikiem kryzysu powołań, gdyż Bóg nie przestaje wybranym przez siebie ludziom proponować powołanie do kapłaństwa czy do życia konsekrowanego, podobnie jak nie przestaje większości młodych ludzi proponować powołania do małżeństwa i rodziny. W żadnej epoce Bóg nie zapomina o człowieku! Od kilku dziesięcioleci obserwujemy zatem nie kryzys powołań, lecz kryzys osób powołanych. Obserwujemy również kryzys wielu wychowawców, począwszy od rodziców, a skończywszy na duszpasterzach, katechetach, nauczycielach, autorytetach społecznych, politykach i tych wszystkich dorosłych, którzy swoimi poglądami oraz swoją postawą wpływają na sposób myślenia, na kształtowanie sumienia, na więzi i wartości, a także na styl życia młodego pokolenia.

 

            Chrystofobiczna cywilizacja i antypowołaniowa kultura

            Im bardziej w jakimś społeczeństwie szerzy się kultura obca Ewangelii oraz im mniej chrześcijan kieruje się w codziennym życiu przyjaźnią z Jezusem i zasadami, których On naucza, tym mniej jest młodych ludzi, którzy dorastają do wielkiej miłości i świętości, a przez to tym mniej jest takich, którzy mają odwagę odkryć i zrealizować powołanie do kapłaństwa, które Bóg im proponuje. Z tych samych względów maleje liczba tych młodych ludzi, którzy dorastają do małżeństwa i którzy potrafią założyć szczęśliwe rodziny. W cywilizacji, która oddala się od zasad Ewangelii i która okazuje się coraz bardziej chrystofobiczna, rośnie natomiast liczba takich młodych, którzy czują się ludźmi bez powołania, którzy żyją z dnia na dzień, bez większych nadziei i bez większych aspiracji, którzy nie stawiają sobie pytania o to, kim są i po co żyją, którzy nie potrafią wyobrazić sobie przyszłości piękniejszej niż ta, która jest jedynie fotokopią ich często niedojrzałej teraźniejszości.

            Liczba młodych ludzi, którzy odkrywają i w sposób wierny realizują powołanie do kapłaństwa czy życia konsekrowanego, jest rodzajem termometru, który wskazuje na poziom życia chrześcijańskiego w poszczególnych parafiach, diecezjach i Kościołach lokalnych. Wszędzie tam, gdzie ludzie wierzący w Chrystusa poważnie traktują wyznawaną przez siebie wiarę, gdzie małżonkowie i rodzice poważnie traktują przyjęty sakrament małżeństwa i płynące z niego zobowiązania, gdzie ochrzczeni licznie i owocnie włączają się w dzieło nowej ewangelizacji oraz gdzie księża i osoby konsekrowane dają czytelne świadectwo wierności Jezusowi i Jego Ewangelii, rośnie albo pozostaje na podobnym poziomie liczba młodych ludzi, którzy decydują się na wstąpienie do diecezjalnych seminariów duchownych czy do zakonnych domów formacyjnych.

 

            Jan Paweł II i powołania w Polsce

            Przełom drugiego i trzeciego tysiąclecia chrześcijaństwa to w Europie czas poważnego kryzysu kultury, wartości i więzi. To także czas kryzysu wychowania, ideałów i aspiracji, a w konsekwencji to czas kryzysu człowieka, a zwłaszcza młodych ludzi, którzy stawiają sobie coraz mniejsze wymagania i którzy proponują sobie coraz bardziej przyziemne cele. I właśnie ta coraz bardziej zlaicyzowana i negująca swe chrześcijańskie korzenie Europa końca XX wieku otrzymała od Boga dar niezwykłego świadka Chrystusa, jakim okazał się ksiądz, biskup, kardynał i papież – Karol Wojtyła. W sposób szczególny Sługa Boży Jan Paweł II promieniował swoim świadectwem i swoją modlitwą na Kościół w Polsce i na swoich rodaków. Jednym z owoców jego posługi Piotra naszych czasów – był ogromny wpływ na młode pokolenie Polaków, w tym także na osoby powołane do kapłaństwa czy życia konsekrowanego. Już jako ksiądz i biskup Karol Wojtyła szczególnie mocno oddziaływał na młodzież i studentów, a jako Papież fascynował wręcz miliony młodych ludzi na różnych kontynentach. Jego wpływ na młode pokolenie Polaków okazał się tak wielki, że setki tysięcy młodych ludzi w naszej Ojczyźnie uznało siebie za pokolenie JP II.

            Jan Paweł II stał się szczególnym wzorem i natchnieniem dla tych młodych ludzi, którzy odkrywają w sobie powołanie do kapłaństwa. O bardzo znaczącym wpływie Jana Pawła II na sytuację powołaniową w Polsce świadczy wymowa liczb. Za jego pontyfikatu liczba alumnów w Polsce osiągnęła nigdy przedtem nie notowany, rekordowy poziom. Popatrzmy najpierw na liczby w odniesieniu do całej Europy, gdyż Papież z Polski stał się umocnieniem na drodze powołaniowej dla wielu młodych Europejczyków. Otóż przed rozpoczęciem pontyfikatu Jana Pawła II, a zatem w roku 1978, było na naszym Kontynencie 23 915 alumnów w seminariach diecezjalnych i zakonnych. Po dziesięciu latach posługi Papieża z Polski liczba ta zwiększyła się do 30 581, a więc niemal o 30 procent. Wpływ Jana Pawła II na sytuację powołaniową w Polsce jest w świetle liczb jeszcze bardziej znamienny. Otóż w roku 1978, a zatem w roku poprzedzającym wybór Kardynała z Krakowa na Piotra naszych czasów, było w naszej Ojczyźnie łącznie 5327 alumnów diecezjalnych i zakonnych, a w roku 1980 – czyli w rok po wyborze Jana Pawła – już 6101 kandydatów do kapłaństwa. W kolejnych latach liczba alumnów w Polsce rosła regularnie, by w roku 1988, czyli po dziesięciu latach posługi Papieża-Polaka, osiągnąć rekordowy poziom – 8457 kleryków diecezjalnych i zakonnych.

            W kolejnych latach zaczęliśmy się jakby stopniowo „przyzwyczajać” do obecności i świadectwa Papieża z Polski. W tym czasie liczba alumnów zaczęła spadać. Dla przykładu w roku 1994 zmalała do 7180 alumnów, a w roku 2000 do 6812 alumnów. Na ten spadek miały oczywiście wpływ różne czynniki, w tym także kulturowe, gospodarcze i demograficzne. Faktem jest jednak to, że gdy Jan Paweł II zaczął zmagać się z poważną chorobą i cierpieniem, wtedy zaczęliśmy patrzeć na niego z nową uwagą i wrażliwością. Papież-Polak znowu zaczął być bardziej obecny w naszych rozmowach i w naszym codziennym życiu, gdyż teraz zdumiewał nas swoją heroiczną wytrwałością oraz nie mniej heroiczną wiernością w obliczu ciężkiej choroby, cierpienia i umierania. Papież, który z wielką odwagą i jednocześnie pokorą stwierdzał, że będzie do końca swoich dni sprawował powierzony mu urząd, gdyż Chrystus nie zszedł z krzyża – ten Papież z nową mocą zaczął inspirować młodych ludzi. Zaczęli oni przychodzić do niego, skoro on nie miał już możliwości, by ich szukać i by do nich przychodzić.

            Odnowiona więź młodych ludzi z Janem Pawłem II miała z pewnością wpływ na to, że w latach jego heroicznej wierności Chrystusowi i jego duchowej mocy w obliczu fizycznej słabości, liczba kandydatów do kapłaństwa i życia konsekrowanego znowu zaczęła w Polsce wyraźnie wzrastać. W roku 2004 wstąpiło do seminariów diecezjalnych i zakonnych 7465 kandydatów, a w roku przejścia Jana Pawła do domu Ojca oraz w kolejnym roku liczba alumnów utrzymała się na podobnym poziomie. Po roku 2006 znowu obserwujemy spadek liczby alumnów w naszej Ojczyźnie i to w sumie o kilkanaście procent – do około 6 tysięcy obecnie, a jednocześnie możemy się spodziewać tego, że beatyfikacja Papieża-Polaka okaże się kolejnym wydarzeniem, które doda młodym ludziom – mężczyznom i kobietom – odwagi w pójściu za Jezusem.

 

            Powołaniowe świadectwo Jana Pawła II

            Jan Paweł II był dla młodych ludzi – także tych powołanych do małżeństwa i rodziny – wyjątkowo wiernym i czytelnym świadkiem Chrystusa, a nie tylko nauczycielem i głosicielem Jego Ewangelii. Fascynował nastolatków. Upewniał ich o tym, że każdy z nich jest przez Boga powołany do wielkiej miłości i do świętości. Dla kandydatów do kapłaństwa stał się wzorem duchownego na nasze czasy. Jako nastolatek i student okazał się kimś wszechstronnie uzdolnionym. Miał wiele możliwych dróg życia do wyboru, a jednak zdecydował się wstąpić do seminarium. Przygotowywał się do kapłaństwa w trudnym czasie wojny, w warunkach konspiracji, podejmując związane z tym zagrożenia i ryzyko. Po święceniach odbył studia specjalistyczne w Europie Zachodniej. Wrócił wszechstronnie wykształcony i pozostał pokorny. W swej pierwszej parafii rozdawał wszystko, co miał. Od początku czynił więcej niż tylko to, co należało do jego duszpasterskich obowiązków. Formował elity chrześcijan. Również jako biskup utrzymywał bezpośredni kontakt z różnymi środowiskami: z młodzieżą, studentami, nauczycielami, naukowcami, artystami. Jako papież pozostał wśród ludzi. Promieniował radością i czułością, a jednocześnie był mężny w głoszeniu Ewangelii także wtedy, gdy ktoś do niego strzelał i niemal śmiertelnie go zranił. Jan Paweł II miał wielkie poczucie realizmu. Szczególnie kapłanom i osobom konsekrowanym przypominał o tym, że wciąż na nowo Kościół podejmuje zmaganie się z duchem tego świata, co nie jest niczym innym, jak zmaganiem się o duszę tego świata. Jeśli bowiem z jednej strony jest w nim obecna Ewangelia i ewangelizacja, to z drugiej strony jest w nim także obecna potężna antyewangelizacja, która ma też swoje środki i swoje programy i z całą determinacją przeciwstawia się Ewangelii i ewangelizacji (Przekroczyć próg nadziei, Lublin 1994, s. 96).

 

            Zakończenie

            W Niedzielę Miłosierdzia Bożego będziemy przeżywać radość beatyfikacji Jana Pawła II. Naszym zadaniem jest strzeżenie duchowego dziedzictwa, jakie zostawił nam Papież-Polak. W odniesieniu do powołań kapłańskich i zakonnych wierność ta oznacza wezwanie do chrześcijańskiego wychowania młodego pokolenia. W naszych rodzinach i parafiach mamy wychowywać dziewczęta i chłopców na dobrych i światłych chrześcijan, by mogli – jeśli takie będzie ich powołanie – stawać się dojrzałymi i kompetentnymi księżmi czy osobami konsekrowanymi, odważnymi aż do świętości i męczeństwa na miarę Jana Pawła II czy ks. Jerzego Popiełuszki. Nasz Rodak na Stolicy Piotrowej jest patronem i orędownikiem tych wszystkich, którzy kierują się Chrystusową mentalnością zwycięzcy, czyli tych, którzy w czasach dechrystianizacji i promocji zła, mają odwagę iść drogą błogosławieństwa, miłości, wolności i odpowiedzialności, czyli naśladować Chrystusa – w każdej sytuacji i za każdą cenę.

 

ks. Marek Dziewiecki

Rekolekcje Wielkopostne Diakonii Ewangelizacji

Diakonia Ewangelizacji co roku angażuje wszystkie siły i wzmacnia swoje szeregi oazowiczami, by móc jak najlepiej posługiwać na rekolekcjach przed świętami Wielkiej Nocy. W tym roku kilkudniowe działania ewangelizacyjne miały miejsce m.in. w Radomiu i Starachowicach.

 

Radom – parafia św. Stefana na Idalinie

„Przyjmij zaproszenie od Chrystusa” – to hasło, nawiązujące do funkcjonowania popularnego portalu Facebook, zachęcało z plakatów do przybycia na rekolekcje. Okazało się ono całkiem skuteczne, młodzież z parafii św. Stefana w Radomiu licznie przybyła na każdy z punktów programu. Wszystko rozpoczęło się spotkaniem z Chrystusem w Eucharystii w środowy poranek. Podczas Mszy św. i na dalszych naukach, mieliśmy okazję zweryfikować swój stosunek do Boga, drugiego człowieka i samego siebie. W ich trakcie słuchaliśmy między innymi o Zacheuszu, synu marnotrwanym, różnych obrazach Stwórcy w naszym życiu, o oddalaniu się od Jego miłości. Pochylaliśmy się także nad problemami dzisiejszej młodzieży – uzależnieniami, bezmyślnym naśladowaniem rówieśników, złym kontaktem z rodzicami, wątpliwościami w wierze. Jeszcze pierwszego dnia rekolekcji adorowaliśmy Chrystusa obecnego w Najświętszym Sakramencie. Każdy z nas miał możliwość podejścia do samego ołtarza, przez co intensywniej uświadomiliśmy sobie bliskość Boga. W czwartek, oprócz konferencji, zaplanowano modlitwy wstawiennicze. Dla wielu osób było to zupełnie nowe doświadczenie, które pomogło im w odkryciu, jak wielką moc ma modlitwa. To wzajemne powierzanie się Panu wywołało wiele wzruszeń i zachęciło do refleksji nad własnym życiem duchowym. Piątek był dniem pojednania. Po nabożeństwie pokutnym i rzetelnym rachunku sumienia przystąpiliśmy do sakramentu pokuty, natomiast popołudniu zgromadziliśmy się, aby wspólnie rozważać stacje Drogi Krzyżowej i uczestniczyć w Eucharystii kończącej rekolekcje.

W ich prowadzeniu ks. Arturowi Chruślakowi i animatorom chętnie pomagała miejscowa młodzież, biorąc udział w pantomimach i wspomagając śpiew. Podczas tych trzech dni utworzyła się wspaniała schola, która będzie dalej swoim talentem upiększać Msze św. i nabożeństwa. Myślę, że ten czas odkrył wiele nowych prawd przed młodymi na radomskim Idalinie.

„Jezu serce Twoje schronieniem mym, Panie w sercu Twoim mój dom” – jestem pewna, że te słowa „rekolekcyjnego hitu” nie przejdą bez echa, a zastępy przyparafialnych grup zasilą nowe osoby, pragnące chronić się w Chrystusowej miłości!

a. Magdalena Górska

 

 

 

Starachowice – parafia NSJ

 

Prowadzenia rekolekcji w parafii NSJ w Starachowicach podjął się ks. Marcin Dąbrowski. Wspierała go dzielnie i służyła swoją pomocą młodzież z tej parafii. Tematem przewodnim rekolekcji było „Słowo Boże i jego wpływ na życie człowieka”.

Słowo Boże zostało ukazane jako to, które przy naszym osobistym wkładzie i trudzie, może naprawdę pomóc nam wyzwolić się z nałogów i różnych namiętności. Może stać się naszym drogowskazem we współczesnym świecie, który gdzieś zatracił swoje wartości i posługując się ładnie opakowanym banałem chce „wcisnąć nam kit”.

Pismo Święte, jak powiedział rekolekcjonista, jest swoistym zbiorem opinii Pana Boga na każdy temat i tylko od nas samych zależy czy zechcemy pozwolić, aby to ono nas prowadziło. Dlatego właśnie tak ważne jest, aby każdy z nas starał się codziennie poznawać zawarte w Piśmie Świętym prawdy, by to one mogły nas wyzwalać z naszych grzechów, upadków i słabości – według ulubionego zdania z Pisma Świętego Ojca Świętego Jana Pawła II: Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli.

Czymś innowacyjnym była Droga Krzyżowa przygotowana przez młodzież. Gra świateł oraz niemy teatr zwróciły uwagę i pozwoliły raz jeszcze pochylić się nad elementami męki Jezusa, które często umykają naszej uwadze. Dzień wcześniej natomiast przeżywaliśmy Adorację Krzyża. Była ona dla nas miejscem dzielenia się z Jezusem swoimi problemami, niepowodzeniami, swoimi radościami i smutkami, cierpieniem, które mogliśmy zawierzyć właśnie Jemu, wpatrzeni w krzyż.

Każde zdanie, fragment, każda perykopa Pisma Świętego mówi i opowiada o człowieku. O jego problemach, trudnościach, ale przede wszystkim o tym jak bardzo Bóg chce być blisko każdego z nas. W każdym swoim słowie chce On nam przekazać bardzo konkretne przesłanie. Naszym natomiast zadaniem jest, z pełnym zaufaniem, wsłuchiwać się i odczytywać wolę naszego Stwórcy, który dla swoich dzieci pragnie jedynie dobra.

 

a. Dominika Zięba

Na marginesie „Listu do młodych”

Uprzywilejowany temat

 

Młodzi ludzie czuli się uprzywilejowani przy Janie Pawle II. Vittorio Messori w książce „Przekroczyć próg nadziei”, która stanowi wywiad z Papieżem-Polakiem, nazywa młodzież „uprzywilejowanym tematem serdecznego zainteresowania Papieża”. Stąd nie brakowało młodych ludzi przy Janie Pawle II przez wszystkie lata pontyfikatu. Podczas jednego ze spotkań z młodzieżą w Rzymie, przemawiała do Papieża młoda Włoszka. Z ogromnym wzruszeniem dziękowała za to, że dla młodych jest Ojcem, i łamiącym się głosem zawołała: „I to jakim Ojcem!”. W Łowiczu zaś młodzi skandowali: „Zdradź nam sekret niepojęty, jak być młodym, Ojcze Święty!”.

Byli pewni, że ich kocha i rozumie. Tak było i wcześniej. Jeszcze przed swą nominacją biskupią ks. Karol Wojtyła pracował z młodzieżą, ze studentami. Te liczne spotkania łączyły się ze wspólną modlitwą, formacją i dyskusjami. Umiał ich słuchać i czynił to chętnie. Miał dla nich czas. Wyjeżdżał z nimi w góry i nad jeziora. Popierał dzieło oazy i uczył, że „groziłaby nam pustynia, gdybyśmy nie two­rzyli oaz” (16 VIII 1972 r.). Z widoczną radością siadał z młodymi przy ognisku. Więzy zawiązane wówczas w Krakowie przetrwały dziesiątki lat, a zdobyte doświadczenie owocowało w kolejnych latach posługi: kapłańskiej, biskupiej i papieskiej.

Dzień inauguracji pontyfikatu jest w pewien sposób ukazaniem programu nowego papieża. Nie zabrakło tego dnia również słów do młodzieży i o młodzieży. Tak więc 22 października 1978 r. Jan Paweł II mówił: „Wy jesteście przyszłością świata! Wy jesteście nadzieją Kościoła! Wy jesteście moją nadzieją!”. Tej deklaracji pozostał wierny. Doświadczenie pracy z młodzieżą w Polsce, w tym oazowych spotkań, po części zaowocowało ideą Światowych Dni Młodzieży. Choć wielu wątpiło w pozytywną odpowiedź młodych, wiara Papieża przyniosła wspaniałe owoce.

Janowi Pawłowi II zależało na ludziach młodych. Prosił, by podczas każdej pielgrzymki zaplanowano spotkanie z młodzieżą. Do historii przeszły tradycyjne spotkania w oknie rezydencji arcybiskupów krakowskich. Warto przypomnieć, że zrodziły się one spontanicznie w 1979 r. Podczas tamtej pielgrzymki Papież stał na parapecie, a z tyłu przytrzymywano go, aby nie spadł…

Potrafił nawiązać z młodymi szczególny dialog. W 2000 r. w Rzymie zapraszał więc ich do „laboratorium wiary”, gdzie „spotykają się ze sobą Bóg i człowiek”. Tłumaczył: „Mówiąc «tak» Chrystusowi, mówicie «tak» wszystkim swoim najgłębszym ideałom”. Wyznawał im: „Widzę w was «stróżów poranka» czuwających o świcie trzeciego tysiąclecia” (19 VIII 2000 r.). Nie bał się jednocześnie stawiać im odważnych wymagań. Zachęcał: „Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali” (19 VI 1983 r.), bo „każdy (…) znajduje też w życiu jakieś swoje «Westerplatte»” (12 VI 1987 r.). Przestrzegał, by nie „zdezerterowali”, by nie podzielili losu młodego człowieka z przypowieści, który „odszedł zasmucony” (por. Mk 10,17-22).

Papież wyzwał ich do wielkich i ambitnych zadań. W „Liście do młodych” z 1985 r. pisał: „Nie lękajcie się Miłości, która stawia człowiekowi wymagania. Te wymagania – tak jak znajdujecie je w stałym nauczaniu Kościoła – właśnie są zdolne uczynić Waszą miłość – prawdziwą miłością”. Z kolei w Sandomierzu dopowiadał: „Odwaga wiary wiele kosztuje, ale wy nie możecie przegrać miłości!” (12 VI 1999 r.).

On liczył na młodzież. I nie zawiódł się. W Denver apelował: „Nie bójcie się iść na ulice i do miejsc, gdzie gromadzą się ludzie, aby jak apostołowie głosić Chrystusa na placach miast, osiedli i wsi. Nie czas teraz wstydzić się Ewangelii” (15 VIII 1993 r.). Podczas Światowych Dni Młodzieży w Toronto, ostatnich w których uczestniczył, wołał: „Nigdy nie zapominajcie: Chrystus was potrzebuje, aby wypełnić swój plan zbawienia! Chrystus potrzebuje waszej młodości i waszego szczerego entuzjazmu, aby Jego orędzie radości mogło rozbrzmiewać w nowym tysiącleciu. Odpowiedzcie na Jego wezwanie, oddając swoje życie na służbę waszym braciom i siostrom! Zaufajcie Chrystusowi, ponieważ On ufa wam” (25 VII 2002 r.).

Ufał im także i Papież. Swój „uprzywilejowany temat serdecznego zainteresowania” wyjaśnił w ostatnich dniach ziemskiego życia, gdy wyznał pod adresem młodych: „Szukałem was, a teraz wy przyszliście do mnie, i za to wam dziękuję…”.

Trzeba życzyć wszystkim ludziom młodym, by ich odpowiedzią było pełne entuzjazmu wołanie z 1999 r., z krakowskich Błoni: „Nie odejdziemy…”.

 

ks. Albert Warso

Dzieje się:


9.03-11.03 SA
16.03-18.03 Ewangelizacyjna OM

23.03-25.03 SA Diecezjalnego

Więcej terminów: KALENDARZ

Oazy Wakacyjne

Bank Modlitwy

Czeka Nas Droga

W sieci