Pobierz całą gazetkę tutaj

Dlaczego Bóg pozwala na cierpienie?

- recenzja książki „Milczenie” Shusaku Endo

            Żyjemy w czasach wyjątkowo spokojnych. W naszym kraju nie trapią nas wojny, epidemie i kataklizmy. Szczególnym jest również to, iż możemy swobodnie wyznawać naszą wiarę. Prześladowania chrześcijan są jednak nadal obecne.

            Właśnie o trudach misji, w kraju od nas niezwykle oddalonym, opowiada książka japońskiego autora Shusako Endo, „Milczenie”. Misje na pewno wielu kojarzą się od razu z Afryką, ewentualnie z Ameryka Południową. Jednak ewangelizacja Japonii również miała miejsce, lecz jest to tragiczny epizod z życia tego kraju.

            „Milczenie” opiera się na autentycznej historii jezuickich misjonarzy z Portugalii, którzy w XVII wieku potajemnie wyruszyli do Japonii, by odnowić tępione przez feudałów chrześcijaństwo i skontaktować się z ojcem Cristoavo Ferreirą, niegdyś gorliwym misjonarzem, który na torturach miał wyrzec się swej wiary. Główny bohater – Sebastian Rodrigues - początkowo rozpalony chęcią ewangelizacji spotyka się z cierpieniami, prześladowaniami i odrzuceniem. Potajemnie kontaktując się z małymi enklawami chrześcijan gorliwie pełni swe powołanie, lecz z czasem zostaje zdradzony i sam musi zweryfikować swoje postrzeganie Bożej miłości.

            Tytuł książki nawiązuje do budzącego się wciąż w sercu Rodriguesa pytania – dlaczego Bóg milczy? Dlaczego pozwala na tak wielkie cierpienie? Jego misja naznaczona jest męczeńską śmiercią wielu potajemnych wyznawców Chrystusa. Wreszcie i jemu samemu dane jest skonfrontować się z apostatą Ferreirą i z torturami, które polegały na deptaniu wizerunków Chrystusa i Matki Bożej. Tytuł jest do tego na tyle przewrotny, że autor wciąż pokazuje jak świat wokół idzie własną drogą i stara się zagłuszyć milczenie Boga i lament umierających.

            Endo posłużył się w swoim dziele dwoma formami narracji. Odnajdziemy więc listy różnych postaci przebywających w Japonii – od misjonarzy wychwalających odwagę męczenników, którzy nie wyrzekli się swej wiary, pełne wątpliwości listy Rodriguesa, czy wspomnienia holenderskiego kupca, który spisując rozliczenia, wspomina o portugalskich księżach złamanych przez Japończyków. Drugą formą jest opowieść o Rodriguesie, która wciąż przeplata się z jego poszukiwaniem sensu i głosu Boga.

            Bóg wreszcie przerywa milczenie. Mówi, iż „można mnie deptać”. Jednak jest to wezwanie równoważne z porzuceniem swej wiary. Męczeństwo narzucone na bohaterów jest przepełnione wielkimi wątpliwościami i wyrzutami sumienia, iż chcą jedynie usprawiedliwić swoje złe decyzje. Endo nie ocenia ich postawy, lecz stawia ich w sytuacji niezwykle tragicznej, rysuje ich jako bohaterów rozdartych pomiędzy chęcią przeżycia a wiarą w wyznawane ideały. „Milczenie”, tak jak wspomniałem, opiera się na prawdziwej historii. Dlatego jest dziełem tym bardziej pesymistycznym, choć niepozostawiającym wątpliwości, iż jeśli męczeństwo kryje w sobie prawdziwą wiarę, ma zawsze sens.

Share

Jestem Animatorem!

Powrót zimy? Zawieja śnieżna? Szczypiące nosy i poczerwieniałe od mrozu ręce? Nic z tych rzeczy nie było straszne dla 111 młodych ludzi, którzy 8 marca przybyli do pionkowskiej Betanii, by pod kierownictwem ks. Grzegorza Lipca i s. Ani Baćmagi, wspólnie przeżyć Szkołę Animatora. Dla wielu było to zupełnie nowe doświadczenie, gdyż właśnie wtedy miała także miejsce długo oczekiwana weryfikacja „kodowanych”.

         Spotkanie zaczęło się czymś dla ciała, czyli kolacją (z czego wygłodniali studenci byli niewymownie zadowoleni), po czym przyszedł czas na najważniejszy moment dnia – Eucharystię. Natychmiast po spotkaniu z Panem trzeba było zabrać się do pracy. Podczas gdy starsi animatorzy ruszyli na spotkania w diakoniach, Wielka Weryfikacja się rozpoczęła. Pod ostrzałem pytań ze wszystkich „oazowych” dziedzin odpowiadający zachowali zimną krew i radzili sobie śpiewająco. Poszło im tak dobrze, że już przed północą mogli śmiało powiedzieć: „Jestem animatorem!”. Ten pełen akcji wieczór zakończył się drogą krzyżową, przez którą prowadziła nas siostra Faustyna i jej dzienniczek. Wspomnieć należy tu także o pięknych życzeniach złożonych dziewczętom z okazji ich święta i pamiątkowych upominkach (panowie naprawdę się postarali).

       A co czekało animatorów następnego ranka? Oczywiście jutrznia, po niej odrobina relaksu przy śniadanku i kawusi, oraz hit dnia: spotkanie z panią pedagog Małgorzatą Szulc. Poprzez formę wykładowo-warsztatową pani Małgosia ukazała młodym schemat rozwoju grupy, a także zasadzki czekające na animatora w poszczególnych fazach wzrastania w tej małej wspólnocie oraz sposoby na skuteczną walkę z tymi trudnościami. Popołudnie, poświęcone dla bliźniego, zostało zwieńczone Eucharystią z psalmami z nieszporów. Podczas kolacji, odpowiedzialni Marysia i Bartosz, w imieniu całej wspólnoty złożyli księdzu Grzesiowi życzenia i wręczyli prezent z okazji zbliżających się imienin. Natomiast wieczór upłynął na pracy w diakoniach, które zostały licznie wzmocnione o świeżo upieczonych animatorów wraz z ich oryginalnymi i orzeźwiającymi pomysłami na działanie. Okazją do podziękowania Panu za wszelkie dobro tego dnia była adoracja Najświętszego Sakramentu.

      Niedziela. Czas wracać do domu, ale nie tak prędko, przecież pociąg jest dopiero po 12.00! Przedtem był jeszcze czas na rozpoczęcie dnia jutrznią, śniadanko i kolejne życzenia, tym razem dla dwójki animatorów w dniu ich urodzin. A potem jeszcze spotkanie, na którym moderatorzy i odpowiedzialni poruszyli kilka ważnych animatorskich kwestii, takich jak posługa na oazie wakacyjnej. Ważnym punktem było także podsumowanie pracy w diakoniach. Na koniec najważniejszy i najpiękniejszy moment – Eucharystia.

         Jeden weekend, tyle przeżyć i wzmocnione grono animatorów – takie rzeczy tylko na Szkole Animatora!

Share

Reko Catho Style

Czy wiesz, jaki jest katolicki styl? My już wiemy! My, to znaczy grupa blisko 20 animatorów oraz młodzież z parafii Matki Bożej Częstochowskiej w Radomiu. Wspólnie przeżyliśmy trzydniowe rekolekcje wielkopostne, które odbyły się w dniach 6-8 marca.

Środowy poranek. Kościół zapełniony młodzieżą. Aby przełamać pierwsze lody, rozruszaliśmy kości przy takich hitach jak „Bóg jest tu” czy „Złożyłem w Panu całą nadzieję”. Po tańcach i przedstawieniu naszej ekipy, zaczęliśmy powoli odkrywać, co tak naprawdę kryje się pod tajemniczym hasłem „Catho Style”. W związku z tym najpierw obejrzeliśmy filmik pod takim właśnie tytułem. Jednym z elementów tego stylu jest wolność, którą każdy z nas ma w sobie, a także gotowość do przyjęcia zaproszenia (takie małe nawiązanie do Fb), wysyłanego do nas codziennie przez Boga. To wydarzenie nosi tytuł „Eucharystia”. Właśnie nim rozpoczęliśmy rekolekcje. Po Mszy Świętej udaliśmy się do tzw. kawiarenki ewangelizacyjnej, aby bliżej się poznać, wzajemnie się od siebie uczyć, a także - zjeść ciastko i napić się upragnionej kawusi.

Środowe popołudnie. Diakon Krzysztof na przykładzie Abrahama przybliżył nam kolejny element omawianego stylu, jakim jest wiara. On nie wahał się zawierzyć Bogu całego swojego życia, mimo że obietnice dawane mu przez Najwyższego po ludzku były niemożliwe do zrealizowania. Ufając w Jego ogromne miłosierdzie, opuścił swój dom rodzinny i wyruszył do miejsc, do których Bóg go wzywał (mała ciekawostka – imię syna Abrahama – Izaak oznacza „śmiać się”, i wzięło się stąd, że Sara śmiała się gdy usłyszała, że będzie miała potomstwo). W czasie krótkiego Namiotu Spotkania połączonego z wystawieniem Najświętszego Sakramentu, modliliśmy się przy pomocy fragmentu z Księgi Wyjścia.

Czwartkowy poranek. Po ponownym rozruszaniu kości zastanawialiśmy się, kim dla każdego z nas jest Bóg. W czasie spotkania modlitewnego rozważaliśmy przypowieść o synu marnotrawnym, która przybliżyła nam Osobę Boga jako miłosiernego Ojca, który nie odtrąca swoich synów – zarówno tego, który roztrwonił cały jego majątek, jak i tego, który był ogromnym zazdrośnikiem, zapatrzonym tylko w siebie. Natomiast czas przeznaczony na spotkania w grupach poświęciliśmy dyskusji na temat postrzegania Najwyższego przez naszych znajomych, nasze rodziny, przez nas samych. Pochyliliśmy się też nad problemem poprawy wizerunku Boga w naszych środowiskach.

Czwartkowe popołudnie. Nasze kolejne spotkanie rozpoczęliśmy pantomimą „Moja miłość”, która ukazała, jak wiele czeka na nas pokus i jak łatwo im ulec. Ale pokazała nam również drogę, którą podążając możemy na nowo wszystko odbudować i powrócić do Ojca. Tą drogą jest spowiedź święta, do której tego dnia każdy miał możliwość przystąpić.

Czwartkowy wieczór. Wyjątkowo spotkaliśmy się trzeci raz w ciągu jednego dnia. Powodem spotkania była możliwość uczestniczenia w modlitwie wstawienniczej, połączonej z adoracją Najświętszego Sakramentu. Ten wieczorny czas spędzony na wyjątkowej modlitwie uzmysłowił nam, że możemy być uzdrowieni ze wszystkich swych trosk, tak jak ewangelijny paralityk.

Piątkowy poranek i popołudnie. Ostatni dzień rekolekcji. Przeżyliśmy dość nietypową Drogę Krzyżową, ukazującą zmaganie się Ani z wiadomością o nieuleczalnym raku, z wyrokiem śmierci. Razem z nią szliśmy drogą wiodącą przez wyrzut skierowany do Boga, za to, że pozwolił, aby zachorowała, przez poszukiwanie ucieczki i ratunku u znachora, odrzucenie przez najbliższą jej osobę oraz poszukiwanie pocieszenia w alkoholu. Iskierka nadziei pojawiła się, gdy Ania poznała chłopaka ze wspólnoty (takiej jak chociażby nasz Ruch Światło-Życie), a ten zapoznał ją ze swoim przyjacielem – księdzem. Po tym spotkaniu Ania udała się do spowiedzi i zaakceptowała swoją sytuację. Niedługo później umarła. Ale umarła pogodzona z Bogiem, w całkowitej jedności z nim. Ta niecodzienna Droga Krzyżowa pobudziła nas do refleksji, czy my jesteśmy gotowi na spotkanie z Panem.

Kolejnym – najważniejszym – punktem dnia była Msza Święta, w czasie której dowiedzieliśmy się, jaki jest jeszcze jeden element katolickiego stylu. Jest nim wspólnota, świadomość tego że nigdy nie jesteśmy sami, bo „człowiek nie jest samotną wyspą”, potrzebuje drugiego człowieka. Po Eucharystii udaliśmy się na spotkanie w naszej kawiarence ewangelizacyjnej, aby wspólnie, radośnie, spędzić ostatnie chwile tych wspaniałych, owocnych rekolekcji (już bezpośrednio po nich ponad 20 osób wyraziło chęć uczestniczenia w oazie!)

Wolność, gotowość do przyjścia na Eucharystię, wiara, spowiedź święta, trwanie we wspólnocie – „to jest Catho Style!” :)

Bogu niech będą dzięki za czas tych trzydniowych rekolekcji oraz za animatorów, z którymi mogłam współpracować!

Share

Oaza to dobre miejsce dla gimnazjalistów

Marzec dla części Diakonii Ewangelizacji mija pod znakiem przygotowań do Ewangelizacyjnej Oazy Modlitwy. Będziemy tam gościć osoby które jeszcze nie miały przyjemności uczestniczenia w rekolekcjach wakacyjnych. Chcieliśmy ich przekonać że Oaza to idealne dla nich miejsce. Czy się uda? Zależy to nie tylko od nas!


            I tak w ramach reklamy do EOM postanowiliśmy spróbować dotrzeć do gimnazjalistów. Nasze plany zakładały odwiedzenie 2-3 szkół. Natomiast wiemy że Duch wieje kędy chce i jak chce, więc  tak z 3 zrobiło się ich 11! W Ruchu można było odczuć poruszenie, gdyż do posługi zgłosiło się przeszło 70 oazowiczów z różnym stażem formacyjnym. Tonąc w tysiącach ulotek i dziesiątkach plakatów rozpoczęliśmy ewangelizację gimnazjów.

            Tak duża skala akcji rodzi pytanie: czy to się opłaca? Angażujemy tak dużo osób, a każda z nich musi zrezygnować nie tylko z części własnego wolnego czasu ale też z wykładów na uczelni, czy zajęć w szkole przed parę dni. Czy owoce będą proporcjonalne do włożonego wysiłku?Na takie wątpliwości odpowiadam sobie słowami św. Piotra i św.  Jana: nie wiem czy się opłaca, ale: „My nie możemy nie mówić o tym cośmy widzieli i słyszeli!”. Doznając Bożej miłości chcemy dzielić się nią z innymi. Nawet jeśli owoce miałby się okazać nie adekwatne do włożonego wysiłku to i tak powiem że BYŁO WARTO. My dajemy miejsce Panu Bogu do działania, a On będzie działał tak jak zechce. My jesteśmy tylko narzędziem, a to Duch przemienia człowieka, nawraca, a więc ewangelizuje. Nam przypada w udziale tylko uczestniczyć w przepływie tej łaski; być niejako przewodem przewodzącym Dobrą Nowinę. 

           Miejscowości do których dotarliśmy to: Jedlnia, Garbatka, Drzewica, Starachowice, Zwoleń i oczywiście Radom. Niezbędnym dopełnieniem tego artykułu są świadectwa ewangelizatorów z czasu ich posługi w gimnazjach.

„To był czas pełen mocy Ducha, kiedy to mówiliśmy innym czym jest wspólnota. Dużo radości, zabawy, ciepłych słów. Nie sposób opisać to co się tam wydarzyło. Już teraz wiemy że owoce będą duże. To był prawdziwie Boży czas zarówno dla nas, jak i dla tych do których zostaliśmy posłani.” (a. Mateusz Gajda)

„Pierwsze spotkania z gimnazjalistami mogły się wydawać troszkę krępujące. Głównym tematem ewangelizacji było miejsce młodego człowieka we wspólnocie. Poprzez budowle z klocków oraz spotkania w grupach, próbowaliśmy przekonać uczestników do tego, że życie we wspólnocie jest łatwiejsze, rozwijające i potrzebne każdemu człowiekowi. W środę zakończyliśmy akcje. Wszyscy byliśmy zmęczeni, ale odczuwaliśmy też radość z tego, że razem mogliśmy przez 3 dni mogliśmy głosić Chrystusa drugiemu człowiekowi. Teraz pozostaje nam modlić się o owoce tej akcji. Jedno wiemy na pewno – było warto!” (Kasper Wójcik)

Chwała Panu za ten czas radości i świadectwa!

Share

«Módlcie się, aby Pan mi pobłogosławił»…

…i to chyba była najwspanialsza i najważniejsza zarazem modlitwa jaką kiedykolwiek wypowiadałem, nie tylko ja, ale i wszyscy ci, którzy zgromadzili się pamiętnego środowego wieczoru, dobrego wieczoru na watykańskim Placu św. Piotra.

 

Tak, dobrego wieczoru, bo takim pozdrowieniem przywitał nas nowy Papież: «Bracia i Siostry, dobry wieczór»!

Modliliśmy się więc za nowego Papieża. Niektórzy ze stojących obok mnie kapłanów nieśmiało wyciągało rękę do błogosławieństwa; we wszystkich chyba językach świata słychać było wypowiadane modlitwy; i ta cisza, która zaległa na wypełnionym po brzegi Placu św. Piotra: cisza, ponad 300 tyś. serc modlących się za Ojca Świętego.

Po długim, ponad trzygodzinnym oczekiwaniu w strugach rzymskiego deszczu, po radości białego dymu, po kolejnym już w XXI w. Habemus Papam, ukazuje się nam postać Papieża, który wydaje się być nie tyle zaskoczony, ile może bardziej przejęty tą osobliwą euforią zgromadzonych na Placu ludzi.

Stoi, jakby sparaliżowany, wpatruje się w swój Kościół i dopiero po pewnej chwili zaczyna się uśmiechać i nas pozdrawiać. Tak jakby nas dopiero, co rozpoznał…

…a i my stłoczeni i wpatrzeni w loggię  Bazyliki z wielkim skupieniem wpatrywaliśmy się w Jego białą postać i wsłuchiwaliśmy się zarazem w Jego pierwsze słowa tak, jakbyśmy i my chcieli Go poznać, i pokochać niejako od razu. I pokochaliśmy! Urzekła nas bowiem chyba najbardziej, ta niesamowita prostota i wielka pokora zarazem, i słów i gestów.

 Kiedy uświadomiliśmy sobie bowiem, że ten prosty jezuicki zakonnik, obiera sobie imię wielkiego świętego z włoskiej Umbrii, Biedaczyny z Asyżu, jeszcze bardziej poczuliśmy się szczęśliwi i dumni zarazem, że oto uczestniczymy w tej wielkiej radości Kościoła i niemal od razu zrozumieliśmy, że przecież nie mogło być inaczej, że tak właśnie musiało i musi wyglądać spotkanie Franciszka ze swoimi dziećmi: po prostu, zwyczajnie, po ojcowsku, z troską, z miłością, ale i z konkretnymi już, stanowczymi niejako, oczekiwaniami: «Módlmy się zawsze za nas: jeden za drugiego. Módlmy się, za cały świat, aby był w nim paniowało prawdziwe braterstwo», powie Ojciec Święty.

A więc mamy Ojca, pomyśleliśmy, nie jesteśmy już sierotami! Pomyślał tak chyba niemal cały Rzym, który znowu «oszalał», i w tej jednaj niejako chwili, dosłownie przybiegł na Plac, rzucając pracę, szkołę, obowiązki, (pomyśleli też tak również i moi koledzy z polskiego Instytutu, którzy dosłownie zostawili podaną już do stołu kolację i pobiegli na Plac (!)). Po prostu trzeba było być wtedy na Placu, nic innego nie było wtedy ważniejsze…

  

To, co wydarzyło się 13 marca przejdzie do historii, nie tylko jako dzień wyboru 266. Następcy św. Piotra, pierwszego Papieża z «końca świata», Franciszka I, albo jak woli sam Papież, po prostu, Franciszka, ale przede wszystkim jako dzień, który kojarzyć nam się będzie z postacią nowego Papieża pochylonego nad swoim ludem i proszącego o modlitwę, o pomoc, bo czegóż bardziej potrzeba Kościołowi na tym nowym etapie swojej «wędrówki braterstwa, miłości i zaufania pomiędzy nami»…

«Módlcie się za mnie i do zobaczenia! Dobrej nocy i dobrego odpoczynku», zakończył Ojciec Święty…

...ale wieczór bynajmniej się nie skończył, bowiem radości i śpiewu końca nie było, więc i odpoczynek był krótki, ale to przecież nieważne. Najważniejsze było tam być razem, jedno, w deszczu i w nadziei, a w końcu też i w radości, z tego, że mamy Papieża, mamy Ojca, mamy Franciszka!

Share

Dzieje się:


9.03-11.03 SA
16.03-18.03 Ewangelizacyjna OM

23.03-25.03 SA Diecezjalnego

Więcej terminów: KALENDARZ

Oazy Wakacyjne

Bank Modlitwy

Czeka Nas Droga

W sieci