Pobierz całą gazetkę tutaj

Kibicuj Rodzinie z Domowym Kościołem

Szydłowcu na stadionie „Szydłowianki”, odbył się festyn rodzinny pod hasłem „Kibicuj Rodzinie” oraz mecz pomiędzy ojcami i synami, a zespołem księży. Celem imprezy była integracja rodzin, zwrócenie uwag  na konieczność przywrócenia polskiej rodzinie właściwego miejsca w życiu społecznym i uświadomienie ojcom, jak ważna jest ich rola w domowej drużynie.

 

Wcześniej, w samo południe, w intencji rodzin Domowego Kościoła z parafii św. Zygmunta w Szydłowcu, w szydłowieckiej farze koncelebrowana była Msza święta dziękczynna za 15 lat działania kręgów DK w Szydłowcu. Wspominano także, że jest to jednocześnie 40 rocznica powstania całego dzieła Domowego Kościoła w kraju.

Ks. dr Maciej Korczyński, moderator DK naszej diecezji,  w swojej homilii podkreślał, jak ważna jest odpowiedź, każdego z nas na pytanie Jezusa „A wy za kogo Mnie uważacie?”  i osobista relacja z Nim kształtowana poprzez modlitwę i zaufanie do Niego.

Po południu około 300 osób spotkało się na stadionie, aby kibicować piłkarzom - ojcom z DK i księżom, którym przewodził ks. Krzysztof Bochniak. Dla rozgrzewki Przemek Duda poprowadził z młodzieżą tańce lednickie.

Mecz rozpoczął się kilkanaście minut po godz. 15. Ostatecznie, po pełnej emocji i zacięcia rywalizacji, ojcowie i synowie wygrali z zespołem Księży 5:2. 

W przerwie meczu z koncertem wystąpiła Miejska Orkiestra Dęta z Szydłowca. Po meczu boisko opanowały dzieci, to one przygotowały symboliczny puchar dla zwycięzców. Otrzymał go kapitan drużyny Ojców i Synów „Super tata” Dominik Pijarski.

Dzieci animowały i bawiły się wraz z paniami z Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Szydłowcu. Zabawy z chustą, makijażem sportowym, konkursy i zabawy sprawiły, że w Szydłowcu dzieci się nie nudziły. Dodatkowa atrakcję sprawili strażacy, którzy ustawili pompowany strażacki namiot, a na koniec zaprezentowali prawdziwy wóz ratowniczo- gaśniczy. Mały plac zabaw dziecięcych utworzyli także pracownicy spółki Comes, producenta urządzeń na place zabaw.

Festyn był możliwy dzięki wielkiej gościnności władz Szydłowieckiego Klubu Sportowego „Szydłowianka”. Dla wszystkich przygotowano pyszne domowe ciasta, kiełbaski z grilla i napoje chłodzące, bo pomimo deszczowego przedpołudnia, na stadionie Szydłowianki była serdeczna i słoneczna atmosfera.

Organizatorami pikniku rodzinnego był Domowy Kościół na czele z parą diecezjalną Anną i Markiem Kwiatkowskimi oraz  kręgi rodzin DK z Szydłowca, którymi przewodził ks. Andrzej Kania.

Share

Mamy Doktora Moderatora!!!

Drogi Oazowiczu! Tego wydarzenia nie można przegapić. Nie można o nim nic nie powiedzieć. To niezwykłe wydarzenie zmienia naszą rzeczywistość oazową, bo oto nasz Moderator ks. Grzegorz Lipiec jest już doktorem.

 

13 czerwca 2013, godz. 11 00. W budynku KUL  wielkie zamieszanie. Wszyscy się przepychają, windy są przepełnione, a na schodach robią się kolejki strudzonych wędrowców, którzy pragną jak najszybciej znaleźć się na 10 piętrze. Tego dnia, wspomniane piętro było szczególnym miejscem, bo to tam, na Wydziale Teologii, miała się odbyć rozprawa obrony pracy doktorskiej ks. Grzegorza Piotra Lipca. Sala pękała w szwach. Nie zabrakło rodziny, znajomych, profesorów, s. Ani Baćmagi, Rodzin z Domowego Kościoła, a także animatorów. Wszyscy kibicowali i wspierali księdza swoją obecnością.

 

Komisja licząca siedem osób, ubrana w  piękne togi, zasiadła do stołu obrad. Promotor, ks. prof. dr hab. Ryszard Kamiński, przedstawił pokrótce osobę ks. Grzegorza. Następnie głos zabrał ks. doktorant, aby przybliżyć zebranym treść swojej pracy. Tematem pracy doktorskiej była: „Koncepcja duszpasterstwa rodzin w ujęciu ks. P. Poręby i ks. J. Wilka.” Zebrani z wielkim zaciekawieniem wsłuchiwali się w wypowiedź księdza, a w sercach rodziło się pragnienie przeczytania pracy, która tak wiele wnosi w życie naszych rodzin. Głos recenzentów potwierdził tylko nasze domysły, że praca została napisana doskonale, z pełnym zrozumieniem tematu i idealnie dobranymi materiałami.

 

I wreszcie przyszedł czas na otwartą publiczną dyskusję. Każdy mógł zadać nurtujące go pytanie naszemu doktorantowi, który po mistrzowsku udzielał rad i swoich przemyśleń. Podkreślał, jak ważne w dzisiejszych czasach jest dbanie o rodzinę,  o to, aby miały wsparcie w duszpasterstwach, które nauczą, jak żyć miłością, jak swoją rodzinę budować na Chrystusie. Istotną rzeczą jest też wychowywanie młodych do małżeństwa, aby opierało się ono na prawdziwych wartościach. Nasz Ruch daje możliwość wzrastania rodzin ku Świętości – to Domowy Kościół, który otwiera ludzi na siebie i pokazuje, że rodzina musi być silna Bogiem.

Nikt z nas nie miał wątpliwości co do wyroku rozprawy, mimo to wszyscy czekali ze zniecierpliwieniem, aż komisja wróci z obrad. Decyzja jednogłośna: Ks Grzegorz Lipiec jest mianowany na Doktora.

Gratulacji i życzeń nie było końca, a na twarzy księdza doktora był uśmiech i radość. Jesteśmy dumni z naszego Moderatora. Byłam tam, widziałam i poświadczam: Ksiądz Lipiec obronił się po mistrzowsku. Dziękujemy za tę radość, za to,  że możemy być świadkami Księdza sukcesów. Życzymy, by doświadczenie, które Ksiądz zdobył podczas pisania pracy, zaowocowało w pracy z rodzinami i by było wzorem dla duszpasterzy.

 

Bogu niech będą dzięki za ks. dra Grzegorza Lipca!

Share

„Wyznaję jeden CHRZEST na odpuszczenie grzechów.”

Chrzest Święty jest jedynym sakramentem, o którym mowa jest w CREDO mszalnym. Dzieję się tak, ponieważ wyznając nasza wiarę, musimy znać jej źródło i podstawy. Sakrament ten „uważa się za bramę życia duchowego i za drogę do wspólnoty ludzi wierzących” (bp Kazimierz Romaniuk).

 

W momencie śmierci Jezusa krew i woda wypłynęły z przebitego boku Zbawiciela. Otóż ta woda to niejako źródło wszystkich sakramentów. Nad tym właśnie symbolem, nad tą „wodą życia”, warto się na chwilę zatrzymać.

Woda jest żywiołem, który od zawsze fascynował. Z jednej strony jest bowiem w stanie dawać życie, oczyszczać, gasić pragnienie, z drugiej natomiast może to życie zniszczyć, topić. Jeśli jednak zostaniemy oblani wodą chrztu świętego, to śmierć będzie dla nas narodzeniem się na nowo.

Chrzest, jak chyba żaden inny sakrament, był zapowiadany już w Starym Testamencie. Ponieważ „woda jest materią tego sakramentu, starotestamentalne wzmianki o tym żywiole kojarzone są właśnie z sakramentem chrztu”. I tak jak w Starym Testamencie Lud Wybrany został uratowany przechodząc przez Morze Czerwone, tak i nas woda chrztu „ratuje” od grzechu.

 My, jako chrześcijanie – ludzie ochrzczeni, powinniśmy wyrazić swoją wdzięczność za ten „ratunek”.

W Liście do Rzymian czytamy: „My wszyscy, którzyśmy otrzymali chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć. Zatem przez chrzest zanurzający nas w śmierci, zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, byśmyi my wkroczyli w nowe życie.” Sakrament chrztu jest więc odrzuceniem starego, grzesznego człowieka i wskrzeszeniem do nowego życia.

Słowa te świetnie łączą się z tegorocznym hasłem „Narodzić się na nowo”. Przyjmując chrzest zostaliśmy zobowiązani do ciągłych i nieustanych narodzin. Narodzin Dziecka Bożego w nas samych. Bo któż jest w stanie umiłować bardziej niż dziecko – czyste, bezpretensjonalne, szczere? Aby te narodziny były możliwe musimy być w ciągłej, niezakłóconej relacji z Ojcem, czego możliwość daje nam, ochrzczonym, sakrament spowiedzi. Kościół pierwszych wieków uczył, że po chrzcie człowiek nie powinien już popełniać grzechu ciężkiego. Jednak doświadczenie życia pokazało, że takie podejście jest zbyt radykalne. Wielu ochrzczonych bowiem upadało. W tej sytuacji Kościół uznał, że możliwa jest pokuta po chrzcie, która da szansę na odzyskanie łaski. W ten sposób ukształtował się sakrament pokuty.

 

Musimy mieć w sobie ufność Dziecka Bożego, którym staliśmy się w momencie Chrztu. Ufność, że nasz Tatuś poprowadzi nas przez życie ścieżkami prowadzącymi do Niego. Chrzest Święty jest pierwszym krokiem i wyrażeniem chęci, może początkowo nie naszej, lecz naszych rodziców, na to właśnie poprowadzenie.  Dajmy więc ponieść się dalej Duchowi Świętemu i nie bójmy naradzić się na nowo.

Share

Animator - tropiciel okazji do służenia

Każdy animator czytający te słowa, z pewnością wie, o co chodzi. Nie wiem, jak inni myślą, ale dla mnie te słowa to najpiękniejsze, jakie kiedykolwiek w moim życiu wypowiedziałam.

 

Animatorstwo to jakby ukoronowanie całej formacji w Ruchu Światło-Życie. Przez kolejne stopnie poznajemy coraz bardziej Boga, zbliżamy się do Niego i innych ludzi. Kiedy otrzymaliśmy już tak wiele, przychodzi chwila, żeby dać coś z siebie.

Oaza ma za zadanie kształtować dojrzałych i mocnych w wierze chrześcijan. I to kształtowanie nie kończy się na oazie w Skarżysku Kamiennej, KODA bądź KAMUZO. Ktoś kiedyś powiedział, że jeśli stoimy w miejscu, to tak, jakbyśmy się cofali. Dlatego ważne jest, aby robić wciąż kroczki do przodu.

Ktoś może stwierdzić, że animator, wyjeżdżając na rekolekcje, które już kiedyś przeżywał jako uczestnik, nic już nie może z nich wynieść. Kiedyś też tak myślałam, ale przekonałam się szybko, że nie ma nic bardziej mylnego. Bóg przemawia do nas ciągle. Do uczestników przemawia przez moderatorów i animatorów, a do animatora – poprzez uczestników, do których został posłany.

 

Animator to człowiek, który szuka okazji do służenia. To jest podstawowa definicja animatora, najbardziej obrazująca rzeczywistość jego działania. Myślę, że każdy animator o tym pamięta: na oazy jeździmy dla uczestników, dla nich też prowadzimy spotkania cotygodniowe
w ciągu roku szkolnego. Ale ostatnio odkryłam coś jeszcze. Już od najmłodszych lat uczymy się, że chrześcijaninem nie można być tylko w kościele. Tak samo animatorem nie można być tylko na wyjazdach oazowych czy spotkaniach formacyjnych. Animator powinien szukać okazji do służenia wszędzie: w szkole, na uczelni, w kościele oraz tam, gdzie jest to najtrudniejsze: w domu. Naszym wzorem jest Pan Jezus, który podczas ostatniej wieczerzy własnoręcznie obmył nogi swoim uczniom, czyli tym, którzy byli najbliżej Niego. I wiedział, że Piotr się zaprze, Judasz zdradzi, dziewięciu innych w strachu oddali się od Niego. Jak w rodzinie – raz jest łatwiej, raz trudniej. Uważam, że to jest właśnie istota animatorstwa – służba drugiemu człowiekowi. Chrystus powiedział: ,,Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40).

 

Błogosławiona Matka Teresa z Kalkuty jest autorką przepięknych słów: ,,Owocem ciszy jest modlitwa, owocem modlitwy jest wiara, owocem wiary jest miłość, owocem miłości jest służba, owocem służby jest pokój”. Te słowa odnoszą się do nas, animatorów. Podczas kolejnych stopni przeżywamy kolejne z wymienionych rzeczy. W końcu przychodzi okres, wymagający największej dojrzałości: czas służby. Powołani przez Jezusa, pragniemy służyć.

Odkąd zaczęłam formację w oazie (był to pierwszy stopień ONŻ), chciałam zostać animatorką. To było moje ogromne marzenie – teraz się spełnia. Może nie byłam wtedy świadoma, jak wiele wymaga od nas bycie animatorem. Ale wiedziałam, że to jest droga do szczęścia, ta służba i niesienie Boga innym ludziom. To jest najpiękniejsze: służba przynosi pokój. Nieraz zdarzało mi się, że nie miałam siły aby zrobić cokolwiek. Dzisiaj jednak, a piszę to po zakończeniu roku formacyjnego w parafii, widzę, jak wielkie znaczenie ma dla mnie i innych moja służba. Jak wiele daje mi radości i szczęścia bycie animatorką.

 

Kochani uczestnicy, chciałabym na koniec napisać kilka słów do Was. My, Wasi animatorzy, mamy naprawdę ręce pełne roboty. Często tego nie widać i dlatego trudno to docenić. Jednak bez Was nasze animatorstwo nie miałoby sensu. Dlatego dobrze, że jesteście. Pamiętajcie o nas czasem w modlitwie. I nie zapomnijcie, że liczymy, że kiedyś do nas dołączycie.

Animator to człowiek, który szuka okazji do służenia i pragnie służyć z radością. Nie tylko wśród oazowiczów, ale wszędzie. ,,Tyś nas, Chryste, powołał i POSŁAŁ DO LUDZI” – śpiewamy. I to prawda. Wszystkim moim kolegom animatorom życzę, abyście BYLI animatorami zawsze, w każdej sytuacji.

 

,,Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami Moimi, jeśli się będziecie wzajemnie miłowali” (J 13, 34-35).
A służba jest owocem właśnie miłości.

Share

Piltirili

W Ruchu Światło - Życie  jest wielu ludzi, którzy mają bardzo różne zainteresowania. Taki też jest sens wspólnoty, by wzajemnie się ubogacać nie tylko doświadczeniem Pana Boga, ale również swoimi pasjami. W tym miesiącu pragniemy zaproponować wywiad z jednym z uczestników naszego Ruchu, który… napisał książkę. Jak to się stało, do kogo ją skierował? Przeczytaj sam!

 

CND: Jak to się stało, że postanowiłeś napisać książkę? Trzeba przyznać, ze w tym wieku samo czytanie jest czymś bardzo rzadkim, a co dopiero coś napisać i jeszcze to wydać...

Maciej Jemioł: Pisaniem interesowałem się od dziecka. Już wcześniej dużo czytałem, a sama możliwość kreowania nowych światów w opowiadaniach nieustannie mnie przyciągała. Moje pierwsze opowiadanie powstało, gdy miałem 9 lat i miało ok. 300 słów. Z czasem opowiadania stawały się coraz dłuższe i dłuższe, aż w końcu, mając lat 13 zacząłem pisać "Dzienniki gracza". Bezpośrednim powodem powstania tego dzieła była nuda. Brała się ona z braku dobrego komputera i chęci zagrania w jakąś dobrą grę. Z tych przyczyn zacząłem się zastanawiać, jak wyglądałaby moja wymarzona gra, a tych rozmyślań narodziły się "Dzienniki gracza".

 

CND: Sam tytuł Twojej książki jest tajemniczy , więc w Czytelniku budzi się pewna ciekawość. Możesz zdradzić dlaczego tak zatytułowałeś swoją książkę?

M.J.: Pierwotnie książka miała nosić zupełnie inny tytuł, który był nazwą krainy, w której toczy się akcja. Wydawca jednak uznał, że „Pirtilirli” może być trudne do zapamiętania i wpłynąć na sprzedaż. Postanowiliśmy więc zmienić tytuł. Z kilku moich propozycji został wybrany właśnie ten: „Dzienniki gracza”. Nawiązuje on do formy książki stylizowanej na fragmenty dziennika czy nawet kilku dzienników . Ich autorem był główny bohater książki, Enthebil Filiőn, gracz Pirtilirli. Celem takiego tytułu było oczywiście przyciągnięcie uwagi czytelnika, co się udało, o czym świadczy samo to pytanie.

 

CND: Mawia się, że reklama jest dźwignią handlu, więc powiedz nam, dlaczego warto zajrzeć do „Dzienników gracza”? Do kogo jest ona głównie skierowana?

M. J.: Powieść "Dzienniki gracza" jest głównie skierowana do młodzieży, zwłaszcza gimnazjalnej, lecz można odnaleźć w niej treści uniwersalne. Niewątpliwą zaletą tej książki jest sam poruszany w niej temat, a więc kwestia gier komputerowych, który jednak nie zwiera w sobie nic z moralizatorstwa, ale może prowadzić do własnych przemyśleń. Inną zaletą tej książki mogą być również zawarte między wierszami zalążki mojej filozofii życiowej, którą staram się rozwinąć w mojej drugiej książce pt. „Gwiazdooka”, która prawdopodobnie ukarze się w 2014 r. Poza tym w „Dziennikach gracza” można odnaleźć też wartką akcję, liczne spiski, wielkie miłości i walne bitwy, jeżeli ktoś lubi takie rzeczy.

 

CND: Może krótko opowiesz o sobie, o swoim doświadczeniu Pana Boga wyniesionym z Ruchu?

M. J.: Cóż, w Oazie jestem odkąd tylko pamiętam. Moi rodzice byli i są aktywnym członkami Domowego Kościoła i w dzieciństwie zawsze jeździłem z nimi na rekolekcje wakacyjne (z resztą, moje najwcześniejsze wspomnienie pochodzi z jednej z tych oaz). Gdy trochę podrosłem dołączyłem do oazy młodzieżowej przy parafii pod wezwaniem opieki św. Józefa w Jedlni-Letnisko. Ruch Światło-Życie wniósł w moje życie bardzo wiele: pomagał mi formować moje poglądy na świat zgodnie z zasadami religii, pomógł mi poznać wielu wspaniałych ludzi, w tym muzę, której zadedykowana jest moja druga książka (jeśli to będzie czytać, to ją pozdrawiam) a także nawiązać mocną wieź z Bogiem, chęć do walki z moimi licznymi słabościami i motywację, by pisać o mojej wierze bez lęku.

Share

Dzieje się:


9.03-11.03 SA
16.03-18.03 Ewangelizacyjna OM

23.03-25.03 SA Diecezjalnego

Więcej terminów: KALENDARZ

Oazy Wakacyjne

Bank Modlitwy

Czeka Nas Droga

W sieci