Pobierz całą gazetkę tutaj

Niebo dla akrobaty

Łzy  śmiechu i wzruszenia, radość i smutek, młodość i starość, życie i śmierć. Czy to wszystko da się połączyć tak, aby wyszła z tego całkiem składna historia? Mimo tej kontrastowej mieszanki udało się to znakomicie Janowi Grzegorczykowi w książce „Niebo dla akrobaty”.

Na książkę składa się dziesięć, pozornie zupełnie odrębnych historii. Poznajemy w nich miejscowego kloszarda, młodego księdza, matkę nieuleczalnie chorego chłopca, młodzieńca uciekającego przed wojskiem, lekarza. Losy każdej z tych postaci, tak odmiennych od siebie, w pewien sposób splatają się, ich wspólnym mianownikiem staje się hospicjum.  Jest ono miejscem przygotowującym do wykonania ostatniej w życiu akrobacji, salta do wieczności. Bohaterowie dotykają śmierci, ludzkiego cierpienia, uczą się, że krzyża się nie dźwiga - z krzyżem się tańczy. Jednocześnie ukazany jest mozolny proces ich nauki życia – rozróżniania rzeczy ważnych i naprawdę ważnych, odkrywania piękna w codziennych drobiazgach, delektowania się każdą chwilą spędzoną z  drugim człowiekiem.

„Niebo dla akrobaty” to opowieść o próbie pogodzenia się z własnym losem, potrzebie drugiego człowieka. O tym, że człowiek nie jest samotną wyspą tylko zamkiem, do którego, dzięki pewnej dozie cierpliwości i miłości, można dopasować klucz i otworzyć go. Nie jest też pozbawiona bardzo trafnego humoru i mądrych refleksji.  Uczy nie tyle pogodzenia się ze śmiercią, co pogodzenia się z życiem i wszystkimi jego konsekwencjami.

Fenomenem jest to, że pomimo wartości katolickich jakie są promowane w opowiadaniach, książka nie jest kierowana tylko do ludzi wierzących. Osoby, które są daleko od Boga również mogą odnaleźć coś dla siebie i identyfikować się z bohaterami, przemyśleć swoje życie i zacząć żyć inaczej!

Bez wątpienia każda z nas może wpisać „Niebo dla akrobaty” na listę książek, które odmieniły nasze serca i zmieniły sposób patrzenia na świat. Jest to pozycja, którą warto mieć w swojej biblioteczce, bo każdy powrót do jej lektury pozwala odkryć nowe myśli, inaczej spojrzeć na dany problem. To książka, którą nie da się znudzić, która za każdym razem skłania do coraz głębszej refleksji. Szczerze polecamy!

Share

Mistrzowska recepta na życie

Recenzja filmu „Mistrz” (2012)

            1945 rok, Stany Zjednoczone, koniec wojny, żołnierze wracają do rodzin, domów, zdawać by się mogło – normalnego życia. Jednak odnalezienie się w powojennej rzeczywistości jest niezwykle trudne, nawet jeśli nie przeżyło się w czasie wojny traumy. Takim nieprzystosowanym do powszedniego życia weteranem jest Freddie Quell, marynarz, który nie potrafiąc znaleźć swojego miejsca w nowym świecie ucieka w alkohol i kobiety, stacza się na dno. Przez przypadek trafia na statek Lancastera Dodda – charyzmatycznego pisarza, który wprowadza Freddiego do swojego, zdawałoby się, natchnionego i jedynie prawdziwego świata. Czy Dodd przewodzi sekcie, grupie religijnej, czy może jedynie jego charyzma i umiejętności pisarskie pociągają tłumy, trudno przewidzieć. Jednak między nim a Freddiem rodzi się niezwykle mocna więź, wzajemna fascynacja i nieomal fizyczny pociąg, który sprawia, że nie mogą bez siebie żyć.

            Reżyser Paul Thomas Anderson stworzył film, w którym najmocniej przebija się niezwykle ciekawie rozpisana relacja pomiędzy głównymi bohaterami, brawurowo zagranymi przez Joaquina Phoenixa oraz Philipa Seymour Hoffmana. Umiejscawiając akcję w powojennej Ameryce pokazał, jak dla podnoszącego się po wojnie społeczeństwa niezwykle ważne stały się silne autorytety i nadzieja na lepsze jutro. Postać Lancastera Dodda te potrzeby odzwierciedlała. Choć widzimy, jak tworzy się kult oraz zachwyt ludzi nad tytułowym Mistrzem, to wciąż na pierwszy plan wysuwa się postać Freddiego – zagubionego w nieprzystępnej dla niego rzeczywistości. Przy Mistrzu odnajduje siebie, gdyż widzi, że jest dla kogoś potrzebny. I tu rodzi się najważniejsze pytanie filmu. Kto dla kogo jest mistrzem? Czy to były żołnierz ślepo wierzy w każde słowo swego wybawiciela – czy może to Freddie tak mocno inspiruje Dodda, iż ten odnajduje w swej proroczej pracy sens, widząc zachwyt żołnierza? Ta skomplikowana i wielowymiarowa relacja nie daje się łatwo zinterpretować, a uczucia rozgrywające się między bohaterami są osią napędzającą całą akcję filmu. 

            „Mistrz” nie jest obrazem łatwym i przystępnym. Nastawiony jest na bohaterów, ich przeżycia i wzajemne niejednoznaczne powiązania. Nie epatuje rozbudowaną akcją, nie posiada pociągającego finału. Reżyser pozwolił na powolne rozwijanie się relacji pomiędzy Freddiem a Lancasterem, co z jednej strony pozwala na lepsze wczucie się w obraz, jednak pozostawia zbyt wiele pytań już po seansie. Choć filmowi brakuje jednoznacznej puenty, to rekompensuje nam to niezwykłą grą aktorską (obaj aktorzy nominowani są do Oscara i kilku innych najważniejszych filmowych nagród), wspaniałymi zdjęciami i hipnotyzującą muzyką. Dawno nie widziałem filmu z tak dobrze rozpisanymi rolami i tak nastawionego nie na akcję, a przeżycia bohaterów. Jest to niebywały atut „Mistrza”, lecz dla niektórych może uczynić film nieprzystępnym.

Share

D jak Dom, O jak Oaza, Mmmm jak muzyka

KODA i KAMUZO 2013

Pan powołał 72 i wysłał ich do Pionek, dokąd sam przyjść zamierzał. Mówił im: gdy do jakiego pokoju wjedziecie, zostańcie tam, aż nie zaliczycie życiorysów, skrótów biblijnych i komentarzy. Zaprawdę powiadam Wam – weryfikacja trwa!

KODA i KAMUZO rozpoczęliśmy 25 stycznia. Nowymi drzwiami (zwanymi przez moderatora Porta fidei) przybyło do ośrodka 17 przyszłych muzycznych i 55 animatorów, miejmy nadzieję! W ciągu 10 dni rekolekcji podejmowaliśmy temat Drogowskazów Nowego Człowieka, przeplatając nasze rozważania niezmierzoną ilością wykładów. Nad wszystkim jednak czuwał Bóg, z którym rozpoczynaliśmy i kończyliśmy każdy dzień.

Rozpoczęciu naszych rekolekcji patronował św. Paweł. Na jego przykładzie ks. Grzegorz Lipiec przedstawił nam 3 cechy, jakie powinniśmy w sobie rozwijać jako animatorzy – gorliwość (symbolizowana przez żydowskie obywatelstwo Pawła), mądrość (ze względu na obywatelstwo greckie) i poczucie własnej godności (o której mówi obywatelstwo rzymskie i idąca za nim w tamtych czasach możliwość wybrania „szybkiej” śmierci poprzez ścięcie).

Dzień rozpoczynaliśmy od Jutrzni prowadzonej niemal od samego początku przez kamuzaków. Niedługo po śniadaniu rozpoczynał się natomiast maraton wykładowy. Przyszli animatorzy będą specjalistami z zakresu… wszystkiego – teologię Ruchu wykładał im bowiem sam ks. Krzysztof Dukielski (najmłodszy proboszcz naszej diecezji, ale nie w diecezji, a pod Rzymem), a o formacji w tymże samym Ruchu mówił nie kto inny, jak sam moderator, ks. Grzegorz Lipiec. Jeśli chodzi o formację biblijną, to wiadomo, że nikt nie zrobi tego lepiej niż ks. Marcin Dąbrowski (Pastor katolicki), więc i w tym roku zagościł w naszych skromnych progach. W tajniki Liturgii wprowadzał młodych dk. Krzysztof Bochniak. Nie zabrakło również wykładów z zakresu pedagogiki, czyli Szkoły Animatora Wspólnoty, z s. Anną Baćmagą. A ponieważ animatorem jest się też na wieczorach pogodnych, nie zapomniano o Szkole animatora zabawy, którą prowadziły a. Ola Urbanek i a. Marysia Wróbel.

Wśród tej potęgi wiedzy czerpaliśmy codziennie z najważniejszego źródła (i szczytu) życia Kościoła – Eucharystii. Ku lepszemu jej przeżyciu podejmowano przeróżne posługi – od pisania komentarzy i modlitwy powszechnej, poprzez zapalanie świec i szykowanie ołtarza, codzienny, świeży dobór śpiewów i równie codzienne drukowanie śpiewników, dalej poprzez prowadzenie śpiewu i przygotowanie asysty i kończąc na naprzemiennym otwieraniu i zamykaniu okien w przepełnionej wonią kadzidła kaplicy.

W niedzielę tradycyjnie już wybraliśmy się na miejscowy cmentarz, gdzie pochowany jest pierwszy moderator Ruchu na terenach naszej diecezji, ks. Kazimierz Mazur.

Poza wspólnymi modlitwami i posiłkami natomiast mieli w ciągu dnia swoje, równie ambitne zajęcia uczestnicy KAMUZO. Emisji głosu uczyła ich a. Ania Targosińska, a gdy już się rozśpiewali, ćwiczyli śpiewy z Exsultate Deo i melodie brewiarzowe z a. Anią Lechnio. O muzyce w liturgii opowiadał im ks. Grzegorz Potrzebowski, a o muzyce w ogóle – ks. Wiktor Głuszek. Prowadził on również śpiew wielogłosowy oraz nauczył kamuzaków Akatystu. Nie zapomnieliśmy jednak o wcieleniu prawodawstwa liturgicznego w praktykę i ćwiczyliśmy codziennie dobór śpiewów na Mszę Świętą po uprzednim, wspólnym czytaniu Pisma Świętego. W międzyczasie na KAMUZO miał miejsce Przyspieszony kurs obsługi Worda czyli zajęcia o tym, jak szybko i sprytnie zrobić śpiewnik. Wieczorami zaś odbywał się Freestyle, który rozpoczynaliśmy graniem piosenek przydatnych na pogodne wieczory, a kończyliśmy wspólnym karaoke. Również w języku obcym. Owocem pracy tej grupy był wspaniały występ podczas sobotniego wieczoru talentów.

Niemal każdego dnia gościliśmy w Pionkach również przeróżnych gości. Na samym już początku przybył pasterz diecezji, ks. bp Henryk Tomasik. W Jego obecności szukaliśmy jedności z całym Kościołem. Przypomniał nam o tym, że Jezus, świadomy swojej misji zaprasza nas, słabych ludzi, do uczestnictwa w niej – posyła nas „jak owce między wilki” (Łk 10, 3). Posłanie to jest jednak uzależnione od naszej woli – jeśli w naszej relacji z Bogiem pojawia się słowo „muszę”, to taka posługa z pewnością będzie porażką. Poza tym animator, tak jak Chrystus, powinien żyć zawsze „dla” – dla kogoś, zawsze ukierunkować swoje działania dla czyjegoś dobra, dla większej miłości.

Cenne uwagi dla przyszłych animatorów zostawił również ks. Albert Warso, wieloletni moderator naszej diecezji, obecnie pracownik Kongregacji Nauki Wiary. Ks. Albert polecił nam, byśmy każdy dzień rozpoczynali od modlitwy do Ducha Świętego, dawcy charyzmatów. Złożył w nas też nadzieję, że nie zasmucimy Bożego Ducha i wytrwamy w wierze w dorosłym życiu.

Szóstego dnia, z racji rozważań nad drogowskazem Modlitwa, odwiedził nas moderator Diakonii Modlitwy. Wykorzystując żydowski przekład Pisma Świętego tłumaczył nam przesłanie wynikające z przypowieści o siewcy. Z jednej strony ziarnem jest Słowo, które zasiewa w nas Chrystus, z drugiej jednak to my jesteśmy zasiani – my mamy wzrastać i dawać świadectwo innym. Warto jednak pamiętać o tym, że w podziale na miejsca padania ziarna nie chodzi o podział ludzi na 4 grupy, ale 4 możliwości odbioru Słowa w nas – nasze serce może być zarówno drogą, z której ziarno wydziobały ptaki, jak i glebą żyzną, na której wyrasta plon 30, 60 albo 100-krotny.

Z pomocą w temacie tego drogowskazu pospieszył nam również ks. Krzysztof Dukielski, porównując modlitwę do randki. Można łatwo zauważyć wtedy 3 elementy, które wpływają na jakość naszej modlitwy. Po pierwsze – modlitwa nie jest matematyką i nie da się jej po prostu nauczyć. Do tego za bardzo skupiamy się na emocjach – a przecież w spotkaniu z ukochaną osobą ważne jest by być z nią, a nie by coś koniecznie czuć. Na dodatek brakuje nam wytrwałości i poddajemy się po pierwszej nieudanej próbie nawiązania głębszej relacji – a przecież miłość ma być wytrwała.

Przyjechał do nas również ks. Tomasz Herc, moderator Diakonii Liturgicznej. Przypomniał on nam o 4 obecnościach Boga w Eucharystii – w osobie kapłana, we wspólnocie, w Słowie oraz w chlebie i winie. Sama wiedza o tej obecności jednak nie wystarczy. Przeżycie Eucharystii zależy bowiem od naszego osobistego zaangażowania. Może być ono również świadectwem dla innych, bo przecież jesteśmy światłem, którego nie chowa się pod korcem  (por. Mk 4, 21).

Świadkami nazwał nas również ks. Zbigniew Niemirski, rokroczny gość KODA i KAMUZO. Ks. Zbigniew nazwał nas świrami, ponieważ normalni ludzie wg niego nie spędzają tygodnia wolnego na rekolekcjach. Za przykład postawił nam jednak pierwszych chrześcijan, którzy cieszyli się, gdy zostali okradzeni, ponieważ wiedzieli, że mają większe mienie (por. Hbr 10, 32-34). Cóż więc pozostało nam czynić – bądźmy świadkami dla siebie nawzajem!

W świadectwie prowadzi nas zawsze nie kto inny, jak Duch Święty, o którym starał się nam obrazowo opowiedzieć dk. Krzysztof Bochniak. Powiedział on „wszyscy wiemy, że oooo Duch Święty i wszyscy mamy dary od Ducha, ale tak naprawdę nie wiadomo kto co ma”. Ta refleksja pozwoliła nam zastanowić się dłużej nad tematem, a rozmyślaniu tematu sprzyjał eksperyment świetlny przeprowadzony przez diakona. Na przykładzie świecy pokazał nam, jak Duch nawet w największej ciemności staje się dla nas światłem. Dodatkowo, gdy świeca się rozgrzewa, staje się plastyczna, co oznacza, że gdy bardziej otwieramy się na Ducha, On może nas formować – a zrobi to przecież najlepiej.

Naszym modlitwom towarzyszyli również ks. Grzegorz Wójcik, ks. Jacek Pałosz, ks. Damian Spiżewski, ks. Łukasz Białas (i wielu innych, niespamiętanych, taka była rotacja!) oraz klerycy, liczni animatorzy i oazowicze, przyciągani – zdawać by się mogło – jakąś niewidzialną magnetyczną siłą do Pionkowskiej Betanii.

Wśród tych cudów i dziwów pojawiła się jeszcze gra terenowa po Pionkach (tak, tak, z mapami i szyfrowanymi zagadkami), prawdziwie elegancka kolacja w wykonaniu kadry, z zimnymi ogniami w kiełbasie i „Dumką na dwa serca”, do której zatańczyliśmy menueta. Była też odwilż, ale totalna – z około -20°C do chyba 5. Wszystko się stopiło, absolutnie.

 

Rekolekcje nasze są obrazem mądrego budowania domu. Pierwsze 4 dni oznaczają mocny fundament naszej wiary, którym są Jezus Chrystus, Niepokalana, Duch Święty i Kościół. Kolejne 3 drogowskazy to niejako dach, który pozwala nam chronić się od niebezpieczeństw – są to Słowo Boże, Modlitwa i Liturgia. Na koniec mieszkanie warto dobrze umeblować, a najlepiej przy wykorzystaniu Świadectwa, Nowej Kultury i miłości Agape. Po tych 10 dniach jesteśmy przekonani – w takim domu warto zamieszkać. Na dłużej.

Osobiście polecam,

Share

Nie tak bardzo dawno temu, w nie tak bardzo odległej krainie…

Bardzo lubię opowieści. Są one bardzo ciekawe i nieraz zaskakujące. Pozwól, że również i teraz zagłębisz się w to, co wydarzyło się w odległej krainie, do której zmierzali młodzi z najdalszych zakątków kontynentu  i  nieznanych lądów.

W tej krainie jest położone miasto. Zbudowane na siedmiu wzgórzach oraz w dolinie rzecznej, w  jej dolnym biegu. Rzeka ta została już dawno uregulowana i przekształcona przez osiadłego tam człowieka. Nazywa się Tyber. Kraina zwie się Lacjum, dawnych mieszkańców nazwano Latynami, a język, którym się posługiwano – łaciną. Dziś mówi się tu w języku włoskim, a mieszkańcy uchodzą za bardzo gościnnych. Jednak młodzi, który przybyli do owego miasta, gościnnością byli zawiedzeni. Z tego otóż powodu, że miejsce nocowania znaleźli w nowoczesnych hangarach, a spać mieli na podłodze. Jak się później okazało, była to niezwykła przygoda i na zawsze pozostanie w pamięci.

Generalnie, przydało by się jeszcze wyjaśnić powód pozostawienia ciepłego i wygodnego życia w ojczystej ziemi. Gnało ich spotkanie żywego i prawdziwego chrześcijaństwa, wspólnego zjednoczenia z ludźmi różnych wyznań chrześcijańskich oraz modlitwy i wyciszenia w gronie osób, których tak naprawdę widzieli po raz pierwszy w życiu. Szczególne było także miejsce, w którym zbierali się na rozmyślania. Wędrowali ulicami, poruszali się mobilnymi autobusami oraz pociągami nad i pod ziemią, aby kontemplować Boga przy grobach świętych Apostołów Piotra i Pawła. Nie zabrakło także czasu na zwiedzanie miasta starożytnego oraz miejsc okupionych krwią męczenników.

Spojrzawszy w kalendarz dostrzegli, że dziś jest niedziela (tak byli przejęci pobytem tam, że stracili rachubę czasu). Po porannej toalecie i skromnym śniadaniu myśli ich sięgały Eucharystii, którą bardzo chcieli przeżyć. Rozterki te były strasznie poplątane i trudno było im się zdecydować, gdzie mogli by się wybrać. Zaufali Opatrzności Bożej, która podpowiadała im, aby odwiedzili najpierw znanego kapłana. Zaprosił ich poprzedniego dnia na kawę oraz ciastko. Spakowawszy swoje plecaki udali się w drogę. Po trudnościach z komunikacją miejską ( nie przewidzieli, że z metra nagle wszyscy zaczną korzystać ) dotarli do celu. Ksiądz Albert Warso, bo o Nim mowa, z serdecznym powitaniem zaprowadził młodych do swojego mieszkania, gdzie czekał na nich Gość szczególny. Na fotelu naprzeciw okna siedział pasterz, nasz pasterz, ksiądz biskup Henryk i uśmiechał się przyjaźnie. Gawędząc sobie przy ławie, zwierzyli się z problemu dotyczącego Eucharystii. Nie czekając długo wraz z księdzem biskupem oraz księdzem Albertem zeszli schodami do kaplicy, gdzie przy ołtarzu Pańskim Eucharystii przewodniczył pasterz. Ogromne to było przeżycie dla tej grupki młodych osób i na zawsze już pozostanie w pamięci. Nigdy czegoś podobnego nie doświadczyli. Od dawna wiedzieli, że pasterz jest otwarty na każde propozycje, a większe zaskoczenie miało dopiero nadejść. Opatrzność czuwała!

Sylwester. Następnego dnia rano pospiesznie udali się pod zielone drzwi budynku Kongregacji Nauki Wiary. Tam spotkali się z księdzem Albertem. Młodzi z podziwu wyjść nie mogli oglądając kaplicę, dziedziniec, na którym w fontannie pływały Boże stworzonka (żółwie, ryby różnego koloru) oraz panoramę Rzymu z dachu budynku. To nie koniec atrakcji! Czekało ich coś niezwykłego. Zobaczyli Bazylikę świętego Piotra od środka. Pielgrzymując obejrzeli piętę Michała Anioła, pokłonili się bł. Janowi Pawłowi II a także modlili się u grobu św. Piotra. Nie ustawało przyspieszone bicie ich serc!

Nowy Rok. Pasterz dogląda swoich owiec. Ci młodzi, którzy dwa dni wcześniej przeżyli niedzielną Eucharystię w kaplicy Konwiktu Księży Polskich, byli tylko małym gronem stada. Do zagrody przyjechał zatroskany ksiądz biskup Henryk, wraz z księdzem Albertem oraz księdzem Jarosławem  Zielińskim. Wiedział bowiem, że owce mogą w ten świąteczny dzień pozostać bez mszy świętej. Boży to dar! Bogu niech będą dzięki za poświęcenie, trud i życzliwość okazaną młodym, Księże Biskupie! A przede wszystkim za obecność wśród nas, tam, gdzie nas przyjęli i ugościli. Dlatego to miejsce pozostanie wyjątkowe. Zostało wygodne w swej niewygodzie.

I tak! Przygód co nie miara. Trudno wszystkie opisać. A przeżyte pozostają na zawsze w pamięci. Miasto z opowieści to Rzym, młodzi to my ze zdjęcia, a spotkanie to jak podali w tytule – Taizé!

Share

Dlaczego życie konsekrowane?

Dlaczego siostra wybrała ten rodzaj życia?

Dlaczego zrezygnowała siostra z małżeństwa, własnych dzieci?

Dlaczego zamknęła się siostra w tym klasztorze?

Dlaczego zostawiła siostra swoje młodzieńcze pasje, plany?

Dlaczego…

Takie i tym podobne pytania padają wówczas, gdy ludzie widzą młodą, radosną kobietę w habicie. Odpowiedzi są bardzo różne: zawód miłosny, niezaradność życiowa, zapewniona praca, poczucie bezpieczeństwa itp.

Są jednak i tacy, którzy mówią – to powołanie.

Bernard Bro w swojej książce pt. „Wokół tajemnicy Jezusa Chrystusa” opowiada o wydarzeniach z życia pewnej kobiety. Elizabeth Miribel (minister  stanu u Degola) w pewnym momencie swojego życia postanawia wstąpić do zakonu. Autor opisuje sytuację, w której Elizabeth zwierza się swojemu przyjacielowi Adreo Marlo:

-„Andrea zamierzam wstąpić do zakonu klauzurowego, do karmelu. „

-„Elizabeth jesteś we Francji chyba najbardziej postawioną kobietą, powiedz skąd ta decyzja? Dlaczego ją podejmujesz? Czym to motywujesz?”

Ona wówczas odpowiada:

-„Nie wiem dlaczego to robię ale wiem jedno, że odpowiadam na Czyjeś wezwanie!

W tej odpowiedzi kryje się tajemnica każdego powołania do życia konsekrowanego. Inicjatywa zawsze należy do Pana: „nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem” (J 15,16). On powołuje tych, których sam chce, by Go naśladowali w bliskości. Co to oznacza? To naśladowanie Chrystusa ubogiego, czystego i posłusznego wg zasad danego zgromadzenia czy instytutu. Konsekracja zakonna wyraża dobrowolny dar, jaki osoba składa Chrystusowi z samej siebie, by już nie należeć do siebie, lecz całkowicie do Niego.

Życie konsekrowane nie oznacza, że ktoś jest lepszy czy bardziej hojny, lecz, że wyruszył w drogę starając się, by Jego uczucia, Jego pragnienia, Jego cnoty stały się programem i stylem życia.

Dziś istnieje wiele form życia konsekrowanego. Zakony klauzurowe, kontemplacyjne, zgromadzenia zakonne oddane pracy apostolskiej, zgromadzenia niehabitowe, instytuty świeckie i osoby składające śluby w całkowitym ukryciu przed światem.

Kościół – Mistyczne Ciało Chrystusa - potrzebuje tych osób, które przez bezinteresowny dar z siebie, przez przylgnięcie sercem, umysłem i wolą do Niego będą niejako kanałami Bożej łaski dla braci żyjących w świecie.

 

Bóg wzywa także dziś, dla każdego ma plan miłości. Jest wielu, którzy szukają swego szczęścia, swego powołania, którzy otrzymawszy łaskę wiary, pragną uczynić coś ze swoim życiem razem z Jezusem i dla Niego. Jezus szuka ludzi, którzy odważą oddać Mu się całym sercem. Rodzi się pytanie - czy to ja? Czy mnie wzywasz? Gdzie? Dokąd?

O dar rozeznania swojego powołania, o dar wielkoduszności i odwagi dla młodych, których Pan zaprasza na tą szczególna drogę prośmy słowami modlitwy św. Franciszka z Asyżu:

 „Najwyższy, chwalebny Boże,

rozjaśnij ciemności mojego serca

I daj mi Panie,

prawdziwą wiarę,

niezachwianą nadzieję

i doskonałą miłość,

zrozumienie i poznanie,

abym wypełnił Twoje święte

I prawdziwe posłannictwo”.

 

I na zakończenie słowa naszego kochanego papieża bł. Jana Pawła II

„Jeśli chcesz znaleźć źródło, musisz iść do góry, pod prąd. Przedzieraj się, szukaj, wiesz, że ono musi (...) gdzieś być. Gdzie jesteś, źródło?... Strumieniu (...) odsłoń mi tajemnicę swego początku!”

Share

Dzieje się:


9.03-11.03 SA
16.03-18.03 Ewangelizacyjna OM

23.03-25.03 SA Diecezjalnego

Więcej terminów: KALENDARZ

Oazy Wakacyjne

Bank Modlitwy

Czeka Nas Droga

W sieci