Pobierz całą gazetkę tutaj

NUMER 67



Pobierz całą gazetkę w formacie PDF:
Czeka Nas Droga - Kwiecień 2008

Wspólnota oazowa w parafii pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Gowarczowie

 

 Ksiądz Moderator: ks. Damian Spiżewski

 

         Historia powstania Ruchu Światło-Życie na terenie naszej parafii sięga lat dziewięćdziesiątych. Próbę założenia grupy oazowej podjął ks. Wojciech Dobczyński. Mimo wielu początkowych trudności w roku 2004 nasza oaza przeżyła prawdziwy renesans. Początkowo spotykaliśmy się co tydzień w dwóch, kilkunastoosobowych grupach, które prowadził nowy moderator – ks. Damian Spiżewski. Obecnie naszą oazę tworzy ok. 50 osób. Poprzez cotygodniowe spotkania (w pięciu grupach oazowych i czterech ministranckich) poznajemy Pismo Święte i dzielimy się wiarą. W przyszłości, jeśli szczęśliwie i z Bożą pomocą przebrniemy przez weryfikację, szeregi naszej wspólnoty wzmocnią się o sześciu pierwszych animatorów. Na spotkaniach młodszych grup oazowych i ministranckich gromadzą się zarówno dzieci, jak i młodzież gimnazjalna. Wraz z naszym Księdzem Moderatorem organizujemy trzydniową Parafialną Oazę Modlitwy, odbywającą się przy sanktuarium Matki Bożej Wychowawczyni w Czarnej, czynnie bierzemy udział i podejmujemy posługę liturgiczną w czasie Dni Wspólnoty.

         Aby w każde wakacje móc uczestniczyć w oazach rekolekcyjnych wspieramy się nawzajem finansowo poprzez sprzedaż zniczy w okolicy uroczystości Wszystkich Świętych, a także własnoręcznie wykonanych palemek, z których dochód przeznaczamy właśnie na wakacje. Z innymi grupami parafialnymi organizujemy loterię fantową podczas każdego festynu parafialnego ku czci św. Rocha. Aktywnie włączamy się także w dzieło Caritas (na przykład rozprowadzamy świece wigilijne). Na każdą niedzielną Eucharystię najstarsza grupa naszej oazy przygotowuje komentarze oraz modlitwę wiernych. Dbamy o piękno liturgii także poprzez służbę darów (dobierając odpowiednie przedmioty i symbole do czytań i Ewangelii, na przykład żywe gołębie w Światowy Dzień Pokoju) oraz pełną asystę naszych ministrantów. Wspólnie przygotowujemy adoracje oraz czuwania (przykładowo na Dzień Papieski czy na Wielki Piątek przy grobie).

         Jesteśmy wdzięczni Panu Bogu, że możemy razem modlić się, pracować i cieszyć wzajemną obecnością. Wierzymy, że zapał naszych grup oazowych nie zgaśnie, i z pomocą Chrystusa będziemy przemieniać naszą parafię we wspólnotę kochających się ludzi. Prosząc o modlitwę, radośnie i ciepło pozdrawiamy wszystkich Czytelników.

 

Karolina Ludwikowska

Kamila Michnicka

Pontyfikat

 

Pamiętam dzień 16 października 1978 r. Zebrani przed telewizorem na plebanii w Białobrzegach Radomskich (u nas – w domu sióstr – nie było jeszcze telewizora) z niecierpliwością oczekiwaliśmy na „biały dym”. Kiedy kardynał protodiakon P. Felici ogłosił radosną wiadomość i na balkonie ukazała się znajoma postać Karola Wojtyły ogarnął nas szał radości i szczęścia: płakaliśmy, śmialiśmy się i skakaliśmy jak dzieci. Ksiądz wikariusz pobiegł do kościoła, uderzył w dzwony i po kilku minutach kościół napełnił się ludźmi oszalałymi ze szczęścia... Nie pamiętam jak długo trwaliśmy na modlitwie i śpiewach, dziękując Bogu za taki Dar – Papieża Polaka. Wydarzenie to staraliśmy się odtworzyć z młodzieżą w I rocznicę wyboru Jana Pawła II i w kolejne.

Miałam ogromne szczęście uczestniczyć w pierwszej pielgrzymce Ojca Świętego do Polski. To były trudne czasy. Nie zachęcano ludzi do brania udziału, raczej zniechęcano, strasząc ogromnym ściskiem, zatratowaniem, itp. Ludzie ulegali tym pogłoskom i chociaż do Warszawy było tylko 70 km pozostali przed telewizorami. Okazało się, że bez przeszkód można było dotrzeć do stolicy, oraz że autobusy kursowe i dodatkowe jechały bez pasażerów. Na Placu Zwycięstwa stałam blisko ołtarza i do dzisiaj mam żywy obraz Papieża na tle dużego krzyża z czerwoną stułą.

Po pierwszym etapie pielgrzymki ksiądz wikariusz zmobilizował ludzi, aby udali się na trasę pielgrzymki Papieża i pojechali do Częstochowy i Krakowa. Mnie udało się pojechać do Krościenka i tam z uczestnikami Ruchu Światło-Życie modlitwą i czuwaniem towarzyszyć Ojcu Świętemu. Nocą, w strugach deszczu, udaliśmy się do Nowego Targu. Tam z ks. Blachnickim Oaza witała Papieża Polaka śpiewem „Zwiastunom z Gór”. Było nas mało w porównaniu z tłumem ludzi zgromadzonym na błoniach, ale echo niosło naszą piosenkę i nasze serca wprost do Papieża, który odwzajemnił nasze uczucia. Wyraził radość z obecności Oazy oraz wręczał animatorom Pismo Święte. W powrotnej drodze zatrzymaliśmy się w Krakowie i całą noc spędziłam pod oknem na Franciszkańskiej, a potem na Błoniach. Pożegnanie oglądałam w sklepiku, w ktorym był telewizor.

Upłynęło już 30 lat, a ja widzę tamte wydarzenia, jakby to było dzisiaj i teraz. To były niezapomniane chwile. Teraz je wspominam, bo młodzi ich nie pamiętają – są one zbyt odległe dla nich. Pamiętam także moją pielgrzymkę do Rzymu, gdzie na Placu Damasceńskim było wspólne zdjęcie z grupami pielgrzymów i można było chodzić za Papieżem, rozmawiać z Nim. Potem różaniec w Radiu Watykańskim i Audiencja Środowa (dziwne, że to najdawniejsze pamiętam tak dokładnie). W kolejnych  pielgrzymkach też uczestniczyłam na miarę możliwości, w zagranicznych zaś siedząc przed telewizorem. Jeszcze jedno wspomnienie jest we mnie bardzo żywe: w Sandomierzu, gdzie z młodzieżą naszego Katolickiego Liceum mogłam pożegnać Ojca Świętego na lądowisku w Wielowsi i wręczyć zrobiony przeze mnie bukiecik polnych kwiatów (mam ładne zdjęcie). A potem choroba i odchodzenie Ojca Świętego, bardzo bolesne, ale piękne; pogrzeb i karty księgi na trumnie oraz wiatr, który często towarzyszył Papieżowi w czasie jego pielgrzymek...

 

s. Teresa Romańska

Temat miesiąca – numer 67

Idę w miłości! Jestem narzędziem miłości Boga

 

         Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

         Przejrzeć się w Bogu, który jest Miłością. Kochać Boga, który mnie pokochał i pokazał mi swoją miłość, gdy umarł za mnie na krzyżu, za moje odwrócenie się od Niego i odrzucenie Go. Tak kochać człowieka, jak kocha się samego siebie. Kochać człowieka, bo Bóg pierwszy pokochał mnie. To jest chrześcijaństwo. To jest prawdziwe i jedyne zadanie dla każdego ucznia Chrystusa, dla każdego z nas. Trzeba powiedzieć, że na tym odcinku „kulejemy” i zawsze będziemy „kuleć”. Nasze życie ma być przecież ciągłym dorastaniem do miary daru, jaki został nam dany, a którym jest sam Jezus Chrystus. Może najwyższy czas stanąć w prawdzie przed Bogiem, w prawdzie o każdym z nas, o mojej miłości do Niego, do braci i sióstr. Jeżeli nie po to, by wreszcie ruszyć z miejsca, to dlatego, by odnowić, ożywić, utwierdzić swoją wiarę, nadzieję, właśnie przez miłość.

         Jezus Chrystus swoją miłość ku Ojcu i ku człowiekowi potwierdził i utwierdził poprzez Zmartwychwstanie. A co ja mogę zrobić, by całym swoim życiem przylgnąć do Zmartwychwstałego Pana?

 


Fragmenty: J 13, 1-7. 34-35; 5, 30. 40-45; 4, 34; 3, 16;

15, 1-11. 12-17; 21, 15-19;

1J4,7-18;4,19-5,3                                                                                          

         „W innym tekście św. Łukasza jest, że Chrystus wysyła swych uczniów na misję po dwóch. I tu jest znowu jakaś tajemnica, że to miłość jest siłą zdobywczą i apostolską. Wysyła po dwóch, którzy się miłują, a gdy się miłują to i Chrystus wśród nich jest i Kościół się rozszerza. A więc to miłość sprawia rozszerzanie się Kościoła, promieniowanie apostolskie.”

         „Można zaobserwować podwójną postawę ludzi. Jest postawa, którą bym nazwał doznaniową: ludzie myślą, jak odczuwają środowisko, czego doznają w środowisku, na uniwersytecie czy w rodzinie. I wtedy normalnie krytykują, skarżą się, czują się źle. A tymczasem druga postawa to jest postawa zadaniowa: co ja mam tutaj robić? Przede wszystkim mam to środowisko ukochać, bo dla mnie, ci ludzie, ci konkretni ludzie, z którymi w życiu się spotykam, to jest dla mnie Kościół. To jest dla mnie Chrystus, który w ten sposób i w tej formie do mnie przychodzi. Ja muszę zdać egzamin z miłości. To jest bardzo ważna rzecz, kontrolować się na tym punkcie: jaką mamy postawę.”

 

                                                                  o. Piotr Rostworowski
 

         „Jeżeli mam świadomość, czystą intencję, jeżeli idę z miłości, to wszystkie opory muszą zniknąć. Będę jeszcze bardziej swobodny, jeżeli będę miał świadomość, że to nie moja miłość, lecz miłość samego Boga w tym objawia się, że to Chrystus idzie przeze mnie, że to Jego miłość mnie przynagla. Chrystus chce „użyć” mnie, posłużyć się moimi rękami, moimi ustami, więc daję Mu siebie, jako narzędzie, jako narzędzie Jego miłości.”

 

ks. Franciszek Blachnicki
 

          „Misjonarza ożywia „gorliwość o duszę”, która czerpie natchnienie z samej miłości Chrystusowej, wyrażającej się w troskliwości, łagodności, współczuciu, otwarciu na innych, zainteresowaniu ludzkimi problemami. Miłość Jezusa jest bardzo głęboka: On, który „wiedział, co w człowieku się kryje” (J 2, 25), kochał wszystkich, ofiarując im Odkupienie i cierpiał, gdy było ono odrzucone.

         Misjonarz jest człowiekiem miłości: aby mógł głosić każdemu bratu, że jest kochany przez Boga i on sam może kochać, misjonarz musi dawać świadectwo miłości względem wszystkich, poświęcając życie dla bliźniego. Misjonarz jest bratem wszystkich, bo ma w sobie ducha Kościoła, jego otwartość i zainteresowanie dla wszystkich narodów i ludzi, zwłaszcza dla najmniejszych i najuboższych. (...) Jest znakiem miłości Bożej w świecie, która nie wyklucza ani nie wyróżnia  nikogo.

         Wreszcie, tak jak Chrystus, winien on miłować Kościół: „Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie” (Ef 5, 25). Miłość ta, posunięta aż do oddania życia, stanowi dla niego punkt odniesienia. Tylko głęboka miłość do Kościoła może podtrzymać gorliwość misjonarza (...). W życiu każdego misjonarza wierność wobec Chrystusa nie może być oddzielona od wierności wobec Kościoła.”

         „Spotkanie z Chrystusem żywym jest także spotkaniem z Chrystusem „spragnionym”, z Chrystusem ukrzyżowanym, którego okrzyk: „pragnę”, we wszystkich stuleciach mówi nam o gorącym pragnieniu zbawienia dusz (por. J 19, 28).

         Aby zaś ugasić pragnienie Boga-Miłości, a zarazem i nasze pragnienie, nie ma innej drogi, jak tylko kochać i pozwolić się kochać. (...)

         Istotne nie jest pytanie „gdzie”, ale „jak”. Można być prawdziwym i skutecznym apostołem także pozostając w murach własnego domu, w miejscu pracy, szpitalnym łóżku, w klasztornej klauzurze: ważne jest, aby serce płonęło Bożą miłością, która jedyna zdolna jest przekształcić nie tylko cierpienie, ale nawet zwykły codzienny trud w źródło światła, żaru i nowego życia dla całego Ciała Mistycznego, żyjącego na najdalszych krańcach ziemi.”

                                                                                                      Jan Paweł II

 

         „Dzieło ewangelizacji wymaga od tego, kto ewangelizuje, braterskiej coraz większej miłości względem tych, których ewangelizuje. (...) Co to jest za miłość? Nie tyle miłość pedagoga, co ojca, a raczej matki. Pan chce, żeby każdy, czy to głosi Ewangelię, czy buduje Kościół, miał taką miłość.

         Oznaką miłości jest troska o przekazywanie prawdy i wprowadzenie ewangelizowanych do jedności. Również oznaką miłości jest poświęcenie się głoszeniu Jezusa Chrystusa bez zastrzeżeń i wykrętów.

         Dodajmy jeszcze inne oznaki miłości. Pierwszą oznaką jest szacunek, a nie szorstkość względem ewangelizowanych odnośnie do religii, ducha, sposobu życia, którego nie należy przesadnie obciążać, co do sumienia i przekonań.

         Dalszą oznaką tej miłości jest wystrzeganie się, aby kogoś, zwłaszcza słabego w wierze nie urazić takimi wypowiedziami, które mogą być jasne dla znawców, ale dla wiernych mogą stać się raną duszy, źródłem niepokoju i zgorszenia.

         Wreszcie oznaką miłości będzie staranie się, by podawać chrześcijanom nie zdania wątpliwe i niepewne, powstałe ze źle przyswojonej wiedzy, ale przekonania pewne, oparte na słowie Bożym.”

Paweł VI

 

W jakich myślach, słowach, czynach, postawach ukazuje się moja miłość do Pana Boga, siebie i braci?

Szczęść Boże!

        

                                                                                     al. Konrad Wróbel

Słowo Moderatora – numer 67

Piszę mą kartkę i składam ją na Twoim grobie...

 

„Pragnę raz jeszcze całkowicie zdać się na Wolę Pana. On sam zdecyduje, kiedy i jak mam zakończyć moje ziemskie życie i pasterzowanie. W życiu i śmierci Torus Tuus przez Niepokalaną. Przyjmując już teraz tę śmierć, ufam, że Chrystus da mi łaskę ostatniego Przejścia czyli Paschy.” (z Testamentu Jana Pawła II)

 

         Trzy lata temu – w atmosferze Oktawy Wielkanocy i wigilii święta Bożego Miłosierdzia – czuwaliśmy i modliliśmy się towarzysząc Janowi Pawłowi II w powrocie do Domu Ojca. Nasłuchiwaliśmy też coraz to nowych wieści z Watykanu... Wybiła godzina 21.37, a w kilka minut potem zrozumieliśmy jej wagę... I na nowo odżyły wspomnienia.

Wcześniej urodzeni przeżywali radość „w październiku pamiętnego roku dwóch konklawe”, a potem widzieli jak w dniu inauguracji pontyfikatu szedł trzymając mocno Krzyż, jak sztandar. Słyszeli też, jak wołał „Otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi”. Potem z tym samym Krzyżem przemierzał kontynenty. A pod Krzyżem w Warszawie wołał o powiew Ducha Świętego – Ducha dającego wolność, Ducha Miłości. W Radomiu zaś „rzucał słowa na wiatr”. Przybywał tyle razy, by ucałować polską ziemię, a mówił, że to „pocałunek złożony na rękach matki – albowiem Ojczyzna jest naszą matką ziemską”. Ukochał człowieka, bo żył prawdą, że właśnie „człowiek jest pierwszą i podstawową drogą Kościoła”. Pisał przez laty o św. Stanisławie, że „słowo nie nawróciło, nawróci krew”. I sam tego doświadczał – od zamachu poprzez wszystkie „watykańskie przeprowadzki” do kliniki, aż do pamiętnego i ściskającego za serce milczącego błogosławieństwa z okna. Tłumaczył przez ponad ćwierć wieku, że „w miłosierdziu Boga świat znajdzie pokój, a człowiek szczęście!”. Był wolny w swym zachowaniu – nie bał się, że wspominanie kremówek może wywołać uśmiech, a nałożenie dziwnego nakrycia głowy ściągnąć krytykę... Młodych nazywał swą nadzieją, tęsknił za nimi i dbał, by w programie pielgrzymek było spotkanie z nimi, ale nie bał się stawiać im wymagań. Miał czas, by ich słuchać, ale i razem śpiewać z najsłynniejszego okna w świecie. A młodzi w Łowiczu skandowali: „Zdradź nam sekret niepojęty, jak być młodym, Ojcze Święty!”. Pochylał się z miłością nad chorymi, bo mówił: „Są oni tak blisko Chrystusa, a ja zbliżam się do nich świadom, że Chrystus jest w nich obecny”. W obronie najbardziej bezbronnych tłumaczył, iż „naród, który zabija własne dzieci, jest narodem bez przyszłości”. Mając świadomość misji otrzymanej od Chrystusa wołał o dobro i godność rodzin: „Przemawiam mocą Jego prawdy do człowieka naszych czasów, aby pojął, jak wielkim dobrem jest małżeństwo, rodzina i życie, jak wielkim niebezpieczeństwem jest brak poszanowania dla tych rzeczywistości”. O Oazie mówił: „bliski jest mi ten styl życia”. A miłość do Matki Bożej opisał najprościej – „Totus Tuus”.

         Odżyły wspomnienia. Minęły trzy lata. Wędruję do Wiecznego Miasta. Wpatruję się w znane okno Pałacu Apostolskiego i przywołuję słowa kard. Josepha Ratzingera z dnia pogrzebu: „Możemy być pewni, że nasz ukochany Papież stoi teraz w oknie domu Ojca, patrzy na nas i nam błogosławi. Tak, błogosław nam, Ojcze Święty”. Schodzę do podziemi Bazyliki św. Piotra, klękam przed Jego grobem i odmawiam modlitwę o wyniesienie Go na ołtarze. I proszę – zgodnie z tematem zadanym nam w tym miesiącu – bym mając świadomość bycia narzędziem Boga, szedł w miłości.

Obok grobu Papieża ludzie składają wiele kartek z prośbami... Kończę pisać moją. Dopisuję do niej słowa zapisane przez pewną dziewczynę i zostawione na Placu św. Piotra trzy lata temu, a zaadresowane do Jana Pawła II: „W takiej chwili człowiek nie wie, co napisać. Nie weźmiesz tej kartki w rękę i nie przeczytasz, ale na pewno patrzysz na to teraz z góry i wiesz, co dzieje się w moim sercu i jak trudno przelać to na papier”. I wierzę, że odpowiedzią Wielkiego Papieża są słowa wypowiedziane przez Jego Następcę: „Czuję, jakby jego mocna ręka trzymała moją. Zdaje mi się, że widzę jego uśmiechnięte oczy i słyszę jego słowa skierowane do mnie w tej szczególnej chwili «Nie lękaj się!»”.

Idź i głoś – dopisuj swą miłością apostolski trud Jana Pawła II!

 ks. Albert Warso

Dzieje się:


9.03-11.03 SA
16.03-18.03 Ewangelizacyjna OM

23.03-25.03 SA Diecezjalnego

Więcej terminów: KALENDARZ

Oazy Wakacyjne

Bank Modlitwy

Czeka Nas Droga

W sieci