Pobierz całą gazetkę tutaj

„Kod da Vinci”

Temat, który chciałabym poruszyć, budził kontrowersje ładnych parę lat temu, teraz dyskusje już ucichły, ale ostatnio byłam świadkiem sytuacji, w której poruszenie tejże kwestii wywołało burzę. Zaś ta „burza” skłoniła mnie do przemyśleń dotyczących wiary i naszego społeczeństwa. Chodzi o książkę ,,Kod da Vinci" Dana Browna.

 Mała aluzja, że książki tego typu nie powinny być publikowane, u jednych wywołało ogromne oburzenie, u innych – salwy śmiechu. Wśród wielu głosów dało się usłyszeć stwierdzenie, że „jest to książka, którą powinno się czytać jako powieść przygodową, nie jako filozoficzną”. Ok, może i jest to powieść przygodowa, ale z elementami wyszydzającymi oraz podważającymi podstawy naszej wiary. Idąc tropem powyższego stwierdzenia, można powiedzieć: „opowiadajmy kawały o krzyżu, bo to są treści humorystyczne, a nie filozoficzne”. Zupełnie bez sensu. „Takie książki powstają i nic się na to nie poradzi” - to kolejny z wielu głosów. Owszem, powstają, ale dlatego, że społeczeństwo na to pozwala. Jedna książka czy film zawierający treści antyreligijne, jeżeli wzbudzi zainteresowanie odbiorców spowoduje, że będą powstawać coraz to nowsze tego typu tytuły. Osoba, która dotrze do takich książek, a nie jest w 100% pewna swojej wiary, może zacząć jeszcze bardziej wątpić i snuć domysły typu: „A może rzeczywiście jest tak jak napisali?” Właśnie dlatego te publikacje mogą się okazać niebezpieczne.

Kościół nie zakazuje czytania tego typu książek, ale zadajmy sobie pytanie czy naprawdę musimy?
A może lepiej będzie, wziąć do ręki Pismo Święte i zacząć czytać? Co prawda trudniejsze w odbiorze, ale o ile bogatsze treści! Zachęcam każdego z Was do czytania tego, co jest naprawdę godne uwagi.

Share

„Gringo wśród Dzikich Plemion”

Wojciech Cejrowski – znany dziennikarz, podróżnik, publicysta. Czy sprawdza się w roli pisarza? Podobne myśli towarzyszyły mi, gdy wychodziłem z księgarni trzymając w rękach książkę jego autorstwa, „Gringo wśród Dzikich Plemion”. Znając tego pana chociażby z audycji radiowych, czy też występów w telewizji, nastawiałem się na anegdoty dotyczące jego licznych podróży. Nie przeliczyłem się, a prawdę mówiąc, dostałem jeszcze więcej!

                „Gringo...” czyta się znakomicie. Jest to świetny materiał zarówno na niezobowiązującą lekturę, jak i (idąc za moim przykładem) połknięcie książki
w całości. Autor dosłownie zasypuje czytelnika licznymi opowiadaniami nagromadzonymi przez wiele lat. Głównym celem podróżnika jest zazwyczaj odnalezienie „Dzikich”, czyli Indian wciąż opierających się postępującej globalizacji. Całości towarzyszy spora dawka dobrego humoru. To jedna z nielicznych książek, które sprowokowały u mnie głośne salwy śmiechu. Nieraz jednak Cejrowski wprowadza do swych opowieści momenty grozy, niejednokrotnie w swych historiach ocierając się o śmierć. I tak, autor zmaga się z mięsożernymi mrów-kami, przekracza granicę Hondurasu na polską książeczkę zdrowia, przeżywa spotkanie z gwatemalską partyzantką – guerrillą, czy też napotyka w czasie swych podróży śmiertelnie toksycznego... motyla.

                Po przeczytaniu takiej pozycji, wciąż mając przed oczami amazońską dżunglę, człowiek doświadcza pewnego rodzaju tęsknoty za przygodą. Sam Cejrowski, pytany o to, jak zdobyć się na taki radykalny krok
i wyruszyć w podróż swego życia, odpowiada krótko: „Sprzedaj lodówkę i jedź!”. Może właśnie takie jasne postawienie sprawy decyduje o unikalności tego twórcy. W swych publikacjach (również takich jak „Rio Anaconda” czy „Pamiętnik WC”) wypracował sobie swój własny styl, który doskonale trafia do wielu ludzi.

                Zatem, sprzedaj lodówkę – i jedź! Albo przynajmniej poczytaj. Cytując pewnego mądrego człowieka: „Czytaniem odpędza się matkę wszystkich grzechów – próżnowanie.”

Share

„Ognioodporny”

„XXI wiek- gdzie na zawsze trwa od kilku dni do kilku tygodni, gdzie kocham stało się zwykłym słowem rzuconym na wiatr, a miłość sprowadza się do wyznawania swoich uczuć na Gdu-Gadu i zmiany statusu związku na facebook’u”.

Bardzo często w taki właśnie sposób pojmowana jest miłość w serialach, czasopismach, ale i także w codziennym życiu. Promuje się budowanie związków na doświadczeniach cielesnych, egoizmie.

Ognioodporny to film, który opowiada o kapitanie (Caleb Holt) straży pożarnej, który nade wszystko ceni poświęcenie i służbę innym, nie radzi sobie w najważniejszym.. Małżeństwo. To ono zaczyna się powoli rozpadać. Caleb i Catherin są gotowi na dalsze życie osobno. Ojciec Caleba prosi jednak swego syna, by spróbował podjąć eksperyment: Wyzwanie miłosne. Nie mając większej nadziei słucha porady ojca… On jak i jego małżeństwo przechodzi wielka metamorfozę.. Wiara w Boga jak i w drugiego człowieka pozwala odbudować wszystko na nowo..

Ten amerykański film, pokazuje, ze Chrystus to fundament, na którym powinniśmy budować związek, gdyż Bóg jest prawdziwą MIŁOŚCIĄ, która wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, nie pamięta złego, wszystko przetrzyma i nigdy nie ustaje!

Film ten pokazuje, że warto walczyć o tych, których kochamy, dać sobie drugą szanse i przede wszystkim wybaczyć.

„Ognioodporność nie znaczy, że ogień nigdy nie przyjdzie, ale kiedy się pojawi, to będziesz
w stanie go wytrzymać
.”

Share

Ed Sheeran "+"

Ed Sheeran to zdolny młody angielski piosenkarz. Niedawno został zauważony przez szerszą publiczność dzięki między innymi kanałowi youtube oraz dzięki wydaniu swojej płyty pt: "+".

 Na tej płycie znajdują się utwory na granicy rapu, reggae, popowe z domieszką folku. Sporo jest ckliwych, pełnych romantyzmu i melancholii utworów takich jak np: "Give me love ", nie brakuje jednak też żywszych bardziej energicznych utworów np: Grade 8. W wielu jego piosenkach można usłyszeć bardzo różnorodną gamę instrumentów począwszy od gitar: klasycznej, akustycznej i elektrycznej aż po skrzypce czy fortepian. Połączenia tych instrumentów tworzą bardzo ciekawą dynamiczną kompozycję, która wyzwala duże emocje w słuchaczu. Moim zdaniem "+" jest godną polecenia propozycją muzyczną, każdy może odnaleźć na tej płycie coś dla siebie.

 

 

 

Share

Napiszmy życiorys

W poprzednim numerze pisaliśmy o tym, czym jest relacja. Teraz skupimy się na kolejnym tekście informacyjnym, a zarazem użytkowym, jakim jest Życiorys.

                Choć czas sprawdzianów po szkole podstawowej i gimnazjum jest już w tym roku zakończony, artykuł ten może przydać się „na przyszłość”, ponieważ ta forma wypowiedzi pisemnej wchodzi do kanonu egzaminacyjnego. Ponadto, kiedy uda nam się przejść przez te szczeble edukacji i zapragniemy udać się do pracy, niektórzy pracodawcy, oprócz CV, mogą również poprosić nas o życiorys. Więc aby nie głowić się, „jak to zacząć i co mam napisać”, proponuję przeczytać niniejszy tekst. Mam nadzieję, że po jego lekturze pisanie życiorysów jako prac domowych, czy do Czeka Nas Droga; swojego bądź czyjegoś, nie będzie stanowiło najmniejszego problemu.

                Podejmując temat życiorysu jako formy wypowiedzi napotyka się na zasadnicze pytanie: Jak ja mam to napisać? Wątpliwość ta jest całkowicie uzasadniona, ponieważ na dzień dzisiejszy wyróżniamy dwa schematy. Różnią się przede wszystkim stylem pisania. Pierwszy, tradycyjny, ma charakter narracyjny. Drugi to CV (łac. curriculum vitae – bieg życia), który współcześnie przyjął nazwę życiorys.

Obie te formy zasadniczo różnią się niewiele: CV ma formę urzędową, przypominającą kwestionariusz, tzn. wszystkie dane są odpowiednio pogrupowane w kolejności chronologicznej, jest bardzo schematyczne. Ponadto, cechują je wyznaczniki graficzne. Tradycyjny życiorys jest narracyjny, jak już wspominałam. To właśnie na nim się skupimy.

Życiorys to inaczej biografia, więc najważniejsze jest to, aby zawrzeć w nim najważniejsze realia z życia opisywanej osoby. Istotne jest też zachowanie chronologii, nie możemy „biegać po faktach” czy ciągle robić jakieś powroty. Jeśli historia osoby, o której piszemy była zagmatwana, najlepiej operować datami, a nie pojęciami: rok później, sześć miesięcy po tym wydarzeniu, ponieważ czytelnik przy natłoku informacji może się pogubić. Nie wspominając już o nas piszących, którzy używając takich zwrotów, mogą pomylić wydarzenia bądź pominąć jakieś istotne.  Jeśli zaś życiorys opisywanej osoby nie był zawiły i bohater w ciągu roku: nie zmieniał piętnaście razy miejsca zamieszkania; nie wstępował trzy razy w związki małżeńskie; nie odkrył sześciu istotnych rzeczy dla ludzkości, jak najbardziej możemy używać takich zwrotów.

Przede wszystkim należy pamiętać, że życiorys nie jest opisem wyglądu czy charakteru osoby. Ma on dotyczyć wyłącznie faktów z życia, podobnie jak biografia.

Biografie jednak można wzbogacić o różnego rodzaju potwierdzone anegdoty. Ponadto w tej formie możemy pozwolić sobie na analityczny stosunek, możemy zapisać pewne sądy na te-mat postępowania naszego bohatera, co w życiorysie jest niedopuszczalne.

Z powodu ujednolicenia się znaczeń biografii i życiorysu najlepiej zapytać naszego „zleceniodawcy”, czego konkretnie wymaga. Jednak ryzyko błędu, że nie zrozumiemy jego intencji, jest minimalne, więc bylebyśmy trzymali się faktów i dat, a wpasujemy się w obie formy, ponieważ granica miedzy nimi jest bardzo cienka.

Jak widać życiorys/ biografia nie jest skomplikowaną formą więc życzę powodzenia w pisaniu.

Share

Dzieje się:


9.03-11.03 SA
16.03-18.03 Ewangelizacyjna OM

23.03-25.03 SA Diecezjalnego

Więcej terminów: KALENDARZ

Oazy Wakacyjne

Bank Modlitwy

Czeka Nas Droga

W sieci