Pobierz całą gazetkę tutaj

Motylem jestem… gdzie jest granica „motylowania”?

Łódź. Koleje losu, albo raczej: plan Boży, wywiały mnie do centrum Polski. Już trzy lata temu. Łódź – stosunkowo młode, poprzemysłowe miasto. Brzydkie, nie brzydkie – zostawiam to do oceny, przebywających tu na stałe, ludzi. Uważam – dość przewrotnie – że jest to urokliwe miejsce. Odrapane gdzieniegdzie kamienice, kontrastujące z najnowszymi osiągnięciami architektoniki, w komplecie z ich mieszkańcami, tworzą kompozycję o nieprzeciętnej urodzie. Do tego, zapachy… Ach, często stwierdzam, że lubię tu studiować!

Dlaczego tylko często? Ponieważ nie lubię motyli. Nie, nie chodzi mi o motyle w brzuchu, obecne przed spowiedzią, egzaminami, czy przed poważną rozmową z „tą jedyną”; nie mam nic przeciwko przedstawicielom łuskoskrzydłych. Nie lubię motyli, których przedstawicielem jest Człowiek Motyl. Jego happeningi to, już nieodłączny, element walki z autorytetem Kościoła.

Niestety, Człowiek Motyl – made in Łódź.

Czym trudni się Człowiek Motyl? Paweł Hajncel – bo o nim mowa – jest artystą łódzkim. Co mówi o sobie? „Uczeń Andrzeja Łobodzińskiego, Bohumila Hrabala, Petera Singera, Slavoja Źiźki. (…)
Zajmuje się malarstwem, rysunkiem, filmem video, muralami, działaniami w przestrzeni publicznej. Celem jego różnorodnych zajęć jest samokształcenie, krytyka i kształtowanie zachowań społecznych”. (z: independent.pl/hajncel_pawel)

Co/kto zwraca moją uwagę? Peter Singer. Tak, to ten bioetyk, który – jako utylitarysta – nie widzi niczego złego w zabijaniu nienarodzonych, mało tego – również dzieci urodzonych. A to ze względu na ich niską samoświadomość. Myśliciel, stojący za eutanazją, nie dostrzegający w zoofilii niczego złego. Człowiek Motyl inspiruje się nim. Dołóżmy do tego nutkę antyklerykalizmu… Tak. Już wiemy, dlaczego Hajncel atakuje, z ulubowaniem, Kościół. Korzysta z każdej okazji, by „dołożyć” wspólnocie. Dlaczego stał się sławny?

Chyba dlatego, że nie ma wstydu. Zaczęto o nim mówić, gdy – w stroju motyla – uniemożliwiał wiernym pełne przeżycie procesji Bożego Ciała. Gdy robił z siebie durnia, czynił publiczne pośmiewisko, a jego zachowanie zakrawało o niezrównoważenie psychiczne. Było to już ładnych parę lat temu. Ostatnio, 30 maja, ograniczył się do wystawienia transparentu: „Kościół w kryzysie / razem z Wiernymi. / Msze, chrzciny, pogrzeby, śluby / ZA DARMO!”… Sam Hajncel nie był zbyt jaskrawy. Przyoblekł się w stonowaną czerń… sutanny (w której, nie tak dawno, przesiadywał, mając śmietanę na kolanach). Tak, przebrał się za księdza. Wilk w owczej skórze… Ustawiony na skrzyżowaniu ulic, zmuszał swą statyczną postawą do odwrócenia oczu z boskiego, cudownego oblicza Jezusa, zamkniętego w kruszynie chleba, do przeczytania napisu. Jako, że Paweł Hajncel określa się mianem „artysty”, w każdym jego „dziele” należy się doszukiwać drugiego dna. Ukośnikami oddzieliłem poszczególne „wersy” tekstu transparentu. „Kościół w kryzysie”, „razem z Wiernymi”… To brzmi jak odrębne komunikaty… Ocenę zostawiam Wam… Jeden komentarz – mnie to wygląda na postawę: „Nie znam się, ale się wypowiem”.

Dlaczego Motyl znalazł się na „topie”? Ponieważ wszystko, co uderza w chrześcijan – w szczególności – katolików, jest tolerowane. Ba, wręcz modne! Gdzie jest granica motylowania? Trudno powiedzieć. Można „ukrzyżować” męskie genitalia, drzeć Biblię, można nazwać papieża „ch**em”… Można wtargnąć na spotkanie z arcybiskupem w „stroju” FEMEN-owskim, atakować „katolickie bohomazy”… bezkarnie, z pełną aprobatą! Wszystko w imię wyzwolenia spod jarzma ograniczeń, wszystko w imię wolności! „Motylowanie” – będące kształtowaniem zachowań społecznych – to wszak pełnia onej! Tylko, że za taką wolność – podziękuję.

Share

Woodstock = muzyka i ewangelizacja!

95 księży diecezjalnych i zakonnych, 103 kleryków i diakonów, 48 sióstr zakonnych, a przede wszystkim - 544 osób świeckich; w sumie 789 ewangelizatorów. Czy tyle wystarczy, aby przebić się z Dobrą Nowiną przez alkohol, narkotyki, seks i wszechogarniającą muzykę do serc i umysłów młodych ludzi?

 

Przystanek Jezus, który odbył się już po raz czternasty, jest bez wątpienia jedną z największych inicjatyw ewangelizacyjnych w Polsce. Idea jest zasadniczo prosta: głoszenie Kerygmatu podczas Przystanku Woodstock poprzedzone kilkudniowymi rekolekcjami, mającymi na celu przygotowanie duchowe (Eucharystia, częsta modlitwa) i umysłowe (wielokrotne konferencje, kazania).

Kościół i pole namiotowe dla ewangelizatorów są poza Woodstockiem. Na samym polu woodstockowym Przystanek Jezus ma swoją Wioskę (dojazd specjalnymi autobusami lub pieszo), w skład której wchodzi namiot PJ i wielki, biały krzyż, poświęcony przez bp Dajczaka. W wiosce PJ rytm dnia wyznaczają godziny modlitw odbywających się pod krzyżem: 12:00 Anioł Pański, 15:00 Koronka do Bożego Miłosierdzia, 18:00 Modlitwa różańcowa, 21:00 Apel jasnogórski.

Wszystkich obowiązywał zakaz chodzenia po polu woodstockowym w pojedynkę, optymalnie we dwie, trzy osoby. Reszta spraw, jak organizacja czasu, obecność na posiłkach, ilość snu były dowolne - organizatorzy PJ stawiają na dojrzałość uczestników.

 

Co do samego Woodstocku… jest on owiany wieloma mitami. Najprostszym sposobem, aby dowiedzieć się jak jest naprawdę, jest obejrzenie tego na własne oczy! Na pewno bardzo widoczna jest otwartość ludzi, przyjacielskie nastawienie, chęć do rozmowy. Z drugiej strony, panująca tam „wolność” często przeradza się w „dowolność”, „róbta, co chceta” i samowolkę. Jak wiemy, takie rzeczy raczej zniewalają, aniżeli prowadzą do prawdziwej wolności.

Wbrew panującym opiniom, Woodstokowicze to w większości normalni ludzie, uczestniczący w Przystanku Woodstock dla przyjemności i rozrywki. Jak się okazuje po rozpoczęciu z nimi rozmowy, wielu poszukuje czegoś więcej w swoim życiu, mając świadomość pewnej transcendencji: niewątpliwie jest to dobra okazja dla ewangelizatorów.

Duża część osób także w pewnym momencie swojego życia odrzuciła Kościół i jego naukę ze względu na czyjeś złe zachowanie, antyświadectwo lub ogólnie słaby PR (public relations) Kościoła w Polsce. Jakkolwiek nie jest to dobry powód, aby opuszczać Chrystusa i Jego Oblubienicę, Kościół, powinno to być dla nas jeszcze większą przestrogą, aby w życiu codziennym dbać o wizerunek Kościoła poprzez realizację przykazania miłości względem Boga i bliźniego.

Sporo osób ma za sobą ciężkie doświadczenia życiowe – dla mnie niektóre były po prostu niewyobrażalne do zniesienia. I ci ludzie bardzo często potrzebują zwykłego wysłuchania, wyżalenia, aby na koniec usłyszeć, że pomimo wszystko, cokolwiek na świecie by się nie działo, Bóg kocha Ciebie.

Chyba pierwszy raz w życiu doświadczyłem wspólnoty. Całkowicie obcą osobę, znając tylko jej imię na podstawie identyfikatora (który musiał nosić każdy ewangelizator), można było poprosić dosłownie o cokolwiek – czy to modlitwę, czy wyrzucenie śmieci na drugim końcu pola namiotowego – i nie było z tym żadnych problemów!

 

Chciałbym też poświęcić kilka prywatnych spostrzeżeń liturgii podczas Przystanku Jezus. Otóż nie rozumiem, czemu ktoś miałby zmieniać czy też tworzyć liturgię. Mistrz Papieskich Ceremonii Liturgicznych, Mons. Guido Marini tak się wypowiedział na ten temat: "liturgia jest darem, który nas przewyższa, a drogocenny skarb przekazywany przez starą jak świat modlitwę Kościoła, miejscem, w którym wiara odnalazła swą formę w czasie i wyraz w modlitwie. Nie jest nam dana po to, by ją podporządkowywać osobistej interpretacji, lecz jest nam dana po to, by być w pełni do dyspozycji wszystkich, wczoraj, dziś i też jutro." Uważam, że niektóre praktyki, takie jak np. klaskanie podczas popowej wersji pieśni Agnus Dei dążą do całkowitego zatracenia sensu tej czynności. Jednakże, nie zamierzam się nad tym tematem rozwodzić, ponieważ, pomimo tego wszystko, co się dzieje w liturgii na Przystanku Jezus, pomimo tego, jak bardzo było to dla mnie bolesne, i tak… warto tam być! Wszystkie te dziwne praktyki jakoś uchodzą z głowy, gdy się wychodzi na pole woodstockowe i głosi Jezusa Chrystusa. Salus animarum suprema lex – zbawienie dusz jest najważniejszym prawem.

 

Prawda jest taka, że co by nie napisać, Przystanek Jezus jest przeżyciem praktycznie nieporównywalnym z niczym innym. Przed wyjazdem usłyszałem słowa: „Tam trzeba pojechać chociaż raz, żeby zobaczyć jak to jest” i w pełni się pod nimi podpisuję. Radość jaka płynie z ewangelizacji i spotkania z drugim człowiekiem jest ogromna – pojedź za rok i sam się o tym przekonasz!

Share

„O Stworzycielu Duchu przyjdź!” (Ps, 34)

Gdzie?: Sanktuarium Matki Bożej Ostrobramskiej w Skarżysku- Kamiennej

Kiedy?: 30 lipca 2013r.

Trzynastego dnia rekolekcji oazowych, wyposażeni w niezmierzone pokłady energii i uśmiechu wyruszyliśmy na dzień wspólnoty dla II turnusu. Skarżysko, Dąbrówka, Zarzęcin, Pionki, Mariówka, Dębno - w sumie 350 osób przeżywających swoje rekolekcje. Uczestnicy III stopnia Oazy Nowego Życia, a jednocześnie gospodarze tegorocznego Dnia Wspólnoty na początek przygotowali dla nas tańce integracyjne, gdzie prym wiódł niezmiennie popularny od roku „Tunak”. Nad Skarżyskiem wzniosły się okrzyki pełnych radości powitań - to była chwila dla nas, aby podzielić się z naszymi przyjaciółmi odczuciami z przeżywanych rekolekcji. Po wspólnych tańcach i śpiewach zebraliśmy się, aby obejrzeć meldunki i proporce, jakie przygotowali uczestnicy z pomocą animatorów, a wszystko zgodnie z hasłem roku „Narodzić się na nowo”.  Godzina świadectw ubogaciła nas w refleksje, jakimi podzielili się z nami uczestnicy. Z pewnością na największe uznanie zasługiwali najmłodsi, dla których mogło to być pierwsze wystąpienie przed tak dużą grupą ludzi. I za to wszystko Chwała Panu! Tak dotrwaliśmy do najważniejszego punktu dnia, czyli do Mszy Świętej. 
W tym roku Eucharystii przewodniczył ks. bp Adam Odzimek. W naszej modlitwie wspominaliśmy zmarłego przed rokiem ks. bpa Stefana Siczka, natomiast biskup Adam w swoim kazaniu przekazał nam cechy idealnej wspólnoty. W naszym planie po punkcie kulminacyjnym nadszedł czas na agape, po raz kolejny mogliśmy się poczuć świetnie ugoszczeni przez oazę III stopnia ONŻ. Przy spożywanym posiłku znowu rozbrzmiały rozmowy, świetnej atmosferze nie przeszkodził nawet padający deszcz, brakowało tylko śpiewu „Ześlij deszcz, ześlij deszcz otwórzcie się bramy nieba...”.

Agapa dobiegła końca i znowu przyszedł czas na wyciszenie, ponownie zgromadziliśmy się

w kościele na godzinie odpowiedzialności, prowadzonej przez oazę I stopnia z Dąbrówki. Był to czas dla tych, którzy pragnęli przystąpić do Krucjaty Wyzwolenia Człowieka oraz tych, którzy zechcieli odnowić swoje deklaracje. Wszyscy zaśpiewaliśmy hymn KWC „Serce wielkie nam daj”, a na koniec całą wspólnotą zaśpiewaliśmy „Abba Ojcze”.

Niestety wszystko, co dobre szybko się kończy, tak dobiegł końca nasz Dzień Wspólnoty.

Do zobaczenia 30 sierpnia J

Share

Kibicuj Rodzinie!

W niedzielę 23 czerwca 2013 r. wspólnota Domowego Kościoła w Szydłowcu świętowała jubileusz 15– lecia swojego istnienia. W szczególny sposób wpisał się on w obchody  40–lecia powstania DK  w naszej ojczyźnie. Uroczystości rozpoczęły się o godzinie 12 w Kościele Św. Zygmunta, Mszą Świętą, której przewodniczył ks. dr Maciej Korczyński. Ważnym jej momentem było przyjęcie do wspólnoty tych rodzin, które  zakończyły etap pilotowania i wyraziły chęć trwania w Ruchu DK.  Tym samym  wspólnota ta powiększyła się o dwa nowe kręgi. 

 

Po wzajemnych podziękowaniach i pamiątkowych zdjęciach wszyscy przenieśli się na miejski stadion, gdzie już po raz drugi odbył się festyn pod hasłem „Kibicuj Rodzinie”. Przy pięknej pogodzie, podobnie jak w poprzednim roku, miał miejsce mecz pomiędzy drużynami: księży oraz ojców i synów, którym niestrudzenie kibicowały żony oraz dzieci zagrzewające do walki swoich tatusiów. Po wielu emocjach i zaciętej walce wynik meczu był 5 : 2 dla drużyny ojców. Wszyscy  zawodnicy zostali nagrodzenia za zaangażowanie, a dzieci przygotowały puchar dla swoich tatusiów.

 

Jak przystało na festyn rodzinny organizatorzy zadbali również, aby nie zabrakło  czegoś dla ciała, przygotowując nam kiełbaski i pyszne ciasto. Także dzieci miały zapewnione moc atrakcji i zabaw, z których z radością korzystały.  

Share

Wakacyjne posłanie i nowe zadanie

Czerwiec jest szczególnym miesiącem dla Animatorów Ruchu Światło-Życie. Wśród egzaminów, zaliczeń, nauki i pracy ponad stuosobowa grupa młodych ludzi w dniach 14-16 czerwca przeżywała ostatnią w tym roku formacyjnym Szkołę Animatora. Oczywiście odbyła się ona w Pionkach, gdzie Animatorzy i Moderatorzy czynili ostatnie przygotowania do turnusów wakacyjnych.

 

Błogosławiony był to czas. Pochylaliśmy się nad wezwaniem do Nowej Ewangelizacji, szczególnie w kontekście czekającej nas posługi wakacyjnej. Rozważanie Słowa Bożego, spotkania w grupach diakonijnych, a przede wszystkim czynne uczestnictwo w Eucharystii, uczyniliśmy najlepszym przygotowaniem do wakacyjnych oaz rekolekcyjnych. Szczególnie ważne dla wspólnoty Ruchu Światło-Życie diecezji radomskiej były sobotnie Nieszpory z błogosławieństwem nowych Animatorów, którzy w tym roku pierwszy raz podejmą posługę na rekolekcjach wakacyjnych. Życzymy im odwagi w towarzyszeniu Siostrom i Braciom na szlakach Oazy.

 

Ostatnia Szkoła Animatora to również czas posłania. Zostaliśmy wyznaczeni do posługi na konkretnych rekolekcjach. Jednak czym byłaby prawdziwa wspólnota bez wpatrywania się w Mistrza. Modlitwy wieczorne to oczywiście spotkanie z Panem Jezusem ukrytym w Najświętszym Sakramencie. Powierzyliśmy Zbawicielowi czekające nas rekolekcje, Moderatorów, Animatorów, Uczestników i wszystkich, dzięki którym oazy mogą się odbywać.

 

Prosimy o modlitwę w intencji całej wspólnoty Ruchu Światło-Życie, która rozpoczyna nowy rok formacyjny pod hasłem „Narodzić się na nowo”. Na naszą drogę rocznej formacji ruszamy z odwagą zawierzając Maryi – Niepokalanej Matce Kościoła.

Share

Dzieje się:


9.03-11.03 SA
16.03-18.03 Ewangelizacyjna OM

23.03-25.03 SA Diecezjalnego

Więcej terminów: KALENDARZ

Oazy Wakacyjne

Bank Modlitwy

Czeka Nas Droga

W sieci