Pobierz całą gazetkę tutaj

Słowo Moderatora - Październik 2009

W tym miesiącu w naszych spotkaniach formacyjnych podejmujemy temat modlitwy. To dobrze, że nad nią się zatrzymujemy w czasie, gdy ruszyły już spotkania dzieci i młodzieży w grupach para-fialnych i małżonków w kręgach Domowego Kościoła. Zapewne są już konkretne plany realizacji hasła roku. Niech zatem modlitwa będzie pierwszym krokiem w realizacji naszych zamierzeń, by wszystko było na chwałę Pana Boga. Jan Paweł II zwykł mawiać:  nic  przed  modlitwą.  Nawet  najpilniejsza potrzeba działania nie powinna odciągać nas od modlitwy. Z niej przecież czerpiemy moc, życiowe światło i tak naprawdę dopiero wówczas to ludzkie działanie ma sens.

                Co ma wspólnego modlitwa z przyjaźnią? Przyjaciel to ktoś, kto nie zostawi w życiowej biedzie, potrafi znaleźć czas, by wysłuchać i doradzić, potrafi dochować tajemnicy i dlatego można mu powierzyć swoje sekrety. Z tymi przyjaźniami pomiędzy ludźmi bywa różnie – nieraz się rozpadają, bo ktoś nie był szczery, poszło o chłopaka, ktoś nie sprostał naszym oczekiwaniom lub po prostu ktoś inny stał się ważniejszy, że zaczęło już brakować dla siebie czasu. I wówczas dochodzimy do wniosku, że nie masz Przyjaciela nad Zbawiciela. Pan Jezus jest naszym Przyjacielem: można do Niego przyjść, pogadać i posłuchać – ma czas i zawsze pomoże.

                Jaka powinna być nasza modlitwa? Po pierwsze, w modlitwie mamy być wytrwali. Pan zapewnia: „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam”(Łk 11,9). Po drugie, nasza modlitwa ma być ufna. Pan Bóg da nam to, co będzie dla nas najlepsze, nawet jeśli nie będzie tym, o co prosimy. On przecież wie lepiej co dla nas jest dobre.

                Co zyskujemy dzięki modlitwie? Siłę i moc do nauki, obowiązków. Może nie od razu dzieją się cuda, ale zmienia się atmosfera i mentalność ludzi. Ktoś kto się modli staje się bardziej delikatny i łagodny, nie będzie używał siły. Ktoś, kto się nie modli wnosi przemoc do naszego świata: kłamliwe i zimne słowo rani człowieka. Modlitwą i miłością można rozproszyć ciemności tego świata.

                Z taką wytrwałością i ufnością módlmy się, w Roku Kapłańskim, modlitewną nowenną miesięcy w intencji moderatorów naszego Ruchu o siły do pracy i serce ojcowskie, abyśmy przez ich posługę mogli dojść do zbawienia.

„W Różańcu nadzieja”

 

Nie ma drugiego tak autentycznie katolickiego i popularnego nabożeństwa maryjnego jak różaniec, a ściślej Psałterz Najświętszej Maryi Panny. I nie istnieje drugie nabożeństwo, jak to wyjawiła Maryja wielu swym sługom, które byłoby równie miłe Jej Niepokalanemu Sercu.

 

Modlitwa różańcowa jest pięknym skarbem całej wspólnoty Kościoła i nie bez powodu nazywana jest „najcenniejszą z modlitw”. Różaniec łączy w sobie modlitwę ustną i modlitwę w myślach. Powtarzane są w nim najpiękniejsze i najskuteczniejsze modlitwy chrześcijańskiej pobożności, takie jak Wierzę w Boga Ojca, czyli Skład Apostolski, Ojcze Nasz i Zdrowaś Maryjo. Po każdej dziesiątce wychwala się w nim także Trójcę Przenajświętszą modlitwą Chwała Ojcu, a jego odmawianie kończy często Pod Twoją Obronę lub Witaj Królowo. Ktoś mógłby powiedzieć, że to przecież doskonale wie... Ale czy pamiętamy o tym na co dzień?

 

Z historii różańca

 

Jednolita forma różańca została ustalona przez papieża Piusa V w 1569r. Składająca się z trzech części, po pięć tajemnic każda. W takiej niezmienionej formie przetrwał kilka wieków, aż do 16 października 2002 roku, kiedy to nasz umiłowany papież Jan Paweł II wystosował list, w którym wezwał Kościół powszechny do rozważania nowej części różańca świętego. Jej miejsce znalazło się między tajemnicami radosnymi a bolesnymi, Ojciec Święty określił je mianem „Tajemnic światła”.

 

Po co różaniec?

 

Wielu ludziom wydaje się, że jest to modlitwa zbyt długa, nieciekawa i męcząca. Jednak czy na pewno tak jest? Przecież nasze słowa kierujemy do naszej kochanej Matki, mówiąc jej „Bądź pozdrowiona”, a Ona zawsze nas wysłuchuje i cieszy się każdym, nawet najkrótszym słowem. Jest naszą orędowniczką u Wszechmocnego Syna. Świadomi swoich błędów i zaniedbań prosimy Ją, aby „Modliła się za nami grzesznymi”. Nie raz we własnym życiu przekonałem się o mocy różańca. Gdy w moim życiu pojawia się pustka, samotność i beznadzieja zawsze staram się sięgać po „różańcową broń” przeciwko złu. Różaniec sprawia, iż zostaje tylko Bóg i jego miłość. Modlitwa ta daje ukojenie, ale także i przede wszystkim uczy wielkiej pokory i zawierzenia Maryi Matce. Wielokrotnie widywałem i widuję nadal moją Mamę, która wieczorami w domu, w skupieniu i ciszy zagłębia się w różańcowe tajemnice. Nigdy nie zdarzyło się tak, abym nie widział na Jej twarzy uśmiechu...

 

Wartość „najcenniejszej z modlitw”

 

Modlitwa różańcowa była wielką siłą, z której czerpano szczególnie w czasie II wojny światowej (której 70, rocznicę wybuchu w tym roku obchodzimy), gdy zawierucha wojenna rzuciła ludzi w różne zakątki Europy i świata. Ile to razy w tej krwawej historii w kieszeniach zabitych żołnierzy znajdywano różańce? To modlitwa która nie przemija. Podczas nabożeństw różańcowych w mojej parafii często dzieci biorą w nich czynny udział poprzez powtarzanie do mikrofonu cząstek różańca. W ich głosach słychać niezwykłą ufność w te tajemnice. Potrafią modlić się z wielkim entuzjazmem i uśmiechem na twarzy. Tym często potrafią mnie zawstydzić. Czy nie warto uczyć się tego entuzjazmu?

 

 

 

Co nam przeszkadza?

 

Rozproszenia wbrew pozorom mogą nas wiele nauczyć. W klarowny sposób ukazują, co tak naprawdę jest ważne dla człowieka. Gdy chcemy ich unikać, niezbędne jest wnikniecie w odmawianą tajemnicę, przemyślenie tych wielkich biblijnych wydarzeń. Bylibyśmy naiwni gdybyśmy myśleli, że szatan zgodzi się na nasze skupienie na modlitwie różańcowej. On zawsze będzie próbował zerwać nasz kontakt z Bogiem. Tylko od nas zależy czy mu na to pozwolimy...

 

Zatem módlmy się

 

Jedno jest pewne. Różaniec dla katolików nie powinien być czymś, czego mieliby się  wstydzić. Gdy idziemy do szkoły, na przystanek autobusowy, gdy mamy choć chwilkę czasu, sięgajmy po różaniec. Ta modlitwa niczego nie zabiera, a może stać się przyczyną wielu łask Bożych. Osobiście wiele razy doświadczyłem matczynej opieki Maryi, szczególnie w chwilach próby mojej wiary. Także chwilę przed tym jak odebrałem telefon i zostałem poproszony o napisanie tego artykułu, uczestniczyłem w nabożeństwie różańcowym. Niech te słowa hiszpańskiego teologa o. Antonia Royo Marina będą drogowskazem na naszą drogę z różańcem (nie tylko w październiku...):

 

„Aby uzyskać z Różańca całą jego moc przebłagalną i uświęcającą jest rzeczą oczywistą, że nie wystarczy odmawiać go w sposób mechaniczny i pozbawiony skupienia. Należy odmawiać go w sposób godny, z uwagą i pobożnością. Aby to osiągnąć, niezbędna jest koncentracja, by uniknąć braku szacunku, do którego doprowadziłoby dobrowolne roztargnienie. Jak możemy prosić Boga, aby nas wysłuchał, skoro zaczynamy już od tego, że sami siebie nie słuchamy? W swej gorliwości, dusza pozostaje spokojna i nieugięta w służbie Bogu, pośród wszelkiej zmienności wrażeń zmysłowych”.

 

a. Piotr Krakowiak

Parafia pw. Św. Idziego w Suchej

Oaza Modlitwy 18-20 września 2009r.

 

… i oto wreszcie nadszedł ten upragniony przez oazowiczów weekend! Jak wiadomo – w życiu nie ma przypadków, tak więc warto zaznaczyć, że do Pionek zawitaliśmy w dzień, w którym Kościół wspomina bliskiego nam św. Stanisława Kostkę, patrona dzieci i młodzieży.  Późnym popołudniem, wypełniony po brzegi ośrodek w Pionkach tętnił już życiem. To dobrze, że jest w nas tyle chęci i entuzjazmu, bo jak mielibyśmy Czynić uczniów ze wszystkich narodów, gdyby nie było w nas ani krzty radości?

 

Otóż właśnie – głównym tematem wrześniowej Oazy Modlitwy był duch misyjny. Na sobotniej Eucharystii mieliśmy okazję gościć człowieka misji – ks. Macieja Będzińskiego, który przybliżył nam istotę misji oraz uświadomił, jak ważne jest świadczenie o Chrystusie.

Czym byłaby Oaza Modlitwy bez spotkań w grupach… To na nich mieliśmy też okazję do porozmawiania o świadectwie i ewangelizacji. Doszliśmy do wniosku, że w pewien sposób każdy z nas jest takim właśnie misjonarzem – bo aby nim być, wcale nie trzeba jechać w odległe zakątki świata. Świadczyć możemy przede wszystkim naszym życiem, słowami i uczynkami – w szkole, wśród znajomych, przyjaciół, każdego dnia.

 

Na spotkaniach dzieliliśmy się też refleksjami dotyczącymi oaz wakacyjnych. Szczególną uwagę poświęciliśmy podsumowaniu: w jaki sposób przeżyliśmy rekolekcje, co one nam dały, czy jesteśmy w stanie zaobserwować owoce, które zawdzięczamy właśnie oazom. Ale warto też zadać sobie pytanie – czy obserwacje i wspominanie miło spędzonego czasu to wszystko, co możemy dziś zrobić? Odpowiedzią na to pytanie jest temat, wokół którego krążyliśmy na ostatnim, niedzielnym spotkaniu – postanowienia na przyszły rok formacyjny. Bo, jak to jest napisane w Dziejach Apostolskich:  „My nie możemy nie mówić tego, cośmy widzieli i słyszeli”.

 

Do ciekawostek tej Oazy Modlitwy możemy przypisać naszą fascynację Rodzicami pewnej znanej postaci, a dokładniej św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Błogosławieni Zelia i Ludwik Martin są wspaniałym przykładem pięknej miłości, dojrzałości i odpowiedzialności w wychowywaniu dzieci oraz w codziennym życiu – wzorem dla Nich była Święta Rodzina. My mamy ten zaszczyt, że możemy kierować naszym życiem idąc również Ich śladami...

 

Ciekawy na pewno był też wieczór pogodny, którego na naszej Oazie Modlitwy nie mogło zabraknąć. Były i zamki, i księżniczki, oczywiście, również „nieśmiertelna chusteczka”, co ciekawe pojawił się nawet egzamin na prawo jazdy… Wszystko to przyczyniło się do naszej wielkiej radości, która – dzięki wieczornej Adoracji Najświętszego Sakramentu – stawała się coraz większa.

 

Mam nadzieję, że ta radość w nas nie zgaśnie, wręcz przeciwnie, będzie wciąż wzrastała. Do zobaczenia więc w Pionkach (i nie tylko!), na kolejnych Oazach Modlitwy! I pamiętajcie: „My nie możemy nie mówić tego, cośmy widzieli i słyszeli”.

 

a. Magdalena Lisak

Matko Boża Bolesna wita!

Już kolejny raz pielgrzymowaliśmy do Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej Królowej Polski w Kałkowie. 3 października przybyło nas ponad 600 osób z kilkudziesięciu parafii – w tym oaza dzieci i młodzieży oraz Domowy Kościół. Wspólną modlitwą i śpiewem zawierzaliśmy Matce Bożej nowy rok formacyjny i prosiliśmy o potrzebne łaski. Matka Boża przywitała nas pięknym słońcem, które powodowało uśmiech na naszych twarzach. Po wstępnym słowie ks. moderatora Grzegorza Lipca, odbyła się konferencja pod przewodnictwem wicerektora radomskiego seminarium ks. Piotra Turzyńskiego. Myślą przewodnią tego spotkania było świadectwo. Trzeba tak jak Jan Chrzciciel akceptować rolę świadka, a przy tym kierować się sercem. Ważne jest to, aby zacząć ewangelizację od swoich najbliższych, ponieważ paradoksalnie to jest najtrudniejsze.

 

Ale Bóg daje nam siły do czynienia uczniów, ponieważ nas do tego powołał. Czynić uczniów bowiem oznacza spotkać się z Jezusem i doświadczyć Jego niezwykłości. Podsumowaniem wypowiedzi były słowa Jana Pawła II: "misje są znakiem wiary i znakiem miłości ku Niemu". W tym czasie dzieci świetnie się bawiły. Wielbiły Pana Boga swoim śpiewem i tańcem w ciepłych promieniach słońca.

 

Niespodziewanie na Mszy świętej towarzyszyli nam hutnicy i ich rodziny, którzy przeżywali 20. rocznicę wznowienia działalności przez Sekcję Krajową Hutnictwa I Solidarności, pielgrzymując tak jak my do kałkowskiego sanktuarium. Eucharystii przewodniczył były moderator naszej diecezji ks. Roman Litwińczuk, który podczas homilii doskonale połączył te dwie na pierwszy rzut oka nie mające ze sobą nic wspólnego pielgrzymki. Oaza bowiem, tak jak Solidarność, bardzo mocno potrafiła się organizować przeciw komunistycznym władzom. Takich trafnych porównań usłyszeliśmy wiele. Ponadto ks. Roman przybliżył nam postać św. Teresy od Dzieciątka Jezus, która chciała być w Kościele miłością, szczególnym znakiem Boga, dając nam świadectwo znaczenia misyjności. Słowa, które z pewnością pozostaną w naszej pamięci: "Maryja wzywa: módlcie się i żyjcie Słowem Bożym".

 

Tradycyjnie już po Eucharystii przeżywaliśmy agapę. Czekała na nas gorąca herbata, przy której mogliśmy się podzielić przywiezionym przez wspólnoty i złożonym w darach na Mszy świętej chlebem. Każdy wnosił do tej uczty miłości cząstkę siebie i dzielił się z bliźnimi tym co miał.

 

Przy wspaniałej, rodzinnej atmosferze i pięknej pogodzie udaliśmy się do kościoła, aby już ostatni raz tego dnia spojrzeć w oczy Matce Bożej i powiedzieć słowo "dziękuję" w modlitwie różańcowej za Jej wielką miłość i zawsze miłe przyjęcie. Z tą wielką siłą i radością jaką dał nam kontakt z drugim człowiekiem, a przede wszystkim z Bogiem, rozjechaliśmy się do swoich parafii i rodzin, aby również tam czynić uczniów i na nowo odkrywać istotę ewangelizacji.

 

a. Marta Mazur

Wywiad z Agnieszką Fedorowicz

O niecodziennych zainteresowaniach, autorytetach, pasji życia, i o tym co naprawdę ważne w życiu młodej doktorantki Agnieszki Fedorowicz – doświadczonej animatorki naszej diecezji.

 

Rozmawia a. Magdalena Korczyńska.

 

 

MK:  Zaczęło się od „Medalionów” i „Opowiadań” Borowskiego. Co sprawiło, że to nie była chwilowa fascynacja?

 

AF: Chyba nieodparta potrzeba szukania odpowiedzi na pytanie dlaczego.  Chciałam zrozumieć, w jaki sposób doszło do zbrodni ludobójstwa, co kierowało ludźmi, którzy bez skrupułów dokonywali masowych mordów. Chciałam wiedzieć, dlaczego robiono z ludzi mydło, dlaczego dzieci w Oświęcimiu bawiły się w palenie Żydów, dlaczego wykształceni profesorowie wykonywali eksperymenty medyczne na więźniach obozów koncentracyjnych.  Gdy już dotarłam do tych informacji, rodziły się kolejne pytania i rozpoczynały kolejne poszukiwania. Tak jest do dziś. Ciągle stawiam sobie pytanie dlaczego.

 

MK: Jak dużo czasu poświęcasz na szukanie odpowiedzi?

 

AF: Dawniej wiele godzin spędzałam nad książkami. Mogłam nie przespać nocy, bo  dostałam akurat jakąś rewelacyjną lekturę, od której nie sposób było się oderwać. Obecnie jestem na studiach doktoranckich i od końca stycznia zajmowałam się ludobójstwem w obozach koncentracyjnych. Jednocześnie studiuję i szukam odpowiedzi na swoje pytania, więc tak naprawdę trudno powiedzieć, ile dokładnie czasu mi to zajmuje.

 

MK: Czy jest ktoś, kto Cię motywuje do pogłębiania tych niecodziennych zainteresowań?

 

AF: Przede wszystkim wspierają mnie byłe więźniarki. Te kobiety, kiedy słyszą o moich kolejnych pytaniach badawczych, o jakichś chwilowych fascynacjach, zawsze mnie mobilizują i zachęcają do poszukiwań. Są wdzięczne  za każdy poświęcony im czas. Oprócz więźniarek bardzo motywuje mnie profesor Stanisław Sterkowicz oraz osoby, które prowadzą strony internetowe poświęcone obozom, np. Janusz Tajchert. Oczywiście mam też ogromne wsparcie wśród moich przyjaciół.

 

MK: Czego uczą Cię spotkania z kobietami, które przeżyły obóz koncentracyjny?

 

AF: Przede wszystkim wrażliwości i niesamowitego szacunku do życia. Te kobiety nie miały nic w obozie. Nie miały swojego nazwiska, nie miały swojego ubrania, nie miały włosów, nic nie miały. To, że radziły sobie w tak ekstremalnych warunkach, świadczy o tym, kim tak naprawdę jest człowiek i jak mocne mogą być zasady i wartości, w które się wierzy mimo zewnętrznego zniewolenia. Te spotkania nauczyły mnie także szacunku do jedzenia, przede wszystkim szacunku do chleba. Nie zostawiam niczego na talerzu i staram się być jak najmniej wybredna. Bardzo nie lubię, gdy ludzie marnują jedzenie i wyrzucają chleb. Ja nigdy nie wyrzucam chleba.

 

MK: Te kobiety musiały mieć żelazne zasady. Z pewnością są dla Ciebie autorytetem.

 

AF: Tak. Staram się być biało-czarna jak one. Dla mnie autorytetem jest Wanda Półtawska,  ale nie tylko ona. Te więźniarki, z którymi spotykam się osobiście, i te więźniarki, o których czytam, przez to jak postępowały, a może przez to jak nie postępowały, dają mi wzór. Może to zabrzmi trochę patetycznie, ale tak właśnie jest. Ich życie to dla mnie dowód, że można być człowiekiem nawet w takich ekstremalnych warunkach. Nie mając nic, nie mając żadnej pomocy z zewnątrz, walcząc każdego dnia o przetrwanie. Te kobiety wzajemnie sobie pomagały, to było wszystko, na co mogły liczyć. W szpitalu nie było lekarstw, a trzeba było leczyć chorych, więc dawano sobie radę, tak jak tylko można było. Dla mnie jest to po prostu  klarowny obraz tego, że nie warto za bardzo przywiązywać się do rzeczy materialnych. Oczywiście, są ważne, bo są częścią naszego życia, ale najistotniejsze jest to, kim ja jestem. Czy potrafię być wierny sobie i temu, w co wierzę. Tak ekstremalna sytuacja, jaką był obóz koncentracyjny, bardzo szybko to wszystko weryfikowała.

 

 

 

MK: W jaki sposób Twoja pasja wpływa na Twoje życie prywatne?

 

AF: Hm… Przede wszystkim odczuwam wielki szacunek do życia. Staram się brać z niego jak najwięcej, staram się go nie zmarnować. Cała ta problematyka obozowa nauczyła mnie też bardzo szanować czas i jedzenie, ale o tym już wspominałam.

 

MK: Na co Cię szczególnie uwrażliwiła?

 

AF: Na cierpienie. Na cierpienie innych. Na to żeby reagować, żeby dawać ludziom wsparcie, żeby mówić ludziom dobre rzeczy na bieżąco, bo potem może zabraknąć nam na to czasu.

 

MK: Zaraziłaś kogoś swoją pasją?

 

AF:  Nikogo nie zaraziłam na dłużej, ale zdarzają się takie chwilowe fascynacje. Jestem współautorem strony internetowej na temat Majdanka i często dostaję maile ze szczegółowymi pytaniami albo prośbą o literaturę. Cieszą mnie zawsze takie maile. Myślę, że ludzie interesują się tym chwilowo głównie dlatego, że jest to straszny i odpychający temat.

 

MK: Jesteś radosna, uśmiechnięta, kochasz życie, tryskasz energią a zajmujesz się śmiercią.

 

AF: Tak. Jest to temat bardzo przygnębiający i rzeczywiście na początku takiego mojego „zafascynowania” byłam bardzo wrażliwa. Płakałam. Przejmowałam się losami tych osób, tak bardzo osobiście. W tym momencie wydaje mi się, że jestem w stanie dobrze rozgraniczyć jedno od drugiego. Tak naprawdę temat śmierci jeszcze mocniej pokazuje mi, czym jest życie. Jak wielką ma wartość. Aktualnie badam, jakie strategie przyjmowały więźniarki, czy ogólnie więźniowie, żeby przeżyć. Tak naprawdę stracić życie jest bardzo łatwo a przeżyć, zwłaszcza w takich ekstremalnych warunkach, jest wyczynem niezwykle trudnym, czasem naprawdę nieludzkim. Nadzieja umiera ostatnia zwłaszcza w walce o życie.

 

MK: Czym jest dla Ciebie Twoja pasja?

 

AF: Jest dla mnie pewnym pomysłem na życie. Zdecydowałam się na studia historyczne, dlatego że interesowałam się problematyką obozów koncentracyjnych. Pasja zrobiła ze mnie historyka. Dała mi możliwość bardzo szerokiego rozwoju. Studia nauczyły mnie historycznego myślenia i wyciągania wniosków z przeszłości. Taką wiedzę mogę przekazywać dalej. Pasja zajęła mój wolny czas, wtedy gdy potrzebowałam jakiegoś pomysłu na to, co ze sobą zrobić.

 

MK: Stała się sposobem na życie? Towarzyszem dorastania i kształtowania osobowości?

 

AF: Poniekąd. To jeden z dwóch takich mocnych filarów w moim życiu. Drugim, a tak naprawdę pierwszym i najważniejszym, był Ruch Światło-Życie. To on mnie bardzo ukształtował. To kim jestem dziś, jest owocem formacji, jaką przeszłam, pasja wtapiała się w to dorastanie, ale to oaza miała decydujący wpływ na mój moralny kręgosłup.

 

MK: Dlaczego warto mieć pasję?

 

AF:  Czemu? Ponieważ to świetny sposób, żeby dobrze wykorzystać wolny czas, żeby nie marnować go na głupoty, na jakieś bezwartościowe rzeczy, żeby nie przespać życia. Myślę, że ważne, by mieć coś, co nas fascynuje, coś, o czym możemy nieustannie opowiadać ze świecącymi się oczami. Są różne pasje. Ja poznałam kiedyś kierowcę tira, który był hodowcą truskawek. Wiedział o tym wszystko. Przez pięć godzin opowiadał z ogniem w oczach o tych swoich truskawkach. I to było niesamowite. Ta jego pasja życia, coś co trzymało i popychało do przodu. Pasja to według mnie takie miejsce, gdzie możesz ulokować swoją energię, swój potencjał. Jeśli przynosi Ci to dochody, to świetnie. Spełniasz swoje powołanie życiowe, robisz to, co kochasz i jeszcze Ci za to płacą. Czego chcieć więcej.

 

Rozmawiała a. Magdalena Korczyńska.

Dzieje się:


9.03-11.03 SA
16.03-18.03 Ewangelizacyjna OM

23.03-25.03 SA Diecezjalnego

Więcej terminów: KALENDARZ

Oazy Wakacyjne

Bank Modlitwy

Czeka Nas Droga

W sieci