Pobierz całą gazetkę tutaj

Słowo Moderatora - Numer 73

Rozpoczynamy kolejny miesiąc naszego życia. Miesiąc ubrany w kolorowe liście i pochmurne niebo z promykiem słońca. To wszystko uświadamia nam, że przyszła jesień. Pora roku przypominająca, wraz z pierwszym spadającym liściem, o upływającym czasie, przemijaniu i „jesieni” ludzkiego życia.

         Kiedy w tym roku formacyjnym podejmujemy zadanie czynienia uczniów należy najpierw zastanowić się co znaczy być Chrystusowym uczniem. Trzeba nam poszukać w historii zbawienia takich osobowych wzorców, które spotykając Chrystusa na swojej drodze nie tylko przyjmowały Jego naukę jako oczywistość, ale chciały się uczyć, jak mają ją realizować.

W Nowym Testamencie znajdujemy wiele osób, które są wzorem uczenia się Chrystusa. Pierwszą z nich jest Ta, która odpowiedziała aniołowi: „oto ja służebnica Pańska”. Konsekwencje tego pierwszego „tak” dla życia Maryi możemy w ty czasie rozważać na nabożeństwach różańcowych i uczyć się jak być uczniem Chrystusa. Maryja uczyła się Boga jeszcze przed Zwiastowaniem. Może dlatego często w scenie pojawienia się anioła jest Ona przedstawiana jako Ta, która trwa w rozmodleniu i lekturze. Maryja się uczy. Nam również trzeba ciągle na nowo uczyć się modlitwy, rozmyślania, bycia z Bogiem.

Zauważmy, ze odpowiedź dana Bogu była dla Matki Najświętszej wielkim wezwaniem do nauki macierzyństwa, ale też służby opartej na całkowitym oddaniu. Maryja, jak każda matka jest Tą, która pierwsza uczy się swego dziecka – Chrystusa, wtedy kiedy nosi Go pod swoim sercem. „Uczy się” Chrystusa wtedy, gdy rodził się w Betlejem, gdy przemawiał w świątyni, gdy gościł na weselu w Kanie, gdy nauczał, gdy umierał na krzyżu i gdy zmartwychwstały posyłał Ducha Pocieszyciela. Maryja jak sumienny uczeń nie opuszcza Nauczyciela nigdy. Nie chodzi na wagary a powierzone zadania odrabia sumiennie „rozważając wszystko w swoim sercu”. Maryja jest wzorem dla wędrujących za Chrystusem uczniów, czyli dla nas.

Uczeń to ten, kto chce się uczyć i poznawać to, co jeszcze dla niego jest nieznane. Przez analogię uczeń Chrystusowy to ten, kto chce bardziej poznać swego Mistrza, po to, by o Nim z pasją mówić i świadczyć a przez to czynić uczniów.

W ten jesienny czas, gdy krótsze są nasze spacery i wcześniej zmrok spowija ziemię, warto sięgnąć po świętą Księgę i różaniec,aby„pouczyć się” Pana Jezusa, zdobywać życiową mądrość. Niech nas do niej prowadzi cierpliwa i delikatna dłoń Maryi – Bożej Nauczycielki, aby każdy z oazowiczów mógł uczciwie powiedzieć: oto ja uczennica, oto ja uczeń Pański…

ks. Grzegorz Lipiec

 

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus

Miałam ogromne szczęście poznać sylwetkę Tereski z Lisieux podczas poszukiwań patronki do bierzmowania. Najbardziej zachwyciła mnie przede wszystkim jej prostota i ogromne pragnienie bycia dzieckiem Bożym. Zgłębiając dary otrzymane od Boga Teresa odkryła swoje miejsce w Kościele. W nim pragnęła być miłością. Żyjąc w Karmelu w Lisieux starała się przez całe swoje życie pozostać wierna temu powołaniu. Stąd jej postawę cechuje miłość i oddanie Bogu, Kościołowi, zbawieniu dusz ludzkich. Miłością bez granic kochała swoich najbliższych, współsiostry zakonne, a także oddalonych od Boga i Kościoła – grzeszników. Każdego z nas powinna cechować taka miłość.

Teresa zaproponowała na nowo odczytanie ewangelicznego ideału dziecięctwa Bożego i szła małą drogą zaufania Bogu jako Ojcu. Świętość, jaką osiągnęła pragnąc pozostać dzieckiem wtulonym w Boże ramiona zafascynowała wiele osób jej współczesnych. Także i w naszych czasach znajdujemy ludzi, którzy poznawszy jej dorobek duchowy pragną dojść do Boga wybierając małą drogę dziecięctwa i prostoty. Jest ona możliwa do realizacji w życiu każdego chrześcijanina. Nie polega ona na stosowaniu surowych pokut, wyrzeczeń, długich medytacji, do których wielu ludzi nie czuje się predysponowanych lub, których praktykowanie wymaga specyficznych warunków życiowych. Teresa proponuje wszystkim drogę prostszą. Pierwszym krokiem na tej drodze jest uznanie własnej małości, zaparcie się siebie, aby móc potem stać się bezinteresownym darem dla Boga i bliźnich. Teresa przypomina wszystkim wierzącym, że trzeba zaakceptować własną ograniczoność i niedoskonałość, że trzeba iść z miłością i ufnością do Boga, po to, aby On sam mógł nas podźwignąć swoją miłością miłosierną i udoskonalić swoją łaską. Cała trudność Małej drogi polega na tym, że trzeba pokonać własny egoizm, wyrzec się pychy w spojrzeniu na siebie i swe możliwości. Piękno zaś proponowanej przez św. Teresę duchowości polega na tym, że ukazuje ona wielkość ojcowskiej miłości Boga. W małej drodze jest mocno obecny element nadziei: trzeba, aby człowiek nie zniechęcał się trudnościami i swymi słabościami w drodze do Boga.

a. Milena Kiraga

Różaniec­- największy skarb Kościoła

Pewnego razu zapytano papieża Piusa IX, jaki jest najwspanialszy skarb Watykanu. W odpowiedzi wyciągnął różaniec, trzymając go nad głową powiedział: "Oto najwspanialszy skarb Watykanu!".

Modlitwa różańcowa jest skarbem nie tylko Watykanu. To skarb całej wspólnoty Kościoła.

Historia różańca

            Modlitwa ta była kształtowana przez całe stulecia zanim przyjęła znaną nam formę. Początkowo „na różańcu” odmawiano tylko Ojcze Nasz. Termin pacierz został utworzony     z łacińskich słów Pater Noster. Dopiero od XIII wieku powszechne stało się łączenie Modlitwy Pańskiej z modlitwą „Zdrowaś Maryjo”, lecz dopiero papież Pius V w 1569r. ustalił jednolitą formę różańca, składającego się z trzech części, po pięć tajemnic każda. Różaniec przetrwał w niezmienionej formie kilka wieków, aż do 16 października 2002 roku kiedy to papież Jan Paweł II opublikował list, w którym wezwał Kościół do rozważania nowej części różańca świętego. Została ona umiejscowiona między tajemnicami radosnymi i bolesnymi, Papież zaś określił je mianem „Tajemnic światła”.

Dlaczego właśnie różaniec?          

            Z pozoru nużąca, długa, nieciekawa modlitwa. Czy aby na pewno? Przeczytałem kiedyś, że małe dziecko powtarza wyraz „mama” około 300 razy dziennie. Czy nudzi to mamę bądź dziecko? W żadnym wypadku nie. Tak samo z różańcem. Powtarzamy naszej Matce „ Bądź pozdrowiona” a Ona słucha i raduje się każdym naszym słowem. Najpierw wychwalamy Maryję słowami pozdrowienia anielskiego, a potem świadomi swoich przewinień prosimy „ Módl się za nami grzesznymi”. Ona wstawia się za nami u swojego Syna. Już nie raz doświadczyłem tego w swoim życiu. Ilekroć jest mi źle, czuję się odrzucony i zraniony, sięgam po różaniec. Jest to moja ucieczka i odpoczynek. Przesuwając powoli kolejne paciorki na swoim różańcu, czuję, jak moje problemy i zmartwienia odpływają w nicość. Zostaje tylko Bóg i jego miłość. Różaniec uspokaja, daje wytchnienie. Rzeczą, którą najmocniej zapamiętałem z wizyt u mojej prababci, jest jej modlitwa. Gdy nie miała już sił, aby przejść do kościoła, siadała w fotelu i zanurzała się w medytację nad kolejnymi tajemnicami różańca. Miała wtedy tak błogi uśmiech… Wtedy świat dla niej nie istniał.

Wartość modlitwy na różańcu

            O wartości modlitwy różańcowej niech świadczy fakt, że więźniowie obozów koncentracyjnych robili sobie różańce z ugniecionego chleba, którego paciorki oblepione na nitce przechowywali przed oprawcami i na nich się modlili. A ile to razy w kieszeniach poległych żołnierzy znajdywano różańce? Przesyłano te przedmioty jako relikwie do rodzinnych domów - matkom. A My? Czy czujemy wartość tej nieprzemijającej modlitwy? W mojej parafii jest zwyczaj, że podczas nabożeństwa różańcowego w październiku małe dzieci ustawiają się w dziesiątki aby wyrecytować jedną cząstkę. Gdy nadchodzi ich kolej, podchodzą do mikrofonu i z dziecinną ufnością powtarzają słowa pozdrowienia anielskiego. Zawsze mnie zawstydzają. Dzieci potrafią z wielką szczerością i prawdziwą miłością odmawiać różaniec. Powinniśmy uczyć się od nich tego entuzjazmu.

Rozproszenia

              „Zmówiłem dziesiątek Różańca i czternaście razy się rozproszyłem – skarżył się młody dominikanin ojcu duchownemu. To znakomita modlitwa – zawołał mistrz – kilkanaście razy wybrałeś Boga i zawołałeś: Panie Jezu, wracam!”

   Rozproszenia są bardzo ważne, bo ukazują jak na dłoni, co jest ważne dla człowieka i co nosimy w sercu. Gdy chcemy uniknąć rozproszeń, musimy wejść w przeżywaną tajemnicę,  zamyślić się nad daną historią biblijną. Wielką pomocą mogą się okazać wtedy tak znienawidzone przez niektórych członków Ruchu dopowiedzenia. Wymagają od nas zaangażowania i skupienia. Wtedy dużo łatwiej się modlić. Szatan zawsze będzie chciał zerwać nasz kontakt z Bogiem i zniszczyć nasze zamyślenie nad różańcem. On bardzo boi się Maryi i będzie mocno zabiegał o to, byśmy zerwali modlitwę z naszą Matką. Podczas słynnych już egzorcyzmów Anneliese Michelle, egzorcyści kazali złym duchom aby przed wyjściem z jej ciała wychwalali Maryję słowami Pozdrowienia Anielskiego. To niesamowite, jak trudno było im oddać chwałę Matce Boga. Skoro szatan tak bardzo boi się różańca, jego częste odmawianie może stać się dla nas wspaniałą obroną przed jego działaniem.

Odmawiajmy różaniec!

             Pewien student uniwersytetu jadący pociągiem z Dijon do Paryża zajął miejsce obok skromnie ubranego mężczyzny, który odmawiał różaniec, wolno przesuwając paciorki          w palcach. „Proszę skorzystać z mojej rady i wyrzucić ten różaniec przez okno i trochę poczytać, co na temat wiary w Boga mówi nauka. Proszę mi dać pański adres a ja prześlę panu literaturę, która panu w tej sprawie pomoże”. Mężczyzna podał młodemu człowiekowi wizytówkę: „Ludwik Pasteur, Dyrektor Instytutu Badań Naukowych, Paryż”. Ludwik Pasteur był jednym z największych naukowców w XX wieku i twórcą nowoczesnej bakteriologii. Każdego dnia odmawiał różaniec! Również Robert Schuman, wielki polityk francuski, twórca zjednoczonej Europy nie wstydził się modlitwy różańcowej. Każdego dnia prosił Maryję o siłę.

Różaniec dla chrześcijan nie powinien być powodem do wstydu. Każdego dnia, gdy tylko mamy chwilę czasu, sięgajmy po różaniec. Nie wymaga to od nas wysiłku, a często może być źródłem wielu łask. Ja sam wiele razy doświadczyłem Matczynej opieki i cudów za wstawiennictwem Maryi. Na koniec przytoczę słowa z ostatnich dni życia św. Ojca Pio. Niech te słowa będą naszym mottem. Chociaż w październiku…

„Chciałbym zaprosić wszystkich grzeszników z całego świata, aby kochali Matkę Bożą. Odmawiajcie zawsze różaniec. I odmawiajcie go tak często, jak tylko możecie. Szatan stara się zawsze zniszczyć tę modlitwę, ale mu to się nigdy nie uda. To jest modlitwa Tej, która króluje nad wszystkim i wszystkimi. To ona nauczyła nas modlić się na różańcu, tak jak Jezus nauczył nas mówić Ojcze nasz”.

a. Paweł Mazur

Strofy dla Ciebie… (Wiersze)

Anioł

„Anioł” – mówimy,
gdy ktoś ma złote serce
i ręce, które każdemu pomogą.

„Anioł” – mówimy o kimś,
kto zawsze wie,
jaką ma kroczyć drogą.

Ale to serce aniele,
chociaż ze szczerego złota,
czasem waży zbyt wiele…

Jest za ciężkie zgoła!
I mimo najszczerszych chęci
Anioł mu nie podoła.

Bądźmy zatem Aniołami,
dźwigajmy szczerozłote serca,
a gdy zaciążą jak kamień,
starajmy się jeszcze więcej!

Opoczno, 16 II 2004r.

 

Wiesz, ja kocham…

 

Wiesz, ja kocham wrzesień:
mój uśmiech szeroki, od ucha do ucha,
ten czas kończący lato, gdy zaczyna się jesień,
mój czas szaleństwa i pogody ducha.

Wiesz, ja kocham wrzesień
i uśmiechu Twojego promienie,
Twoje słowa, gdy je echo niesie,
zadumę w Twych oczach i Twoje milczenie.

Wiesz, bo ja kocham wrzesień
i te moje o Tobie marzenia
i o domku drewnianym gdzieś głęboko w lesie,
i o cichym szczęściu, i o naszych dzieciach…

Pionk, 13 IX 2008r.

Małgorzata Kowalczyk

Przyjaciel Oblubieńca doznaje radości na głos Oblubieńca...

Radom, 30 września 2008 roku

 Mój drogi Przyjacielu!

            Myślę, że mogę Cię tak nazwać niezależnie od tego, czy znamy się osobiście. Bo, jak napisał o. J. Augustyn SJ w książce „Integracja seksualna”, przyjaciele to ludzie siedzący ramię w ramię i patrzący na wspólny cel. Jestem głęboko przekonany, że mamy wspólny cel. Ty, Członek Ruchu Światło-Życie i ja, alumn, chcemy czynić uczniów, sami będąc jak najlepszymi uczniami Chrystusa.

            Dziś chciałbym Cię zaprosić do spojrzenia na dwóch naszych Przyjaciół, którzy całe swoje życie poświęcili czynieniu uczniów, a dziś cieszą się już radością nieba.  Pierwszym z nich jest św. Hieronim. Przetłumaczył Pismo święte na łacinę (Wulgata) i z tego tłumaczenia Kościół korzysta do dziś. Zostawił też wiele pism; czy to komentarzy biblijnych czy dzieł moralno-ascetycznych.  Drugi z nich to św. Jan Chrzciciel. Jego pouczenia kierowane do różnych grup ludzi (Łk 3,10-14) są aktualne do chwili obecnej.

            Wybacz, mój Drogi, że dzisiejszy list do Ciebie, będzie naznaczony moim świadectwem. Nie znam Twojego serca na tyle, żebym wiedział, co się w nim dzieje, dlatego nie czuję się upoważniony o nim pisać. Mogę Ci za to powiedzieć, co dzieje się w moim sercu na dnie. Ufam, że dobrze to odczytasz i wtedy będziesz mógł zajrzeć do swojego serca, patrząc jak zachowuje się w podobnej sytuacji.

            Kiedy przychodzi 30 września, a wraz z nim wspomnienie św. Hieronima i koniec wakacji, patrzę na naszego Przyjaciela i zaczynam podziwiać jego miłość do Pisma świętego. Od młodości wiele się uczył, podróżował, aby poznać oryginalne języki Biblii, aż w końcu osiada w Betlejem i tam w skromnych, niemal pustelniczych warunkach. rozważa Słowo Boże, by przybliżać je ludziom przez swoje tłumaczenie. Patrząc na jego postać, zaczynam się pytać o swój stosunek do Biblii. Jakiego wysiłku dokonałem i jakiego chcę dokonać, by coraz lepiej ją poznawać? Przypominam sobie wszystkie minione dni i zastanawiam się, jak wyglądał mój Namiot Spotkania podczas wakacji. Czy był właśnie wtedy, kiedy sam organizowałem sobie czas? Musisz wiedzieć, mój Przyjacielu, że w roku akademickim mam w regulaminie seminarium wyznaczony czas na rozważanie Słowa Bożego; tak jak w czasie Oazy jest wyznaczony Namiot Spotkania. Wakacje są dla mnie szczególnym sprawdzianem, bo sam muszę tego czasu szukać. Patrzę więc na naszego świętego przyjaciela Hieronima, który pokonał tyle przeszkód, aby w pobliżu Groty Betlejemskiej słuchać Słowa Boga i zastanawiam się, skąd czasem jest tyle trudności z Namiotem Spotkania, skoro Biblia jest przetłumaczona. Ciszę można znaleźć w pobliskim kościele. Mam za sobą jakąś formację, więc powinienem sobie radzić też ze zrozumieniem fragmentu. Gdzie jest  klucz do rozwiązania tych wszystkich trudności związanych z lekturą Pisma Świętego?

            Odpowiedź na to pytanie pomaga mi odnaleźć drugi nasz Przyjaciel. Daje On piękne świadectwo o swojej przyjaźni z Chrystusem, mówiąc: „Przyjaciel Oblubieńca, który stoi i słucha Go, doznaje najwyższej radości na głos Oblubieńca” (J 3,29a). I w tym jest klucz do rozwiązania trudności związanych z Biblią. Podstawą udanego rozważania Słowa Bożego jest właśnie relacja z Chrystusem, przyjaźń z Nim. Jeżeli jestem przyjacielem Chrystusa, to doznaję radości za każdym razem, kiedy przychodzi mi Go słuchać w czasie Namiotu Spotkania. Dla tej radości ze słuchania Jego głosu będę umiał znaleźć czas na lekturę Biblii. Poszukam wszelkich możliwych książek i komentarzy, które pomogą mi zrozumieć, co On do mnie mówi. Jeżeli zaś będę się męczył w czasie Namiotu Spotkania, czy to w seminarium, czy w czasie rekolekcji oazowych, jeżeli nie będę doznawał wtedy radości, to muszę się poważnie zastanowić, jaka jest tak naprawdę moja relacja do Chrystusa. Dlatego, mój Drogi, próbuję wkładać dużo wysiłku w to, żeby być przyjacielem Jezusa, aby przynosiło mi jak największą radość słuchanie Jego słów. Widzę też, patrząc na wspaniałe życie naszego Przyjaciela znad Jordanu, że to przebywanie ze słowem Jezusa, czyli porządny Namiot Spotkania, pomoże mi dobrze czynić uczniów.

            Pamiętasz może rytuał, według którego zawiązywała się przyjaźń Małego Księcia i Lisa z powieści Exupery’ego? Ile zapału było z ich strony, jak dokładnie wypełniali poszczególne punkty, żeby ich przyjaźń była mocna! Chciałbym się dzisiaj podzielić z Tobą tym, jakie czynności wykonuję codziennie, żeby budować swoją przyjaźń z Panem Jezusem. Wieczorem czytam dany tekst biblijny (lectio), przypisy, teksty podobne, czasem jakiś komentarz. Zastanawiam się, co Bóg mówi w danym fragmencie. Potem normalnie idę spać, ufając, że ziarno słowa zacznie SAMO Z SIEBIE (gr. automate) wydawać plon w mojej duszy (Mk 4,28).Następnego dnia  rano powracam do tego fragmentu, rozmyślam nad nim (meditatio), pytając się, co Bóg mówi konkretnie do mnie. Czasami Słowo mnie chwali, ale czasami boleśnie oskarża, pokazując jakieś nieuporządkowane sprawy z życia. Zawsze jednak jest słowem nadziei. Podczas dnia modlę się (oratio), mówiąc do Boga, co czuję, co odkryłem, za co dziękuję, przepraszam, o co proszę, w odniesieniu do danego fragmentu. Czasami w różnych momentach dnia powtarzam jakąś krótką modlitwę, czasem wybieram dłuższą chwilę na mówienie do Boga. Jeżeli mi się uda, to staram się jeszcze na chwilę udać przed Najświętszy Sakrament, aby tam kontemplować Boga (contemplatio). Patrzę na Niego, wierząc, że i On mnie widzi i słyszy i przedstawiam Mu swoje pragnienie zjednoczenia się z Nim, aby patrzeć, myśleć, kochać, tak jak On. Potem pozostaje tylko wypełniać Słowo Boże na co dzień (actio) i dzielić się nim z innymi. Jeżeli chodzi o tą ostatnią czynność, okazje znajdzie sam Pan Bóg.

Kończę na dziś, mój drogi Przyjacielu. Wieczór, sprzymierzeniec piszących listy, przechodzi w noc. Chcę odłożyć już kartkę i pióro, a wziąć Pismo Święte i zacząć rozmawiać z Jezusem, który jest i Twoim i moim Największym Przyjacielem. Serdecznie zachęcam Cię, byś wkrótce uczynił to samo. Zapewniam Cię, że nie pożałujesz, bo słowa Jego są słodyczą i cały pełen jest powabu; taki jest Miły mój, oto Przyjaciel mój (por. Pnp 5,16-17). Polecam Cię w swoich modlitwach.

Z serca Ci oddany
al. Józef Orzechowski

 

Adresy ośrodków

Bank Modlitwy

Czeka Nas Droga

W sieci