Pobierz całą gazetkę tutaj

Siostry rozkochane w Maryi – na wzór św. Franciszka i bł. Honorata

Opatrzność Pana Boga jest wielka i niesamowita..., pomaga nam widzieć dalej i głębiej, doświadczać Jego Miłości i odczytywać Boży plan wobec każdego z nas. Doświadczenie tej wspaniałej Miłości Zgromadzenie Sióstr Służek przeżyło w sposób szczególny poprzez Niepokalaną. Miało to miejsce w 1877 r. w Gietrzwałdzie, gdzie dwom polskim dziewczętom objawiła się Matka Boża Niepokalana nawołując do odmawiania różańca, a tym samym  zapewniając, że zawsze będzie z nami. Ona jest dla służek wzorem zasłuchania w Słowo Pana, ukrytej i cichej służby. Jest Fundatorką naszego Zgromadzenia, a Jej święto obchodzimy właśnie w październiku, o czym pisał bł. o. Honorat Koźmiński, w jednym ze swych listów do służek: To największa uroczystość Wasza (…). Najświętszej Maryi Panny Różańcowej, której jesteście polecone na zawsze (…). Winszuję Wam, żeście tak ściśle złączone z Niepokalaną Maryją Panną, która jest początkiem i końcem wszystkich tajemnic Bożych.

W rok po objawieniach, w 1878 r., bł. o. Honorat – kapucyn, założył Zgromadzenie Sióstr Służek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanej. Inspiracją tego dzieła były znaki czasu. Kiedy władze carskie kasowały zakony, coraz większa liczba dziewcząt przy konfesjonale o. Honorata szukała rady i pomocy do realizacji pragnień służenia Bogu w życiu zakonnym. Honorat był człowiekiem wielkiego zaufania, wiary i miłości. Ojciec Święty Jan Paweł II, w homilii beatyfikacyjnej 16 października 1988 r., mówił,  że: Błogosławiony Honorat pokazuje nam, jak odczytywać znaki czasu, jak po Bożemu trwać i działać w naszych trudnych czasach. Uczy jak w duchu Ewangelii rozwiązywać trudne sprawy i zaradzać ludzkim potrzebom u progu trzeciego tysiąclecia. Tak więc nasz Założyciel wskazał nam do naśladowania: Boga ukrytego w Nazarecie i w tajemnicy Eucharystii, jak też Boga rozkochanego w człowieku;  Maryję zasłuchaną w Słowo Pana  i franciszkański sposób życia czyli radość, prostotę, pokój.        

Trzeba być  naprawdę zakochanym i pełnym ufności, by wybrać taką drogę jak św. Franciszek. On dał przykład pięknego naśladowania Jezusa: głosił Pokój i Dobro, okazywał miłość wszelkiemu stworzeniu. Zadaniem każdego człowieka, jest odczytanie znaków Bożego działania, bo przecież Pan nieustannie dotyka nas swoją łaską, napełnia serca miłością i prowadzi drogami nadziei. Siostry Służki należą do wielkiej rodziny franciszkańskiej i za wzorem Biedaczyny z Asyżu starają się, z franciszkańską radością, znaczyć każdy dzień pokojem, służyć innym i dawać świadectwo Miłości Boga do człowieka.

Z góry nam, z góry i całkiem pod wieczór...

         Choć nie zawsze z góry, to jednak pod wieczór zakończyła się nasza pierwsza wyprawa w Beskidy, ot, taka – jak mówiła s. Ewa – na rozgrzewkę. W dniach 2-7 września 2007 r.,  w Starym Sączu, w domu Księdza Biskupa Zygmunta Zimowskiego odbył się turnus wypoczynkowy dla animatorów.  Było nas łącznie osiem osób: al. Krzysztof Bochniak, a. Ela Kowalczyk, a. Iza Gromek, a. Jacek Grabski, a. Mateusz Pindakiewicz, a. Rafał Kruk, s. Ewa Janek i ks. Albert Warso.          

3 września, może w niezbyt licznym, ale za to jakże kameralnym gronie, rozpoczęliśmy nasze wędrowanie po górach. Wybraliśmy się zarówno w Beskidy, jak i na biblijną górę Moria, z którą każdemu z nas przyszło się zmierzyć podczas tego dnia. Niefortunnie rozpoczął swe wędrowanie ks. Albert, dla którego zabawa w fotografa skończyła się  stłuczeniem kolana. Tego wieczoru jak i każdego kolejnego dnia, Chrystus zapraszał nas na najważniejszą godzinę dnia – Eucharystię. Nawet deszczowa pogoda kolejnych dni nie przeszkadzała nam w kontynuowaniu wędrówki  po biblijnych górach.  Były to kolejno: góra Synaj, góra Ośmiu Błogosławieństw, góra Tabor i góra Golgota. Codziennie ks. Moderator prowadząc medytację pomagał nam w duchowej wędrówce na poszczególne biblijne szczyty. Czas i miejsce sprzyjały refleksji nad znaczeniem tych gór i ich odniesieniem do naszego życia. Nie brakowało nam również czasu na wspólne wyjścia do kawiarni czy restauracji, a także na  nocne seanse filmowe (filmów poważnych i tych trochę mniej poważnych).         

Ostatniego dnia wspólnego wypoczywania pogoda dopisała na tyle, że mogliśmy udać się w przepiękne Pieniny te Polskie, jak i Słowackie. Dobry nastrój towarzyszył każdemu, aż do momentu, w którym trzeba było wracać do domów.         Kończąc, w imieniu wszystkich wypoczywających, pragnę wyrazić ogromną wdzięczność Księdzu Biskupowi za gościnę, a naszym moderatorom za zorganizowanie turnusu. Także a. Eli i Izie za troskę o to, by nikt nie chodził głodny. 

a. Rafał Kruk

Uczył nas...

Uczył nas, że bieg historii ma moc zmienić wiara… Tak, Jan Paweł II niewątpliwie zmienił oblicze świata. Uważa się, że to dzięki Niemu, dzięki Jego dziełu, nauce i świadectwu życia upadł zbrodniczy system komunistyczny, a narody Europy Środkowej mogą cieszyć się wolnością. Dziś jednak wiele antykatolickich autorytetów próbuje dowodzić, że komunizm i tak by upadł prędzej czy później, a rola naszego Wielkiego Rodaka jest wyraźnie nadciągnięta. Często my, zwłaszcza młodsi, nie wiemy jak na takie sugestie mamy reagować, co odpowiedzieć… Co więc właściwie dał nam Jan Paweł II? Jak przyczynił się do odzyskania przez Polskę i Polaków wolności? Mimo, że jestem bardzo młody i osobiście nie pamiętam tamtych dni (bo mnie po prostu jeszcze nie było) spróbuję, jak tylko potrafię, odpowiedzieć na te trudne pytania.         Jan Paweł II przybył do Polski najszybciej jak tylko mógł, już w ósmym miesiącu swojego pontyfikatu. Papież odbył kilka spotkań z najwyższymi władzami Polski Ludowej, rozmawiając między innymi o pokoju na świecie, lecz życzliwa postawa władz była tylko pokazówką. W istocie władze jak tylko mogły zakłócały przebieg pielgrzymki – na przykład odwołując pociągi do miast, które Papież chciał odwiedzić; odmawiając urlopów i zwolnień z pracy; manipulując przebiegiem transmisji telewizyjnej. Lecz mimo to Polacy chcieli słuchać Piotra naszych czasów. Książeczka z opublikowanymi tekstami homilii rozeszła się w mgnieniu oka i w nielegalnych, solidarnościowych drukarniach wiele razy wznawiano jej wydanie. Co dała pierwsza pielgrzymka? Przede wszystkim było to wybudzenie Polaków. Przestali się bać i zrozumieli, że władza nimi manipuluje, jednocześnie wszyscy nabrali nadziei, że idzie nowe – że odnawia się oblicze tej ziemi. Papież w homiliach stawiał przed narodem ambitne zadania, które jednak były wówczas bardzo potrzebne – stały się one moralnym przygotowaniem i impulsem do powstania Solidarności.Druga pielgrzymka odbyła się 4 lata później. Właściwie miała mieć miejsce w 1982 r., w 600-lecie obecności Czarnej Madonny w Częstochowie, jednak trwający wtedy stan wojenny uniemożliwił przyjazd Papieża. Była to pielgrzymka trudna i smutna. Wciąż trwał stan wojenny Nie obyło się bez napięć politycznych i społecznych, gdyż Jan Paweł II najwięcej miejsca poświęcił łamaniu praw człowieka, a to zawsze w systemach totalitarnych było najbardziej wrażliwym punktem. Jednak mimo łez, duch w narodzie był silny. Dzięki pielgrzymce, wszyscy na nowo uwierzyli w możliwość przemiany stosunków społecznych.Trzecia pielgrzymka, w 1987 r. odbyła się z okazji II Krajowego Kongresu Eucharystycznego. Papież już mniej miejsca poświęcał problemom politycznym, gdyż PRL była na skraju upadku. Siła rozbudzona w Polakach przez drugą pielgrzymkę sprawiła, że sytuacja zaczęła wymykać się władzom spod kontroli. Hasłem przewodnim tej trzeciej pielgrzymki były słowa: Do końca ich umiłował. Papież szczególny nacisk kładł na umiłowanie Eucharystii, przekazując nam prawdę, że nie siła, ale tylko miłość może zaprowadzić prawdziwy pokój.      Wreszcie czwarta pielgrzymka w 1991 r. – przez wielu nazywana była Rekolekcjami na progu wolności. Jej hasłem były słowa św. Pawła: „Bogu dziękujcie, ducha nie gaście”. Mimo, że Polska wkroczyła już na drogę demokracji, w kraju nie działo się dobrze. Papież  w każdym mieście rozważając jedno z przykazań Dekalogu, surowo upominał Polaków, by byli wierni Bogu. Była to pielgrzymka trudna. Ojciec Święty z ogromną konsekwencją wypominał Polakom ich wady narodowe, toteż po wielu przemówieniach nie rozlegały się oklaski, lecz tylko przejmująca cisza była dowodem, że jego słowa zapadły nam w serca. Co więc dał Polakom Jan Paweł II? Przede wszystkim nadzieję. Nadzieję, która rodzi olbrzymią wiarę i siłę moralną. Zrozumieliśmy, że nie jesteśmy sami. A gdy już odzyskaliśmy wolność, uczył nas, co robić, by jej nie stracić oraz by stawała się ona prawdziwą wolnością dzieci Bożych.Oto jesteśmy pragnący światła i życia – naucz nas…                                                                           a. Michał Szałas

 

Przedstawiciel animatorów w Diecezjalnej Diakonii Jedności

Diecezjalną Diakonią Jedności kierują Moderatorzy Diecezjalni, a w jej skład wchodzą: Moderator Domowego Kościoła, Para Diecezjalna Domowego Kościoła, wszyscy moderatorzy rejonowi, moderatorzy wszystkich diakonii, redaktor naczelny „Czeka nas droga”, animator wspólnoty kleryckiej i dwoje animatorów. Przez dłuższy czas animatorów reprezentował – wraz z Martą Jagieło – Piotr Napieraj. W tym roku zwrócił się z prośbą do Ks. Moderatora Diecezjalnego o zwolnienie go z tego obowiązku. Dlatego też w czasie wrześniowej Szkoły Animatora animatorzy wybierali swego przedstawiciela. Został nim animator Marcin Leśnowolski z parafii pw. św. Jadwigi Królowej w Radomiu.

Marcinowi gratulujemy wyboru i życzymy radości z pełnionej posługi.

   

Gdy odebrałem telefon od ks. Alberta o godz. 23.48. nie spodziewałem się, że spotka mnie takie wyróżnienie. Choć decyzja wcale nie była dla mnie łatwa - nie tylko dlatego, że byłem śpiący o tak późnej porze   zgodziłem się na posługę w Diakoni Jedności. Cała służba animatorska jest odpowiedzialnym zadaniem. To czego się nauczyłem będąc jeszcze uczestnikiem muszę przekazać teraz innym osobom, które w swoim życiu poszukują Boga. Animator nieustannie powinien dążyć do swojego rozwoju duchowego, dlatego cieszę się z posługi którą mogę pełnić. Jeszcze nie wiem dokładnie jakie czekają na mnie obowiązki, ale postaram się nie zawieść Waszego zaufania.

a. Marcin Leśnowolski
 

 

Animatorzy wyśpiewują Magnificat

 

            W duchu wdzięczności za dar minionych rekolekcji wakacyjnych przeżywaliśmy w dniach 21-23 września szkołę animatora. Podsumowując to, co już za nami, patrzyliśmy jednocześnie w przyszłość.

            U progu nowego roku formacyjnego pochylaliśmy się nad jego hasłem: IDŹCIE I GŁOŚCIE. Chyba nikomu z nas nie jest obce słowo EWANGELIZACJA. Ks. Franciszek Blachnicki powiedział kiedyś: ...zamiast spekulować i kombinować, co będzie, a co by mogło być, co by było gdyby itd., trzeba iść prostą drogą świadczenia o prawdzie w miłości, a więc trzeba nam iść. Chociażby po to, by usłyszeć: Dobrze, że jesteś..., tak jak na początku tej szkoły animatora. A rozpoczęliśmy ją jak zawsze UCZTĄ MIŁOŚCI.

            Eucharystię sprawował dla nas moderator diakonii modlitwy ks. Grzegorz Tęcza. Po niej udaliśmy się do sali usłanej na górze. A wszyscy, którzy byli w Pionkach wiedzą, że nad kaplicą mieści się refektarz. Wzmocnieni na duchu i ciele z zapałem zabraliśmy się do pracy w diakoniach. Dzięki modlitwom diakonii ks. G. Tęczy czuliśmy obecność i działanie Ducha Świętego wśród nas.

            Ośrodek oazowy w Pionkach do późnych godzin piątkowej nocy tętnił życiem. Nie było widać końca spotkaniom z Panem, zarówno w Najświętszym Sakramencie, jak i w drugim człowieku. I choć niektórzy mało spali tej nocy, to na porannej konferencji diakona Marcina Szymczyka, nikt nie zasypiał. Do dziś w mej głowie rozbrzmiewają przywołane przez niego słowa z Księgi Jeremiasza: Uwiodłeś mnie Panie, a ja pozwoliłem się uwieść. Bo animator to ten, który żyje Chrystusem i z Chrystusem, to ten, który ożywia, to ten, który, jak mówią słowa piosenki tego roku, skarbem wiary z innymi się dzieli.

            Na tegorocznym haśle skupialiśmy się podczas popołudniowych spotkań w grupach. A tam padły mocne słowa, że ewangelizację trzeba zacząć przede wszystkim od siebie. I tak stopniowo, aż (w optymistycznej wersji) na końcu zewangelizujemy cały świat. Wspólnymi siłami możemy przecież zdziałać wiele. I nie wystarczy ewangelizować słowami, ale przede wszystkim potrzeba świadczyć swoim życiem. A skoro już przy ewangelizacji jesteśmy to oczywistym było, że Słowo Boże, podczas południowej Eucharystii, wygłosił do nas moderator diakonii ewangelizacji ks. Artur Chruślak. Ostatniego dnia lata pogoda sprzyjała wspólnym spacerom, dlatego po obiedzie, w ośrodku można było spotkać tylko nielicznych.

            Wieczorem znów zabraliśmy się do ciężkiej pracy. Tym razem przyszedł czas na podsumowanie oaz wakacyjnych. W trakcie tej szkoły animatora, niejednokrotnie wyśpiewywaliśmy Bogu MAGNIFICAT, za dar wakacyjnych rekolekcji. Tej nocy - bo wieczorem tej pory już nazwać nie możemy - wybraliśmy też nowego przedstawiciela spośród naszych animatorów do Diecezjalnej Diakonii Jedności. Obok Marty Jagiełło będzie nas reprezentował Marcin Leśnowolski.             Chociaż pracowaliśmy bardzo długo, nie zniechęciło nas to, do poprzyjaźnienia się ze sobą, co jest nieodłącznym punktem szkół animatora.

            Wyjeżdżając z Pionek niedzielnego ranka zabraliśmy z sobą słowa Ewangelii: Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie (Łk 16,10).

           

a. Malwina Petrzak

Adresy ośrodków

Bank Modlitwy

Czeka Nas Droga

W sieci