Pobierz całą gazetkę tutaj

Pan Bóg Murzynka mieszka w „Chacie”

Kiedy polecająca mi „Chatę” koleżanka powiedziała, że Pan Bóg w tej opowieści jest Murzynką, myślałam, że to kolejna po „Na brzegu rzeki Piedry usiadłam i płakałam” (P. Coelho) heretycka książka. Po kolejnych namowach odpuściłam i dziś z ręką na sercu polecam – koniecznie do przeczytania!

 „Chata” to historia prawdziwa. Jej bohaterem jest MacKenzie, głowa rodziny i ojciec trójki dzieci. Ich spokojne życie burzy porwanie i morderstwo najmłodszej córki, Missy. Wydarzenie to rzutuje silnie na późniejszą relację Maca z Bogiem. 3 lata po tragedii Mac dostaje liścik z zaproszeniem na spotkanie w chacie. Na kartce widnieje podpis „Tata”. W ten sposób do Boga zwraca się żona MacKenziego, jemu samemu raczej trudno było nawiązać z Bogiem tak bliską relację. Zwłaszcza po stracie Missy. Poza tym jest tylko jedna „chata”, o której mógł pomyśleć MacKenzie – ta, w której po długich poszukiwaniach odnaleziono zwłoki zamordowanej Missy. Po długich rozmyślaniach i w ta-jemnicy przed rodziną Mac udaje się do chaty, a tam istotnie spotyka Tatę – Pana Boga, który jest Murzynką, Jezusa, przystojnego stolarza oraz przypominającego elfa Ducha Świętego czyli skośnooką Sarayu. Brzmi nieźle, prawda? Do tego dołóżmy fakt, iż w Chacie MacKenzie spędza – jak mu się wydaje – cały weekend, a potem okazuje się, że trwało to dosłownie kilka godzin. Również powrót do domu nie może odbyć się bez przygód, ale o tym doczytacie w książce.

Jedyną osobą, która wiedziała, że Mac jedzie do Chaty był… autor książki, W.M. Young. To jego Mac poprosił o opisanie tej niewiarygodnej historii. Rzeczywiście, z niedowierzaniem przemierzałam kolejne rozdziały. I jak-kolwiek ciężko mi zawsze przebrnąć przez grube książki, tak w tym przypadku zadziwiająco szybko mi poszło. Czemu przypisywać sukces „Chaty”? Osobiście ujmuje mnie bezpośredniość, z jaką opowieść ta łamie stereotypowe myślenie o Bogu. Wygodnie jest przecież zamknąć Go w jakimś ogarnianym przez ludzki, słaby umysł wyobrażeniu, jednak jak szybko się okazuje – przez to tracimy z Nim prawdziwą relację, a wskutek tego doświadczamy – tak jak bohater „Chaty” – smutku i melancholijnej bezradności.

Kiedy piszę ten artykuł, na oficjalnej facebook’owej grupie Ruchu pojawia się wątek o książkach „godnych polecenia”. Po 2 minutach pojawia się – nie wpisana przez mnie – „Chata”. Nie ma przypadków…

Share

„Into the Wild”– Wszystko za życie

Marzenia! Wiele razy, w przeróżnych okazjach życzymy sobie spełnienia marzeń. Każdy z nas nosi w swoim sercu marzenia, jedne głęboko skrywane przed światem, drugie może zawieszone na tablicy i gdy tylko się spełnią, zaraz zostają odhaczone. Najpiękniejszym marzeniem, jakie dotąd usłyszałem, zostało wypowiedziane przez mojego przyjaciela, a brzmiało ono tak: „Pragnę dostać się do nieba.” Czyż niewspaniałe?

Into the Wild to film oparty na faktach, opowiadający historię młodego człowieka, Christophera McCandlessa, który podążał za swoimi marzeniami. Zapragnął dostać się na Alaskę, gdzie ucieknie od cywilizacji, świata abstrakcji i żądzy, złudnego bezpieczeństwa, dóbr materialnych, rzeczy, które przysłaniały mu prawdę egzystencji, a przede wszystkim od rodziców, którzy zapomnieli, co to miłość. Rodzice nie rozumieli, że kłamstwa mogą poharatać dziecku psychikę, o którą potem sami się pokaleczą. Jedyną osobą, z którą miał więzi, była jego siostra. W rozmowie z Rainey’em przedstawia swoją filozofię i postrzeganie świata: „Niektórzy ludzie czują, że nie zasługują na miłość. Odchodzą po cichu donikąd, próbując zostawić to wszystko za sobą.” - mówił o swojej historii. Rozdał swoje rzeczy. Spalił dokumenty. Swoje oszczędności (24000$) przekazał na cele charytatywne. Przed nim czekała tylko droga i podążanie
w nieznane, bez czegokolwiek, co by mu ułatwiało życie. Kiedy na farmie zarobił parę groszy, później wydały mu się zbędne i uciążliwe. „Jedynym, co daje morze, są porywiste podmuchy wiatru.
I czasami szansa na poczucie się silnym. Nie wiem za dużo o morzu, ale wiem, że tak to już z nim jest.
I wiem też, jak ważne jest w życiu niekoniecznie, żeby być silnym, ale żeby czuć się silnym, zmierzyć się z samym sobą choć raz, choć raz znaleźć się w pierwotnym położeniu człowieka, całkowicie oślepiony i głuchy, bez niczego, co może ci pomóc, mając tylko ręce i własną głowę.” W wielkim mieście czuł się zagubiony. Wiedział, że to nie jego miejsce. Ono czekało na niego daleko poza cywilizacją, na odludziu, w górach, wśród zwierząt, w dziczy. Tam zaniosły go marzenia.

Marzenia! A Twoje, drogi Oazowiczu? Dlaczego się nie spełniają? Czy walczysz o nie? Wiesz, czego chcesz? Dajesz z siebie wszystko, aby stały się realne? „Wiele w życiu przeżyłem i zacząłem odczuwać tęsknotę za szczęściem. Szczęście jest autentyczne tylko wtedy, gdy się nim dzielisz.”

Share

Krościenko 2012!

Zwyczajny dzień, zwyczajna sobota, ostatni weekend studenckich wakacji, czas odpoczynku dla młodzieży szkolnej i chwila wytchnienia od pracy dla dorosłych… Wielu mogło by zapytać co skłoniło 400 osób, aby przejechać pół Polski na pierwszy Dzień Wspólnoty Ruchu Światło-Życie w nowym roku formacyjnym.

                Odpowiedzi mogło by być na pewno wiele, ale moim zdaniem  w wielu głowach już od bladego świtu 29 września kołatało się pytanie zaczerpnięte z poezji błogosławionego papieża z Polski, który na kartach Tryptyku Rzymskiego pyta: „Gdzie jesteś źródło?” Bo każdy oazowicz, który owej soboty pojawił się na Kopiej Górce w Krościenku nad Dunajcem musiał sobie zadać to pytanie. Animatorzy, którzy odpoczywali w Centrum Ruchu już od paru dni właśnie tak nazwali dzień Jubileuszowej Pielgrzymki Ruchu Światło-Życie diecezji radomskiej do grobu Sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego, nazwali go „Pielgrzymką do źródła”.

                Nasze spotkanie rozpoczęło się tradycyjnie od zawiązania wspólnoty. Zapalenia świecy Oazy i Słowa Powitania Moderatora ks. Grzegorza Lipca wspieranego przez S. Annę Baćmagę stanowiły dobry początek naszego spotkania. Animatorzy przybliżyli nam początki Oazy na terenie ówczesnej diecezji sandomierskiej. Przypomnieliśmy sobie o tych, bez których oazy na naszej ziemi by nie było. Wspomnieć trzeba: ś.p. Ks. Kazimierza Mazura, ś.p. Ks. Jana Wojtana, Ks. Kazimierza Mąkosę, Ks. Aleksandra Sikorę, Ks. Wiesława Wilka. Nie mogliśmy zapomnieć o Słudze Bożym ks. Bp. Piotrze Gołębiowskim wielkim zwolenniku ruchu oazowego. Wysłuchaliśmy przytoczonych wspomnień Ks. Abp. Wacława Depo – metropolity częstochowskiego i Ks. Henryka Dziadczyka proboszcza z Przedborza, a rodem z Dąbrówki gdzie w 1971r odbyły się pierwsze rekolekcje oazowe. Czas wspomnień umilały dobrze znane piosenki oazowe śpiewane przez scholę. Bardzo dobrze czuliśmy się owego dnia w krościenkowskim kościele parafialnym tym bardziej słuchając wspomnień przyjaciół i towarzyszy drogi życia ks. Franciszka Blachnickiego. Następnie przeżyliśmy Namiot Spotkania wsłuchując się w głos Chrystusa – Dobrego Pasterza. Najważniejszym wydarzeniem dnia była oczywiście dziękczynna Eucharystia za 40 lat Oazy na radomskiej ziemi sprawowana pod przewodnictwem Jego Ekscelencji Ks. Bp. Henryka Tomasika ordynariusza naszej diecezji. W pasterskim słowie ks. Biskup mówił nam, nawiązując do poezji bł. Jana Pawła II, abyśmy wytrwale i nieustannie szukali źródła, tego swoistego sensu życia, którym jest Chrystus - Pan i Zbawiciel. Zostaliśmy również zaproszeni przez Ks. Biskupa do czynnego włączania się w przeżywanie Liturgii oraz zachęceni do czytania i medytacji Pisma Świętego. Pasterz przypomniał nam również, że nadchodzący Rok Wiary jest okazją do pogłębienia więzi z Bogiem i odnowienia jedności z Kościołem. Pod koniec Mszy Świętej procesyjnie udaliśmy się do dolnego kościoła, gdzie złożone są doczesne szczątki naszego założyciela. Tam modliliśmy się o jego beatyfikację oraz każdy zatrzymał się przed sarkofagiem na krótką chwilę osobistej modlitwy. Aby dać wytchnienia naszym ciałom poszliśmy na Kopią Górkę gdzie już Animatorzy pod wodzą Siostry Ani zapraszali na Agapę. Był to również czas integracji, oczywiście wspomnień, wielkiej radości i doświadczenia odnalezienia źródła skąd wartkim strumieniem oaza rozlewa się na Polskę i świat. Ostatnim już elementem jubileuszowej pielgrzymki do źródeł był Akt Zawierzenia Oazy naszej Diecezji Niepokalanej Matce Kościoła. Został on odczytany przez ks. Moderatora Grzegorza Lipca, po odczytaniu i krótkiej modlitwie Ks. Biskup udzielił wszystkim zgromadzonym pasterskiego błogosławieństwa.  Jeszcze kilka pamiątkowych fotografii i czas wracać do domu.
A Animatorzy odpoczywający na Kopiej Górce wieczorem owej pięknej soboty w kaplicy Chrystusa Sługi dziękowali Bogu za Pielgrzymkę do źródeł, dziękowali za dzieło Oazy, które zmienia ich życie tak jak zmieniło życie wielu kroczących ścieżkami Ruchu przez 40 lat.

Share

KRÓTKO I ODWAŻNIE – FELIETON

Nutka szyderstwa, własne zdanie, sprytna puenta – z tej mieszanki powstają nie tylko posty na facebook'owych profilach typu „Pitu pitu” czy „Czytam lewicową publicystykę dla beki”. Z powodzeniem zestaw ten przyda się w napisaniu felietonu – sprawdźcie sami.

Osobiście przepadam za krótkimi tekstami w mediach, dlatego felietony często przykuwają moją uwagę. Bardzo tez odpowiada mi również inna, wyróżniające tę formę dziennikarską cecha, a mianowicie subiektywizm wypowiedzi. Poza tym felieton, mimo iż zazwyczaj dotyczy jakiegoś konkretnego wydarzenia, odnosi się do wielu różnych faktów, dziedzin nauki – przez to zyskuje na wszechstronności i mobilizuje do wyrobienia sobie własnej opinii na dany temat, pobudza wyobraźnię. Łatwo jest uzyskać taki efekt wykorzystując także możliwość zabarwienia tekstu fikcją literacką – poprzez wprowadzenie zmyślonych postaci i zdarzeń – dzięki temu artykuł może stać się ciekawszy i bardziej poczytny.

Napisanie felietonu wiąże się z pewną dozą spontaniczności, jednak powinien być on dobrze przemyślany. Autor podejmuje w nim dyskusję sam ze sobą, zmuszając czytelnika do myślenia. Zachęcający jest tu również język – przystępny, żywy, bez górnolotnych frazesów czy zbędnych, poetyckich wręcz metafor. Chyba że jest to forma ironii – obok satyry czy groteski to również środek, którym można się posłużyć przy pisaniu tego tekstu. Trzeba przy tym jednak zachować jak najwięcej z indywidualizmu wypowiedzi – jest to zdecydowanie cecha najważniejsza dla felietonu. Oczywiście pociąga ona za sobą dwie inne, ważne sprawy – autor powinien wykazywać się odwagą i powinien mieć coś do powiedzenia.

Na koniec trzeba pamiętać o celnej, ciekawej puencie. Może ona sugerować zaskakujące rozwiązanie dla poruszanego problemu, często jednak zostawia czytelnika w stanie zawieszenia, dając mu pole do podjęcia dyskusji, opowiedzenia się w danym temacie.

Na łamach „Czeka Nas Droga” przykładem felietonu może być tekst a. Pawła Mazura o „Wielkiej Manifie”, która miała miejsce w Warszawie, w marcu tego roku (polecam odszukać). Osoby, które lubują się w ciętych, mądrych i dających do myślenia ripostach, zachęcam do dołączenia do wąskiego wciąż grona felietonistów naszego wszechstronnego miesięcznika.

 Powodzenia!

Share

V i k t o r i a !

Drogi oazowiczu!

                Piszę do Ciebie, bo czasem nachodzi człowieka chęć zrobienia czegoś innego niż zwykle. Po przeżyciu pewnych doświadczeń nie można zamknąć ich jedynie w jakiś kilku prostych słowach. Na szczęście Ruch, do którego należymy daje nam szansę na większe wykazanie się czynem niż słowem. Dlatego kimkolwiek jesteś, gdziekolwiek to czytasz, czy jesteś w Oazie czy nie – zachęcam Cie do lektury moich słów. Jednak pamiętaj, że próbuję opisać coś czego efektów nie zobaczysz od razu. Pewnie po prostu poczujesz.

                21 – 23 września, pionkowska „Betania”, Szkoła Animatora. Pierwsza w nowym Roku Formacyjnym, pierwsza po wakacjach. Tylko animatorzy naszego Ruchu (na czele oczywiście z moderatorami). Tyle formalności.

                Przeżyłem tam wraz z innymi wiele, słyszałem mnóstwo pięknych, choć czasem trudnych słów. I mógłbym opisać je po kolei, od pierwszej wieczornej Eucharystii w piątek, po kończącą Szkołę Eucharystię w niedzielę. Ale nie o to chodzi. Zostało we mnie za to kilka myśli, którymi chciałby się z Tobą podzielić, bo poczułem, że to właśnie one definiują moje przebywanie w Ruchu.

                Po pierwsze – wspólnota. Bez drugiego człowieka Ruch Światło-Życie nie miałby sensu. Jesteśmy wspólnotą – nie tylko tam w Pionkach, nie tylko na oazach wakacyjnych. Bez sensu pracowania dla drugiego człowieka nasz Ruch przestałby istnieć. Jeśli nie otworzymy się na bliźniego, każde nasze działanie mija się z celem. I staramy się być dla Ciebie zawsze – nie tylko na tak mocno przeżytych przez animatorów rekolekcjach wakacyjnych. Służba drugiemu człowiekowi definiuje naszą obecność w Ruchu. Dlatego dziękuję Ci za to, że w nim jesteś.

                Po drugie – formacja. Kiedyś wydawało mi się, że po tym jak zostałem animatorem moją rolą stanie się jedynie prowadzenie grupy w parafii (dopóki nie wyjadę na studia) i posługa na rekolekcjach wakacyjnych. Jednak formacja trwa nadal – nagle nie zatrzymuje się i przestaje nas dotyczyć. Moją formację aktualnie przeżywam w Diakonii, gdzie moja praca nie polega jedynie na realizowaniu planów, które ustalamy na nowy rok. To również troska o każdego członka mojej aktualnej grupy. Dopiero kiedy zadbamy o formację pomiędzy sobą będziemy mogli wyjść z inicjatywą w Ruch. I mogę Cię zapewnić, że każda Diakonia chce czynić Ruch jeszcze piękniejszym, bardziej otwartym i bliższym właśnie Tobie. Tak, mamy wielkie plany, ale chcemy je czynić dla Ciebie.

                Po trzecie – Victoria. Słówko, które zdefiniowało naszą Szkołę. W tym prostym słowie kryje się wielka siła, ale również wielka odpowiedzialność, by to zwycięstwo ponieść innym. Litera „V” kryje w sobie podwójne znaczenie. Tak jak piszemy ten znak, najpierw kreślimy linię w dół – potrzebujemy się uniżyć. Dopiero później możemy iść w górę – powstać i ciągnąć innych. Bez własnej pokory i ugięcia kolan nie będziemy potrafili pomóc innym – potrzebujemy sami spojrzeć na swoje życie najpierw jako na służbę.

                Tu kryje się sens posługi animatorów – służba. „Pragnę służyć z radością” – sam mówiłem te słowa może jeszcze nie będąc pewnym, co się za nimi kryje. Przyznam Ci się szczerze, że wiele zrozumiałem właśnie na tej Szkole Animatora. Może zastanawiasz się, czy nie za późno? Jednak wydaje mi się, że służba nie potrzebuje rozgraniczenia na „teraz” czy „potem”. Ponieważ dla mnie służyć to znaczy prawdziwie żyć tym, co chce się przekazać innym.

                Mogę powiedzieć Ci z całą pewnością, że ta Szkoła przyniesie prawdziwe owoce – dla naszego Ruchu, ale też dla każdego z nas. Zapewniam Cię, że chcemy służyć dla Ciebie. W Chrystusie uniżać się i spełniać nasz charyzmat. Owocnego nowego Roku Formacyjnego spędzone razem w naszym domu – Kościele. Dobrze, że z nami jesteś!

Share

Adresy ośrodków

Bank Modlitwy

Czeka Nas Droga

W sieci