Pobierz całą gazetkę tutaj

Ale o co mam pytać? Czyli jak zrobić wywiad

Wywiad na trzy pytania i wywiad rzeka, informacyjny i publicystyczny, osobisty i mailowy… Trzeba przyznać, że to dość specyficzna forma dziennikarska, bo o ile relacja jest kreatywnym spisaniem ważnych kwestii dotyczących trwającego wydarzenia, a życiorys twórczym sięgnięciem do historii – o tyle wywiad wymaga od nas porządnego zaangażowania przed, w trakcie i po fakcie.

Dobrze jest, gdy wywiad ma jakiś konkretny temat. Może on dotyczyć  rozmówcy (wywiad publicystyczny), może być to temat, od którego jest on specjalistą lub temat dotyczącego go wydarzenia  (wywiad informacyjny), ale może być to również kwestia wymiany poglądów między rozmówcami (wywiad w postaci kontrowersji).

Na początek do wywiadu trzeba się przygotować, pomyśleć nad pytaniami, jakie pozwolą nam uzyskać interesujące nas informacje, zapisać je sobie. Cały czas mamy na uwadze cel wywiadu.

Następnie, aby rozmowę zapisać, trzeba ją odbyć. W tym celu spotykamy się z naszym rozmówcą (inaczej - uwaga, nowe słówko - indagowanym) i przeprowadzamy z nim wywiad. Rozmowę możemy utrwalić zapiskami lub nagraniem – pamięć jest zawodna. W przypadku drugiej formy rejestrowania potrzebna będzie oczywiście wcześniejsza zgoda rozmówcy.

Wyrazem naszego szacunku dla indagowanego jest podążanie jego tokiem odpowiedzi – podtrzymywanie tematu, dopytanie, szczere zainteresowanie tym co mówi - dzięki temu rozmówca czuje się doceniony, swobodniej się czuje i wypowiada. Jest to trudne szczególnie w przypadku, gdy mamy jasno zaplanowany cel wywiadu, a nie pozwalają nam go osiągnąć wypowiedzi rozmówcy. Naszym zadaniem jest więc cierpliwe naprowadzanie na temat, a na koniec przydać się może pytanie podsumowujące.

Kolejnym krokiem jest zredagowanie wywiadu. Zapisujemy pytania i odpowiedzi w formie zdatnej do czytania. Oznacza to, że nie ma obowiązku notowania każdego „yyyy”, „hmmm”, (chrząkanie) itp. W większości przypadków nie wnosi to nic do tematu rozmowy, chyba że to wywiad przyrodniczy z Krystyną Czubówną.

Wywiad, jak każdy artykuł, powinien mieć ciekawy tytuł i zachęcający lead. Mnie samą bardzo urzekają pierwsze akapity wywiadów w Gościu Niedzielnym: „o faworkach, sprzątaniu i jedności Trójcy Świętej”. We wstępie takim warto zaznaczyć z kim jest rozmowa i w ciekawy sposób przedstawić temat wywiadu.  Tytuł „Wywiad z Kimś Tam” też nie brzmi zachęcająco. Postarajmy się więc wytężyć jeszcze trochę nasze zmęczone szare komórki i pomyśleć, jak zatrzymać czytelnika nad wywiadem.

Na koniec cały wywiad prezentujemy naszemu rozmówcy do tzw. autoryzacji. Jej celem jest uzyskanie zgody rozmówcy na publikację wywiadu w takiej właśnie formie. Osobiście bardzo lubię, gdy po przeczytaniu rozmówcy mówią „ojejku, ja tak ładnie mówię?”. Oczywiście zazwyczaj to na nas, jako indagujących, spoczywa ciężar stworzenia możliwych do przeczytania zdań z urywków i półsłówek. Żeby jednak nie okazało się, że sami redagujemy odpowiedzi na pytania – pamiętajmy o autoryzacji.

W dobie mailowania powstaje całe mnóstwo wywiadów niewymagających osobistego spotkania z rozmówcą. Dziś można wszystkich zapytać o wszystko. Wywiady takie mogą się okazać niemniej ciekawe, zmienia się jednak nieco nasza rola. Zazwyczaj gdy skierujemy do rozmówcy kilka pytań, to  on już sam dba o to, by odpowiedzi były sensowne, składne i konkretne. Naszą kreatywność musimy zatem przełożyć na wcześniejsze wymyślenie pytań. Nie ma tu jednak możliwości podążania za rozmówcą czy celowego sterowania tokiem rozmowy. Z drugiej strony jest to dla obu stron sytuacja mniej krępująca, co sprzyja szczerości wypowiedzi (a może właśnie zatajeniu tego co istotne?).

Jak widzimy każda forma wywiadu niesie za sobą trudy i radości, jest to jednak okazja do wykazania się swoim talentem i dociekliwością (nie mylić z wścibskością). Zachęcam, by każdy z Was choć raz spróbował swoich sił w takiej właśnie formie redakcyjnej.

Share

O kobiecie, która chodzi na skróty

O pani Janinie dowiedziałam się od innej byłej więźniarki, hmm.. jak zawsze. W ten sposób najszybciej docieram do nielicznych, żyjących jeszcze kobiet. Słowa: „dostałam pani numer od p. XY” najczęściej ucinają wszelkie wątpliwości, co do tego, kim jestem. Krótka, konkretna rozmowa przez telefon i już jestem umówiona na wywiad. Tym razem Szczecin. 10 godzin jazdy, prawdziwa wyprawa.

            Drzwi otworzyła uśmiechnięta starsza pani. Po wymianie zwyczajowych serdeczności słyszę „czuj się jak u swojej babci”. Rzeczywiście, nie minęło pół godziny a dystans między nami zanikł, w tak naturalny i niezauważalny sposób, jak poranna mgła nad rzeką. Ale w zasadzie, kim jest owa pani?

            P. Janina Tyszkiewicz (lat 92) przed wojną była harcerką. Kobieta radosna, naturalna, skromna, niezłomna…autorytet…ech, nadal nie mogę dojść do siebie po tym spotkaniu, a trwało nie dłużej, niż 30 godzin.

            Od czego zacząć? Pani Janina jest wcieleniem idei przedwojennego harcerstwa i pokolenia Kolumbów, które zostało wychowane w kanonie Bóg-Honor-Ojczyzna. O tym, jak mocno wychowanie to zostało wdrożone w jej codzienność, świadczy fakt, że p. Janina przez całe życie nie tylko szuka okazji do służenia, wykorzystuje te, które się trafiają, lecz również również wymaga w pierwszej kolejności od siebie, a następnie od innych. Ja na przykład już po około pół godziny znajomości, zostałam uczyniona odpowiedzialną za przygotowanie części obiadu i śniadania w dniu następnym, wspominałam o zmywaniu? O tym, że p. Janina pomimo upływu lat, nadal pozostała wierna swoim ideałom miałam się przekonać już za chwilę, gdy zadzwonił jej kolega mieszkający w domu kombatanta (w czasie wojny pilot RAFu) i z radością zakomunikował (na tyle głośno, że słyszałam) „Dziś pomogłem jednej pani, zawiozłem ją wózkiem na stołówkę, zrobiłem tak jak ty”.

Czy wierność ideałom się opłaca? Za nie p. Janina 16 stycznia 1940 r. (w wieku 20 lat) została aresztowana, przesłuchiwana i osadzona wraz z mamą i młodszą siostrą, w obozie koncentracyjnym Ravensbrűck. Przebywała w nim aż 5 lat. Ale przeżyła i jak sama twierdzi nauczyła się w obozie wielu rzeczy, które jej się przydały w życiu. Pobyt w obozie nie zatrzymał jej działalności harcerskiej. Należała do tajnej drużyny „Mury”, utworzonej przez Polki 30 listopada 1941 r., która w szczytowym momencie, tj. 1 kwietnia 1945 r. liczyła 7 zastępów, w których zgromadzonych było 102 harcerki. To niewątpliwie był ewenement na niespotykaną skalę. W żadnym innym obozie nie działała drużyna harcerska – nielegalnie oczywiście. Program działalności drużyny obejmował 6 punktów:

 

  • Czuwanie nad własną postawą, aby była zgodna z prawem harcerskim, zachowanie równowagi, godności i pogody ducha
  • Podtrzymywanie na duchu innych współtowarzyszek niedoli przez szerzenie tylko dobrych wieści, utrzymywanie dobrego nastroju i rozpraszanie smutku
  • Orientowanie się w całokształcie życia lagrowego, wywiady, sondowanie niemieckich planów, by uprzedzać o nich współwięźniarki i przeciwstawiać się tym planom.
  • Wzajemna pomoc materialna i moralna. Opiekowanie się chorymi, starszymi i młodzieżą
  • Propaganda polskości i zdobywanie przyjaciół wśród innych narodowości
  • Harcerska czujność![1]

 

Realizacją tych celów harcerki zajmowały się przede wszystkim w swoich środowiskach. W wolnych chwilach (najczęściej po apelu wieczornym) odbywały się zbiórki czy ćwiczenia mające na celu zdobywanie sprawności.

Postawa p. Janiny pozwala mi określić ją mianem kobiety niezłomnej, czyli takiej, która wyróżniała się wytrwałością, oraz niezachwianą (nieugiętą) postawą moralną. Kobiety, która pomimo wszelkich trudności, dawała dowód na to, że w każdej sytuacji można było „być człowiekiem”. [dygresja nie przeznaczona do publikacji - chwili, gdy uświadomiłam sobie (a było to w trakcie wywiadu), że rozmawiam z prawdziwą kobieta niezłomną – czyli taką, o której m.in. piszę w pracy doktorskiej, a o której dotychczas wyłącznie czytałam we wspomnieniach, wgniotło mnie w siedzenie, serce skurczyło się do rozmiaru orzecha laskowego bijąc co najmniej w rytmie techno. Byłam zdolna wysilić się tylko na 2 myśli – matko, ona jest prawdziwa i jeszcze żyje!]

Przykład. Po zakończeniu wojny, w drodze do domu (ze Szwecji) p. Janina otrzymała od swojej drużynowej zadanie. Miała w ciągu trzech dni przygotować psychicznie znaną tylko z widzenia koleżankę z obozu na to, że wraca do pustego domu (jej rodzina zginęła w obozach lub na froncie). Pani Janina zrobiła więcej niż tylko rozmowa. Zamiast wracać po 5 latach pobytu w kacecie do rodziny i domu, pojechała z ową koleżanką do Łodzi, pomogła jej znaleźć mieszkanie (kamienica, w której mieszkała przed wojną została zbombardowana), pracę i została z nią dwa tygodnie. Dopiero wtedy wróciła do siebie. Kolejny przykład (swoją drogą zawstydzający mnie go głębi). Jedziemy autobusem na wywiad do innej więźniarki. Na następnym przystanku wsiada inna starsza pani i staje obok mnie. Tłoku nie było a naprzeciwko nas było wolne miejsce. Nagle p. Janina się zrywa z miejsca podnosi prawą rękę, tak jak robią to mężczyźni idący z kobietą. Pani z uśmiechem łapie się jej i siada na miejsce przede mną. Wszystko trwało może 5 sekund. Zdążyłam tylko otworzyć usta ze zdziwienia i ledwo skojarzyć sytuację z filmowym obrazem harcerza przeprowadzającego babcię przez ulicę. Na mój zaskoczony acz pytający wzrok p. Janina schowała głowę w ramionach i z uśmiechem powiedziała – trzeba sobie przecież pomagać prawda?

Pani Janina ma bardzo napięty grafik. Pomaganie innym wypełnia jej całe dnie. Odwiedza koleżanki z obozu, kolegów kombatantów, dba o swoją rodzinę. Do niedawna pracowała jako wolontariusz w hospicjum. Ciągle chodzi na skróty, nawet po trawnikach, ponieważ „szkoda jej czasu”. Kondycją fizyczną zaskakuje w równym stopniu, co duchową i psychiczną. Następnego dnia („pani Agnieszko, oczywiście przenocuje pani u mnie, ja jestem stara wiara, nie ma co kombinować, jesteśmy umówione tak?”) przez 4 godziny zwiedzałyśmy miasto. Na pieszo! Wspomniałam o kondycji psychicznej. Myślę, że najlepiej zobrazuje ją złota myśl wypisana długopisem na zwykłej żółtej karteczce. Brzmi: „nie płacz, że przeszło, ciesz się, że było”. Na moje pytania odnośnie źródła jej siły, optymizmu, hartu ducha, niezmiennie odpowiadała Bóg i wiara. Trzeba powiedzieć jasno, to rozmodlona kobieta. Codzienna Eucharystia, adoracja Najświętszego Sakramentu, jedna część różańca i cała masa samodzielnie napisanych modlitw, to dla niej codzienność.

Nie da się opisać słowami wszystkiego, czego doświadczyłam w czasie tego spotkania. Wróciłam odmieniona, zapalona do pracy nad sobą. Na własnej skórze doświadczyłam celu dydaktycznego, który sobie postawiłam w pracy naukowej. Co prawda, każde spotkanie z b. więźniarką jest dla mnie wartościowe, ale bez wątpienia, to pozostanie dla mnie najgłębszym przeżyciem.

 
Share

"Dobrze, Panie, że tu jesteśmy!"

Lubimy wracać w naszym życiu do tego, co było ważne. Studenci wspominają swoje matury, księża prymicje, a małżonkowie narodziny dzieci. Taka jest już nasza natura, ale też nie ma w tym nic złego. Podobnie jest z czymś, co nas czeka. Robimy staranne przygotowania, wszystko chcemy dopiąć na ostatni guzik, a później z utęksnieniem czekamy… . W każdym razie i nam również zebrało się na wspomnienia i planowanie przy dobrej kawie, gdzie ks. Grzegorz podsumował poprzedni rok i opowiedział o tym, co nas czeka.

 

CND: Za nami kolejny rok formacyjny pod hasłem „Słuchać Pana w Kościele”. Czy według Księdza moderatora rzeczywiście słuchaliśmy Pana w Kościele oraz czy założenia względem tego hasła zostały zrealizowane?

Ks. Grzegorz Lipiec: Może najpierw warto przypomnieć założone kierunki realizacji tego hasła. Po pierwsze, to mieliśmy z większą uwagą wsłuchiwać się w nauczanie pasterzy Kościoła, przede wszystkim naszego papieża Benedykta XVI. Po drugie, gorliwie rozważać Boże Słowo w małej grupie formacyjnej i po trzecie, to nasze osobiste zaangażowanie w codzienną praktykę Namiotu Spotkania. Jak je realizowaliśmy? To są kwestie do rozważenia przez każdego z nas w czasie rachunku sumienia. Mogę powiedzieć, że staraliśmy się tworzyć takie "przestrzenie" gdzie moglibyśmy obficie słuchać Pana. Przypomnę tylko rekolekcje dla animatorów prowadzone przez ks. Macieja Królaka – moderatora krajowego Krucjaty Wyzwolenia Człowieka, czy te ostatnie na przełomie kwietnia i maja – tzw. ORD, czyli Oaza Rekolekcyjna Diakonii prowadzone przez ks. Aleksandra Suchockiego. Nie można zapomnieć o comiesięcznych Oazach Modlitwy, Szkołach Animatora czy rekolekcjach Domowego Kościoła. To mógł być dla nas czas intensywnego pochylania się nad Słowem Bożym i poszukiwania w nim Bożego światła i radości życia. Była to także okazja do poznania naszego charyzmatu i POLUBIENIA GOJ. Chcę serdecznie podziękować wszystkim Księżom za głoszone w naszej wspólnocie Słowo Boże: ks. Arturowi, ks. Marcinowi, ks. Mariuszowi.

 
CND:Jak ksiądz osobiście i jako moderator Ruchu odczytuje  hasło na nadchodzący rok formacyjny "Kościół naszym domem"?

Ks.G.L: Po tych czterech latach posługi moderatora diecezjalnego mogę powiedzieć, że ja i moderator jesteśmy jednoJ. A teraz poważnie. Chciałbym, żeby Kościół nie był tylko postrzegany jako instytucja, ale jako dom. Dom, w którym mieszka się razem z Bogiem, z braćmi i siostrami. Marzy mi się to, aby jak najwięcej dzieci, młodzieży i małżonków doświadczało takiego Kościoła poprzez nasz Ruch.

 

CND: Jaki jest cel Pielgrzymki Ruchu Światło-Życie Diecezji Radomskiej do Krościenka 29 września i jak się ona wpisuje w hasło roku?

Ks. G.L: Są dwa ważne wydarzenia, dla których ta Pielgrzymka jest organizowana. Chcemy w Krościenku, w Centrum naszego Ruchu zakończyć Jubileusz 40-lecia istnienia Ruchu Światło-Życie na terenie naszej diecezji. 29 września 2012 r., pod przewodnictwem Naszego Pasterza Ks. Bpa Henryka Tomasika, zawierzymy Niepokalanej Matce Kościoła, Ruch naszej diecezji, odpowiedzialnych, moderatorów, animatorów, każdą grupę i krąg, każdą rodzinę i każdego, kto przez te 40 lat przeszedł przez formację oazową. Jest za co Bogu dziękować… .

Drugim wydarzeniem mobilizującym nas do tej Pielgrzymki jest 25-lecie od śmierci sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego. Pragniemy modlić się o jego beatyfikację.

Jak ta pielgrzymka wpsiuje się w hasło roku? Przyjeżdżamy do domu, w którym – posługując się słowami Orędownika Ruchu Światło-Życie bł. Jana Pawła II – możemy powiedzieć „wszystko się zaczęło”. Krościenko to początki Oazy, to miejsce związane z naszym założycielem i stąd jesteśmy posyłani do naszych wspólnot diecezjalnych. Kopia Górka jest położona, jak sama nazwa wskazuje, na wzniesieniu, skąd rozpościera się piękny widok na okolicę. Chcemy tam wejść, aby jak kiedyś uczniowie Jezusa na Górze Tabor, powiedzieć Panu Jezusowi: „Dobrze, że tu jesteśmy”. A to wszystko w duchu wdzięczności za Ruch, w którym mamy duchowo wzrastać i służyć Kościołowi.

 

CND:Chcielibyśmy się teraz odnieść do słowa programowego ks. Moderatora Adama Wodarczyka, który bardzo duży naciska kładzie na ewangelizację, to znaczy, by przyciągać innych do tego domu, którym jest Kościół. Pytamy w związku z tym jak ewangelizować, gdzie jest sedno?

Ks. G.L:Również naszym celem jest to, aby do tego domu jakim jest Kościół a w nim nasza Oaza wprowadzić jak najwięcej osób przez świadectwo wiary konsekwentnej i postawę  radosnej służby z miłości do Chrystusowego Kościoła. Widzimy sens podejmowania takich dzieł. Animatorzy już doświadczają owoców przeprowadzonych ewangelizacji w swoich parafiach, czy podczas rekolekcji wielkopostnych, które prowadziliśmy w katedrze i na Borkach. Jestem im bardzo wdzięczny za ich zaangażowanie. Od dłuższego czasu nie mieliśmy tylu chętnych na pierwszy stopień ONŻ. Do tej pory zgłosiło się ok 240 osób! To jest konkretny owoc!

 

CND:Jakie ksiądz ma palny związane z nadchodzącym rokiem? Czy zapowiadają się jakieś zmiay w diakoniach. Jakie zadania wyznaczyłby ksiądz animtorom?

Ks. G.L: Oczywiście coś tam planuje…Jednak konkretne plany to po wakacjach, teraz dla mnie najważniejsze są wakacyjne oazy. A jeśli chodzi o animatorów to bardzo mi na Was zależy. Trudno mi o tym mówić, mam nadzieję, że choć trochę potwierdzam moje słowa czynami. Chciałbym abyście stawiali sobie wysokie wymagania. Trzeba je sobie stawiać, aby było w Was Światło i Życie. Stawianie sobie wymagań jest także warunkiem dochowania wierności charyzmatowi Ruchu.

Share

Co nam pomaga, a co przeszkadza w komunikowaniu się

Komunikowanie się jest bardzo ważnym, o ile nie najważniejszym procesem,
w którym zdobywamy wiedzę o otaczającym nas świecie, o tym jak jesteśmy spostrzegani przez ludzi, o tym jaka jest natura związków interpersonalnych. Komunikowanie pozwala nam zdobyć wiedzę na temat tego jakie zachowania są społecznie akceptowane, jakich reakcji oczekują inni, jakie zachowania sprawiają im przyjemność, a jakie wprawiają ich w złość itp.

Potrzebne nam informacje zdobywamy dwoma kanałami jak pisze V. Satir:

  • Uzyskując odpowiedzi werbalne
  • Obserwując zachowania niewerbalne.

By jednak móc uzyskać prawidłowy efekt komunikacji należy pamiętać, że  powinniśmy wyraźnie komunikować to co zamierzamy powiedzieć tzn. to czego się nauczyliśmy; co sądzimy , że wiemy, czego oczekujemy od innych; jak interpretujemy to, co  robią inni; co nam się podoba, a co nam się nie podoba; jakie mamy zamiary i jak widzimy innych.

W porozumiewaniu się, w którym obecne są nadawca komunikatu – treść komunikatu i kanał, w którym ten komunikat występuje, oraz odbiorca, nie możemy zapominać
o wszechobecnych szumach, które  zakłócają nam komunikowanie się. Szczególną uwagę należy obdarzyć bariery komunikacyjne. Literatura przedmiotu wyróżnia trzy główne typy barier: osądzanie, decydowanie za innych oraz uciekanie od cudzych problemów. Osoba, która osądza nie zwraca uwagi na treść wypowiedzi osoby, zajęta jest ocenianiem wyglądu, tonu głosu i doboru słów mówcy. Narzuca też własne wartości innym ludziom i formułuje rozwiązania cudzych problemów. Charakterystycznymi zachowaniami tej osoby jest:

  • Krytykowanie
  • Obrażanie
  • Orzekanie
  • Chwalenie, tylko po to, by oceniać lub manipulować.

Osoby, które stosują barierę decydowania za innych, pozbawiają ich autonomii oraz samodzielnego podejmowania decyzji oraz obniżają ich wartość, dając do zrozumienia, że ich odczucia, wartości i problemy są nieważne. Typowymi zachowaniami są dla osób stosujących tą barierę:

  • Rozkazywanie
  • Grożenie
  • Moralizowanie
  • Zadawanie licznych często niewłaściwych pytań

Ostatnią barierą wymienianą nadmienianą w literaturze jest : uciekanie od cudzych problemów. Spowodowane jest to lękiem lub niechęcią zajmowania się cudzymi problemami i związanymi z nimi negatywnymi emocjami. Osoby nie chcą zajmować się zmartwieniami i uczuciami innych osób, gdyż są one dla nich niewygodne, trudne lub przypominają nam o nas samych. Osoby, które uciekają od cudzych problemów najczęściej:

­  Doradzają

­  Zmieniają temat

­  Licznie argumentują

­  Pocieszają

Bariery komunikacyjne utrudniają, a często uniemożliwiają prawidłową komunikację. Należy uzmysłowić sobie, którą z nich stosujemy i w jakich okolicznościach.

Podsumowując, aby uzyskać porozumienie się należy:

  • przedstawić swój pogląd,
  • w sposób jasny i możliwie precyzyjny,
  • starając się uzyskać informacje zwrotne,
  • i być gotową na przyjęcie tych informacji,

Należy również pamiętać, że obie osoby biorące udział w porozumiewaniu się; zarówno nadawca, jak i odbiorca są odpowiedzialne za przebieg tego procesu.

Share

Relacja z czerwcowej Szkoły Animatora

3, 2, 1, 0... START! Piątek, godzina 18:00 – drużyna Animatorów Ruchu Światło-Życie Diecezji Radomskiej pod opieką Trenerów – s. Ani Baćmagi i ks. Grzegorza Lipca rozpoczęła ostatnie zgrupowanie przed najważniejszymi meczami wyjazdowymi – oazami wakacyjnymi. Pełni radości i nadziei na zwycięstwo, Szkołę Animatora rozpoczęliśmy oczywiście od Eucharystii, podczas której powitaliśmy wśród nas księży neoprezbiterów. Czy nasze świadectwo wiary jest oparte na Bogu, czy to tylko wypowiadanie pustych słów, które nie mają odniesienia do naszego życia? To ważne pytanie postawił przed nami ks. Konrad Wróbel, który wygłosił kazanie. Po zakończeni Mszy Świętej uśmiechnięci księża neoprezbiterzy udzielili Moderatorom oraz wszystkim Animatorom błogosławieństwa. Pokrzepieni duchowo, pobiegliśmy pokrzepić się smaczną kolacją. Następnie  rozeszliśmy się do swoich Diakonii, gdzie mogliśmy podsumować mijający rok formacyjny, opracować strategię na rok nadchodzący oraz zająć się bieżącymi sprawami. Dzień zakończyliśmy adoracją Najświętszego Sakramentu, kiedy każdy z nas miał czas na osobistą rozmowę z Bogiem, przemyślenie postawionych tego dnia ważnych, ale i trudnych pytań.
     Jak wiadomo, treningi powinno rozpoczynać się jak najwcześniej, dlatego już o 7:30 spotkaliśmy się w kaplicy na Jutrzni, aby już od rana chwalić Pana i z Nim kroczyć przez cały dzień. Po Jutrzni i śniadaniu ponownie zebraliśmy się w naszych Diakoniach, a następnie na śpiewie, pod okiem Animatorów Muzycznych, wspólnie zaśpiewaliśmy piosenkę Roku Formacyjnego 2012. Potem, czym prędzej, udaliśmy się na Namiot Spotkania, który pomógł nam lepiej przygotować się do punktu kulminacyjnego całego dnia – Eucharystii. W skierowanym do nas słowie ks. Grzegorz Lipiec poruszył temat naszego – Animatorów, zaangażowania się w Ruch, czy dzieląc swój czas pomiędzy szkołę, studnia, pracę znalazło się jeszcze miejsce na animatorską posługę, służbę drugiemu człowiekowi, udział w Oazach Modlitwy czy Szkołach Animatora? To ważny temat, który powinien nam towarzyszyć przez cały następny rok formacyjny (oraz każdy kolejny). Po Mszy Świętej, jak zawsze pysznym obiedzie oraz poobiednim odpoczynku, uczestniczyliśmy w kursie pierwszej pomocy – wiemy przecież, że podczas każdego meczu zdarzają się kontuzje. Dzięki temu krótkiemu szkoleniu wiemy już, jak opatrywać rany, radzić sobie z oparzeniami i omdleniami, a nawet przeprowadzić reanimację. O 18:00 rozpoczęły się Nieszpory, podczas których miało miejsce niezwykle ważne wydarzenie, a mianowicie błogosławieństwo nowych Animatorów, którzy w tym roku przeżyli swoje KODA. Pełni radości, w podniosłych nastrojach, wyrazili oni swoją gotowość do służby. Cieszymy się z ich obecności i życzymy wielu pięknych lat animatorskiej posługi. To był jednak tylko początek emocji sobotniego dnia. Tuż po kolacji spotkaliśmy się, aby poznać nominacje Animatorów do poszczególnych oazowych drużyn. Każdy z nas dowiedział się, gdzie został posłany na rekolekcje wakacyjne i w myśl zawołania „Pragnę służyć” przyjął decyzję Moderatorów z uśmiechem i ufnością w wolę Bożą. Gdy wydawało się, że emocje sięgnęły zenitu, o 20:45 rozpoczęliśmy wspólne oglądanie i rzecz jasna kibicowanie naszej reprezentacji w piłce nożnej podczas meczu Polska-Czechy. Oczywiście, nie zapomnieliśmy o atrybutach każdego kibica – szalikach i koszulkach w narodowych barwach, wymalowanych twarzach oraz okrzykach dopingujących naszą drużynę. Aby zakończyć ten emocjonujący dzień, na modlitwach wieczornych adorowaliśmy Najświętszy Sakrament poprzez modlitwę spontaniczną do Ducha Świętego. Wcześniej ks. Artur Chruślak opowiedział nam o gorliwości, która jest oznaką otworzenie się na Ducha Świętego i przyjęcia Jego darów.
     Niedzielny poranek rozpoczęliśmy Jutrznią, na której znów uczestniczyliśmy w ważnym wydarzeniu, którym było przyjęcie i błogosławieństwo Animatorów do Diakoni specjalistycznych. Życzę nam, abyśmy w Diakoniach, które wybraliśmy, odnaleźli swoje powołanie i miejsce w Ruchu. Po śniadaniu zebraliśmy się na spotkaniu dotyczącym Powakacyjnego Dnia Wspólnoty oraz wysłuchaliśmy protokołów każdej Diakonii, w których zostały nam przedstawione całoroczne działania Diakoni oraz plany na kolejny rok. Ostatnim, a zarazem najważniejszym punktem niedzieli była Eucharystia, podczas której usłyszeliśmy od dk. Krzysztofa Bochniaka jak ważne jest w animatorskiej posłudze być jak ewangeliczna gorczyca, z ziarna której wyrasta roślina o ogromnych gałęziach, w których ptaki mogą znaleźć schronienie. Takimi właśnie drzewami powinniśmy być – dawać innym wytchnienie, być mocnymi w wierze, świadczyć i prowadzić do Chrystusa.

     Z tym nastawieniem udaliśmy się do domów, na studia, aby już za dwa tygodnie wyjechać na pierwsze turnusy oaz wakacyjnych. Niech czas rekolekcji będzie owocny dla uczestników i Animatorów, których nawzajem Pan Bóg postawi na wspólnej drodze. Powodzenia w tym ważnym „meczu”! Niech każdy z nas stara się jak najmocniej, aby doprowadzić do zwycięstwa. Abyśmy wszyscy na nowo odkryli, że Kościół jest naszym domem.

Share

Adresy ośrodków

Bank Modlitwy

Czeka Nas Droga

W sieci